Technologia ponad wszystko

Każda premiera luksusowego modelu wiąże się z prezentacją ciekawych rozwiązań technicznych, które dopiero za kilka lat trafią do popularnych aut. Najnowszym technologicznym cudeńkiem jest auto rodem z Japonii – Lexus LS 460. Ambitni inżynierowe tej marki chcą skutecznie powalczyć z "topowym" Mercedesem, czyli słynną klasą S.

Każda premiera luksusowego modelu wiąże się z prezentacją ciekawych rozwiązań technicznych, które dopiero za kilka lat trafią do popularnych aut. Najnowszym technologicznym cudeńkiem jest auto rodem z Japonii – Lexus LS 460. Ambitni inżynierowe tej marki chcą skutecznie powalczyć z "topowym" Mercedesem, czyli słynną klasą S.

Asystent parkowania wyręczy kierowcęKliknij, aby powiększyćAsystent parkowania wyręczy kierowcęPrezentacja nowej "eski" to niemal zawsze sensacja. Sztab inżynierów zatrudnionych w centrach projektowych stuttgarckiego koncernu pracuje dzień i noc, by wymagających klientów i – co nie mniej ważne – konkurentów po raz kolejny czymś zaskoczyć. W S-klasie pokazanej pod koniec 2005 r. nowinkami były m.in.: system PRE-SAFE (zmniejszający skutki kolizji), kamera noktowizyjna (dzięki niej kierowca może łatwiej zauważyć przeszkodę na marnie oświetlonej drodze) oraz nowoczesny tempomat z radarem mierzącym odległość do poprzedzającego auta, który potrafi w razie potrzeby całkowicie wyhamować auto.

Zobacz również:



Lexus, chcąc zabłysnąć swym LS 460, musiał zaoferować to samo i jeszcze więcej. Trzeba przyznać – Japończykom poszło całkiem nieźle.

Zamiast mercedesowego PRE-SAFE w Lexusie jest Pre-Crash Safety System (w skrócie: PCS), który, korzystając z danych pochodzących z czujników rozsianych po całym nadwoziu, stara się przede wszystkim zrobić wszystko, by uniknąć kolizji. Dopiero gdy niefortunny koniec podróży jest nieodzowny, uruchamiane są mechanizmy mające zmniejszyć skutki wypadku. Na system PCS składają się m.in.: Advanced Obstracle Detection System (układ wykrywający przeszkody za pomocą radaru i systemu dwóch kamer działających w podczerwieni), Driver Monitor System (układ zwracający uwagę kierowcy, gdy na drodze pojawia się przeszkoda, a prowadzący auto nie patrzy na drogę), Emergency Steering Assist (aktywnie wspomagający kierowcę w ewentualnej próbie uniknięcia zderzenia) oraz Rear Pre-Crash (system zapobiegający uderzeniu w tył innego auta). Z tak pokaźną porcją elektroniki mającej zapobiegać wszelkim niemiłym zdaniom na drodze trzeba się naprawdę postarać, by doprowadzić do kolizji... Tym bardziej, że w krytycznej sytuacji auto samoczynnie hamuje.

Lexus LS 460Kliknij, aby powiększyćLexus LS 460Kokpit jak w samolocieKliknij, aby powiększyćKokpit jak w samolocie


Podobnie zresztą czynią Mercedesy klasy E lub S wyposażone w Distronic Plus, czyli rozbudowany tempomat z dwoma radarami wykrywającymi przeszkody (albo np. poprzedzający samochód) znajdujące się w dużej lub małej odległości. Ten ostatni radar pozwala jeździć tymi limuzynami w miejskich korkach bez naciskania gazu lub hamulca. To bardzo wygodne.

Inna nowinka, jaką serwuje Lexus, również konkurując z Mercedesem, to aż 8-biegowa przekładnia automatyczna. To rzeczywiście popis inżynierskich umiejętności, tyle że aż tak duża liczba przełożeń nie jest chyba konieczna, by auto z niemal 400-konnym silnikiem mogło przyspieszać płynnie i bez szarpnięć. Ale cóż – Japończycy chcieli być zapewne lepsi od swego niemieckiego konkurenta, który od jakiegoś czasu montuje w swoich samochodach automaty o siedmiu przełożeniach. Problem w tym, że nie dopracowali jeszcze oprogramowania sterującego skrzynią, co sprawia, że z deklarowaną przez przedstawicieli Lexusa płynnością przyspieszania bywa różnie...

Centrum zarządzania z tylnego siedzeniaKliknij, aby powiększyćCentrum zarządzania z tylnego siedzeniaZestaw audio/wideo – niemal w kinieKliknij, aby powiększyćZestaw audio/wideo – niemal w kinie


Inna ciekawostka to tzw. asystent parkowania. Banalne czujniki parkingowe czy umieszczona z tyłu kamera prezentująca na ekranie na środkowej konsoli obraz zza auta – to już przeżytek. W Lexusie LS 460 na obraz z kamery nakładane są linie, które pokazują, gdzie za chwilę znajdzie się auto przy danym skręcie kierownicy. Na tym jednak nie koniec. Jeżeli kierowca ma ochotę, może zażyczyć sobie, by auto zaparkowało za niego: tyłem lub równolegle (w "kopercie"). Wystarczy lekko wciskać pedał gazu tak, by nie przekroczyć 5 km/h. Ruchy kierownicą bierze na siebie elektronika. Tego – co trzeba przyznać – nie ma nawet Mercedes.

Oczywiście, Niemcy nie zamierzają zasypiać gruszek w popiele. Już teraz zapowiadana jest odnowiona klasa S, i to mimo że model ten wszedł do sprzedaży niewiele ponad rok temu. Konkurencja wymusza zmiany i wprowadzanie kolejnych nowinek. A według prognoz specjalistów branży motoryzacyjnej już za kilkanaście lat na drogach pojawią się auta, które będą w stanie jeździć bez większej ingerencji ze strony kierowcy... Czy jednak naprawdę warto dożyć tych czasów?