Miliarder w ratuszu

W biznesie osiągnął wszystko: zarobił miliardy dolarów i stworzył znaną na całym świecie markę. Teraz zarządza Nowym Jorkiem tak jak własną firmą - odważnie i konsekwentnie, opierając się na liczbach, a nie na efektownych hasłach.

W biznesie osiągnął wszystko: zarobił miliardy dolarów i stworzył znaną na całym świecie markę. Teraz zarządza Nowym Jorkiem tak jak własną firmą - odważnie i konsekwentnie, opierając się na liczbach, a nie na efektownych hasłach.

Michael Bloomberg stał się jednym z czterystu najbogatszych Amerykanów, wg Forbesa, zaledwie w 20 lat. Jego agencja, zaczynając od zera, szybko stała się najpopularniejszym źródłem informacji dla giełdowych graczy. W świecie prasy biznesowej i finansowej Bloomberg uznawany jest za postać zjawiskową. Jako pierwszy wpadł na pomysł, żeby surowe dane z rynków finansowych, analizy tych danych i bieżące wiadomości pakować do jednego pliku i udostępniać na terminalach komputerowych w formacie łatwym do użycia.

Zawsze lubił nowinki technologiczne, fascynowała go zwłaszcza możliwość łączenia technologii z informacją, postanowił więc zarabiać na dostarczaniu wiadomości dla Wall Street. W tym czasie nie miał żadnej poważnej konkurencji. Miał za to oparcie w Merrill Lynch i pieniądze ze swoich udziałów w Salomon Brothers. W ten sposób stworzył agencję informacyjną, którą nazwał własnym imieniem. Powstał pierwszy zakrojony na szeroką skalę system elektronicznego gromadzenia i przetwarzania danych finansowych. Działo się to w 1981 r. i mało kto przypuszczał, że właśnie rozpoczęła się rewolucja informacyjna.

Dwadzieścia lat później Bloomberg był już znanym wszystkim użytkownikom mediów dostawcą informacji, zatrudniał ponad 8 tys. pracowników w 100 oddziałach na całym świecie. Wielu finansistów i dziennikarzy jest niemal uzależnionych od agencji Bloomberga w swojej codziennej pracy.

Zawrotne tempo

Michael BloombergMichael BloombergWszystko zaczęło się od utraty pracy w domu maklerskim Salomon Brothers (obecnie Salomon Smith Barney). Bloomberg zrobił tam błyskotliwą karierę - zaczął pracować zaraz po studiach i po zaledwie 6 latach (rekordowo szybko jak na tę firmę) został partnerem zarządzającym. Jednak firma zmieniła właściciela, co oznaczało również zmiany personalne. To traumatyczne wydarzenie wspominał w wydanej w 1997 r. autobiograficznej książce Bloomberg by Bloomberg: "Miałem trzydzieści dziewięć lat i usłyszałem: oto 10 mln USD, a ty przechodzisz do historii. (...) Zostałem zwolniony z jedynej pracy na cały etat, jaką kiedykolwiek miałem, i z życia pod dużą presją, które kochałem. I to po piętnastu latach pracy po dwanaście godzin na dobę przez sześć dni w tygodniu".

W 1981 r. zawiedziony Bloomberg sprzedał swoje udziały i zgłosił się do Merrill Lynch. Przekonał firmę do wsparcia swojego planu. W nowe przedsięwzięcie zainwestował 4 mln USD. Istotnym czynnikiem sukcesu Bloomberga było jego doświadczenie i znajomość potrzeb pracowników Wall Street. W Salomon Brothers był m.in. szefem działu IT. Wiedział więc lepiej niż inni zewnętrzni sprzedawcy danych czy technicy, czego potrzebują klienci. Pracownicy Merrill Lynch pomogli mu zdecydować, jakie informacje powinny znaleźć się w systemie. W 1982 r. sprzedał 20 subskrypcji swojego serwisu, 20 lat później miał już 165 tysięcy zarejestrowanych użytkowników na całym świecie. Stworzył własne radio, telewizję, serwis internetowy i wydawnictwo.

W autobiografii Bloomberg opisuje anegdotycznie historię wbijania się na rynek dostawców informacji w Waszyngtonie i Tokio, gdzie teraz jest już głównym graczem. Jego konkurenci - Dow Jones & Co i Reuters - przespali zmianę technologiczną na początku lat 80.

Bloomberg przedsiębiorca chwali się nieustannie wrażliwością na potrzeby klientów. Wprowadził na przykład program udostępnienia swojego serwisu przez Internet na dwa miesiące za darmo osobom, które straciły pracę lub z innych przyczyn muszą pozostawać w domu. Dzięki temu mają stały dostęp do informacji z parkietów i większą szansę na nową pracę. Spółka cały czas dba o utrzymanie silnej pozycji na rynku mediów internetowych, służy temu m.in. podpisana w 2005 r. umowa z AOL.

Polityczny pragmatyzm

W pewnym momencie praca we własnej spółce zaczęła nudzić Bloomberga, chciał w swoim życiu dokonać czegoś więcej niż tylko zarabianie pieniędzy. "Firma będzie sobie radziła, niezależnie od tego, czy tam będę, czy nie, a mnie potrzebne jest nowe wyzwanie, i to nie polegające na stworzeniu nowego przedsiębiorstwa. Nie potrzebuję już więcej pieniędzy. Chcę coś zmienić" - powiedział swojemu przyjacielowi, Alfredowi Sommerowi (cytat za tygodnikiem New York).

Bloomberg przez całe życie był członkiem Partii Demokratycznej. Jednak w roku 2001 wystartował w wyborach z ramienia Partii Republikańskiej. Do jego zwycięstwa w dużej mierze przyczyniło się poparcie ówczesnego burmistrza, Rudolfa Giulianiego. Ataki terrorystyczne opóźniły termin wyborów, ale Bloomberg zyskał kolejny argument - gospodarka miasta cierpiała z powodu skutków wydarzeń z 11 września, potrzebny więc był jej burmistrz z doświadczeniem biznesowym. W czasie kampanii wyborczej wydał astronomiczną, w porównaniu z innymi kandydatami, kwotę 41 mln USD z własnych pieniędzy. W 2005 r. na kolejną kampanię wydał 66 mln USD.

Jako burmistrz Nowego Jorku miał od początku trudne zadanie - objął funkcję po gwieździe i bohaterze, Rudolfie Giulianim. Bloomberg, który nie ma ambicji bycia człowiekiem roku i nie był rozpoznawany na ulicy przez przeciętnego Amerykanina, musiał zmierzyć się z usuwaniem finansowych i moralnych skutków zamachów terrorystycznych z 11 września 2001 r. Nie schodził z okładek gazet i czołówek programów informacyjnych. Zwany był burmistrzem miliarderem. Nauczony przestrzegania twardych reguł biznesu i Wall Street, świetnie poradził sobie w świecie polityki i zdobył fotel burmistrza także na drugą kadencję.

Stara się postrzegać problemy miasta jak problemy prywatnej firmy. Jego współpracownicy również pochodzą ze świata biznesu. Na początku pierwszej kadencji miliardera McKinsey sporządził na jego zamówienie raport na temat konkurencyjnej pozycji Nowego Jorku i plany strategiczne w ciągu dalszych czterech lat były w dużej mierze oparte na danych z tego opracowania.

Bloomberg posługuje się statystyką i opiera na faktach, jest politycznym pragmatykiem. Daje dużo swobody swoim podwładnym. Dokonał też swoistej rewolucji w biurze - po 190 latach ratusza podzielonego na mniejsze i większe pokoje zarządził stworzenie otwartej przestrzeni, tak aby przypominała parkiet Wall Street. Nowy Jork w ostatnich latach przyciąga coraz więcej turystów, Bloomberg widzi go też jako potencjalne centrum dla firm biotechnologicznych.

Był pionierem w biznesie, odważył się zaryzykować ogromne pieniądze i zainwestować w nowinkę technologiczną, co uczyniło go miliarderem. Podobnie twardy i odważny jest w polityce. Jego styl rządzenia budzi respekt, chociaż, zwłaszcza polityka fiskalna, ma wielu przeciwników. Musiał zmierzyć się z bardzo wysokim deficytem budżetowym miasta (6 mld USD) i miał wystarczająco dużo odwagi, aby podnieść podatki od nieruchomości, jednocześnie jednak obciął wydatki administracyjne. Burmistrz Bloomberg zmniejszał wydatki na niezliczone grupy artystyczne, a w tym samym czasie obywatel Bloomberg wysyłał muzeom szczodre czeki. Jednak nigdy nie łączy prywatnej filantropii z budżetem miasta.

W Nowym Jorku zyskał sobie przydomek zabójcy zabawy, ponieważ zakazał palenia we wszystkich miejscach publicznych. W 2006 r. przekazał na rzecz inicjatywy walczącej z paleniem tytoniu 125 mln USD.

Gdy został mianowany burmistrzem, poczynił kilka standardowych kroków, aby zdystansować się od swojego poprzedniego życia - m.in. zrezygnował z zasiadania w radach nadzorczych instytucji kulturalnych. Nie zrezygnował natomiast ze swoich 72% udziałów w Bloomberg L.P. Musiał wycofać się z codziennego podejmowania decyzji w firmie, ale nawet jako pracownik administracji publicznej zachował prawo do decydowania o ewentualnej odsprzedaży spółki. Jeśli zdecyduje się na ostateczny rozwód z firmą, prawdopodobnie otrzyma 7 - 9 mld USD.

Burmistrz za dolara

Ma cechy osobowości charakterystyczne dla lidera odnoszącego sukces - jest uparty, rządny wiedzy, wierzy w siebie, ale jednocześnie ma też swoiste poczucie niepewności. Przyznał w jednym z wywiadów, że niemal paranoicznie obawia się, iż konkurencja przejmie jego firmę, ale to potencjalne zagrożenie popycha go do działania. Jest ambitny i nigdy nie osiada na laurach, tego samego wymaga od swoich pracowników.

Na liście najbogatszych miesięcznika Forbes zajął w 2006 r. 44. miejsce, jego fortuna w ubiegłym roku szacowana była na ponad 5 mld USD. Ma własny helikopter, który osobiście pilotuje, jego pasją są również samoloty, dwa razy siedząc za sterami cudem uniknął lotniczej katastrofy. Uwielbia też opowiadać, jak uratował życie kolegi podczas lawiny w górach. Posiada liczne bardzo okazałe domy na całym świecie (wartość niektórych przekracza 10 mln USD) i narzeka, że nie ma czasu do nich jeździć.

Należy do najbogatszych ludzi na świecie i może dzięki temu nie traktuje uprawiania polityki jako okazji do podwyższania sobie stopy życiowej. Jako burmistrz Nowego Jorku zrezygnował z mieszkania w reprezentacyjnej rezydencji i został we własnym mieszkaniu, a do pracy jeździ metrem. Obniżył też sobie wynoszącą 195 tys. USD rocznie pensję burmistrza - do jednego dolara rocznie.

Skromność i szczodrość

Michael Bloomberg urodził się w 1942 r. w Bostonie w żydowskiej rodzinie. Jego rodzice byli imigrantami z Polski. Wywodzi się z typowej amerykańskiej klasy średniej. Rodzina żyła bardzo skromnie, ojciec pracował jako księgowy w mleczarni przez siedem dni w tygodniu, a i tak nie stać ich było nawet na wakacyjne wyjazdy. Może dlatego Michael Bloomberg tak szczodrze potrafi dzielić się swoim majątkiem z biedniejszymi. Pieniądze nigdy nie wiązały się dla niego z emocjami, postrzegał je jedynie jako naturalny owoc ciężkiej pracy. Jako student Johns Hopkins University zarabiał parkowaniem samochodów. Zdobył tam tytuł inżyniera elektryka. Później uzyskał dyplom MBA na Harvardzie i zaczął pracować w Salomon Brothers.

W miarę jak zdobywał fortunę, coraz chętniej angażował się w działalność filantropijną, łożył zwłaszcza na edukację i badania medyczne. Zanim jeszcze został burmistrzem Nowego Jorku, interesował się potrzebami tego miasta - finansował programy dla ofiar przemocy domowej, bezdomnych i studentów. Znajdował również czas na zasiadanie w radach nadzorczych kilkunastu instytucji, w tym Lincoln Center for the Performing Arts, Metropolitan Museum of Art i Johns Hopkins University, któremu podarował 300 mln USD. Część jego alma mater została nawet mianowana imieniem wielkiego biznesmena - Bloomberg School of Public Health.

Od 1976 do 1993 r. był całkowicie oddany rodzinie. Ze swoją brytyjską żoną Susan Brown ma dwie córki. Po rozwodzie zaś zasłynął z licznych romansów.

Uparcie powtarza, że nie jest politykiem. Ma opinię jednego z najbardziej życzliwych światu i ludziom miliarderów naszych czasów. Nie tylko przekazuje miliony dolarów na szlachetne cele, nie oczekując w zamian żadnych korzyści, ale również chętnie daje (anonimowo) drobne upominki przyjaciołom i nieznajomym, którzy znaleźli się w potrzebie.

Po zakończeniu sprawowania funkcji burmistrza zamierza zająć się jeszcze poważniej działalnością dobroczynną. Kupił już nawet (za 45 mln USD) siedzibę dla swojej planowanej fundacji.