Mobilność, która pozwala na rozwój

Gdyby Tomasz Dankowiakowski wybrał archeologię, pewnie jego życie potoczyłoby się inaczej. Może właśnie odkrywałby kolejne pozostałości po zaginionych cywilizacjach? Postanowił jednak zainwestować w rozwijanie innych swoich zainteresowań - przedmiotów ścisłych. Opłaciło się. Od firmy do firmy, od miasta do miasta - po zjechaniu całej Polski zatrzymał się w końcu w Warszawie. Tutaj chce wychować syna i podejmować wyzwania dla Hortex Holding, gdzie w połowie ub. roku został wiceprezesem ds. finansowych.

Gdyby Tomasz Dankowiakowski wybrał archeologię, pewnie jego życie potoczyłoby się inaczej. Może właśnie odkrywałby kolejne pozostałości po zaginionych cywilizacjach? Postanowił jednak zainwestować w rozwijanie innych swoich zainteresowań - przedmiotów ścisłych. Opłaciło się. Od firmy do firmy, od miasta do miasta - po zjechaniu całej Polski zatrzymał się w końcu w Warszawie. Tutaj chce wychować syna i podejmować wyzwania dla Hortex Holding, gdzie w połowie ub. roku został wiceprezesem ds. finansowych.

Tomasz DankowiakowskiTomasz DankowiakowskiObecny wiceprezes Hortex Holding pochodzi z Oleśnicy. Początki jego kariery związane były z niedalekim Wrocławiem, gdzie zdecydował się studiować. "Wybrałem Akademię Ekonomiczną we Wrocławiu. Ukończyłem Wydział Gospodarki Narodowej, specjalność: zarządzanie finansami przedsiębiorstw" - uściśla. Na V roku studiów podjął pracę. Już wcześniej starał się być aktywny zawodowo, patrzeć, co się dzieje i szukać swojego miejsca w przyszłości. Swoje pierwsze kroki na ścieżce kariery skierował w stronę wrocławskich Bielan, gdzie Cadbury Polska wybudowała swoją fabrykę. Miejsce znał, ponieważ wcześniej odbywał tam praktyki studenckie. Trafił do departamentu kontrolingu. "To był X semestr studiów - wspomina - wyglądało to tak, że do 18. czy 19. byłem w pracy, potem wsiadałem w samochód, jechałem na drugą stronę Wrocławia do mieszkania i po nocach kończyłem jeszcze pracę magisterską". Okazało się, że wszystko można pogodzić.

Zobacz również:



Zawód wykonywany - kierowca

W roku 1999 wydarzyła się rzecz istotna z punktu widzenia Cadbury Schweppes i Cadbury Polska - Cadbury kupiła Wedla. "To było moje pierwsze ważne doświadczenie akwizycyjne" - wspomina Tomasz Dankowiakowski. "Dla mnie był to też okres przeprowadzki do Warszawy. Wtedy dopiero zrozumiałem sens pytania pojawiającego się w różnych kwestionariuszach zawodowych - mobilność. Dopiero gdy człowiek w krótkim czasie przenosi się z miejsca na miejsce, zaczyna to rozumieć".

Wraz z przejściem w nowe zintegrowane struktury zmieniła się równocześnie funkcja - z managera departamentu kontrolingu w finance planning managera, odpowiedzialnego za całe planowanie i program value base management w polskim oddziale Cadbury Schweppes.

"Pewnego dnia od mojej byłej szefowej z Cadbury Polska dostałem propozycję podjęcia wspólnie wyzwania w trochę innym miejscu, w trochę innej firmie, również w brytyjskiej grupie, czyli United Biscuits i ZPC San Jarosław, czyli biszkopty". Przez pewien czas Tomasz Dankowiakowski kursował między Jarosławiem a Warszawą. W stolicy była część zarządu i biura handlowe, na Podkarpaciu znajdowały się fabryka i główne biura spółki. Ten czas wspomina z uśmiechem: "Zwykliśmy wtedy mawiać, że nasz zawód wyuczony to ekonomista, a wykonywany - kierowca". W tym czasie na giełdzie londyńskiej grupa United Biscuits została przejęta przez koncern RJR Nabisco, na spółkę z Danonem. Europejskie operacje UB. zostały sprzedane grupie Danone. "Mniej więcej po roku, od kiedy trafiłem do United Biscuits, znalazłem się w Danonie, a dokładnie w części ciastkowej Danona, czyli LU Polska. Ta część była budowana w Polsce bodajże od 1996 r., później wydarzyła się akwizycja ciastkowej części Wedla, czyli Delicje, i z tego powstał biznes LU Polska. Po akwizycji zarząd nowej spółki zaproponował mi stanowisko kontrolera finansowego połączonych grup. Wróciłem do Warszawy. Wróciłem też w jakimś sensie do tego wielkiego Wedla, tyle że do części ciastkowej" - tłumaczy zawiłości przejęć.

Okres Opoczna

Ciastkowy "zawodowy romans" trwał w Danonie jeszcze rok. Za to ciastkowa miłość trwa nieprzerwanie do tej pory. "Po drodze pojawiła się miłość - moja żona pochodzi właśnie z Jarosławia" - śmieje się Tomasz Dankowiakowski. Życie zawodowe toczyło się jednak dalej. Któregoś dnia zadzwonił telefon - propozycja pracy w Opocznie. To był rok 2002. "Już w Warszawie urodził nam się syn. Stwierdziliśmy, że rodzina powinna żyć w jednym miejscu, spakowaliśmy więc część naszego dobytku i przeprowadziliśmy się do Opoczna, choć nadal po części funkcjonowaliśmy na trasie Opoczno-Warszawa. Na pewien czas moja żona - za co jestem jej bardzo wdzięczny! - zrezygnowała z kariery zawodowej, abyśmy przez ten okres funkcjonowania w Opocznie mogli poświęcić czas synowi, to był jego 1., 2. rok życia. Zrobiliśmy to, by uniknąć syndromu weekendowego tatusia" - opowiada.

Dlaczego Opoczno?

"Do tej pory cały czas byłem w branży FMCG i w pewnym momencie zrodziła się ciekawość, jak to wygląda w zupełnie innej branży" - wyjaśnia Tomasz Dankowiakowski. "Wygląda to jak każdy inny biznes, wymaga dużo pracy, dużo konsekwencji, dużo pokory, dużo nauki. Każde z moich dotychczasowych miejsc pracy, biznesów, było wyzwaniem samo w sobie, każde było odrębne, specyficzne, ale w zasadzie te modele biznesu nie są aż tak odbiegające od siebie. To nie jest tak różne jak na przykład model ubezpieczeń".

W Opocznie zaczęło się od kontrolera finansowego, po kilku miesiącach nastąpił awans - zastępca dyrektora finansowego, odpowiedzialny za kwestie kontrolingu, systemów informatycznych, kwestie zarządcze. W niedługim czasie trzeba było zastąpić chorego kolegę. W procesie upublicznienia grupy Opoczno SA Tomasz Dankowiakowski brał już udział jako CFO firmy.

Znów w Warszawie

Po ponad 3 latach spędzonych w Opocznie rodzina Dankowiakowskich postanowiła pomału zmierzać w kierunku Warszawy. Potrzebny był impuls. Nic nie dzieje się przypadkowo, wszystkie nitki łączą się w misterny ścieg. Hortex Holding. Propozycja nowej pracy pojawiła się w najbardziej odpowiednim momencie dla rodziny. "Pewnie stwierdzili, że chcieliby coś zmienić w zarządzaniu finansami, mieli duży projekt wdrożenia zintegrowanego systemu zarządzania i poszukiwali kogoś, kto mógłby przeformułować dotychczasowy model funkcjonowania tego pionu, i pewnie kogoś, kto mógłby wnieść trochę świeżego spojrzenia na biznes, trochę entuzjazmu" - domyśla się. "Ta grupa staje przed wieloma wyzwaniami, w związku z czym osoba, która do tej pory odpowiadała za finanse, ma swoje nieco inne, specyficzne zadanie, związane z rozwojem strategicznym. Pojawiła się potrzeba przekazania innej osobie części spraw tego obszaru, wymagających takiej codziennej uwagi i nadzoru nad finansami, budowania pewnych mechanizmów wewnętrznych, nadzór nad księgowością, relacjami z bankami, po to, żeby kolega, który siedzi za ścianą, mógł poświęcić się w całości projektom strategicznym".