Sukces bez marketingu

Książkę tę napisał dziennikarz, co okazuje się jej atutem - nie ma tu nudy, jest barwna narracja. Całkiem zasadnie pozycja znalazła się pośród najlepszych, w ocenie The Economist.

Książkę tę napisał dziennikarz, co okazuje się jej atutem - nie ma tu nudy, jest barwna narracja. Całkiem zasadnie pozycja znalazła się pośród najlepszych, w ocenie The Economist.

Kliknij, aby powiększyćLarry Page i Sergey Brin to barwne postacie, które zgodnie twierdzą, że "nawzajem uznają siebie za osoby odpychające". To jedna z ich rozlicznych prowokacji. Wielobarwność sprawia, że łatwiej się pisze o nich i ich Google. John Battelle wykorzystał szansę, co jednak nie było takie łatwe, zwłaszcza że Page ostatnio unikał spotkań z dziennikarzami. Autor rozmawiał też z menedżerami rynkowych konkurentów Google, by zrozumieć oszałamiający sukces Page'a i Brina.

Zobacz również:



Wyszukiwanie nie istniało jeszcze dziesięć lat temu, a teraz stało się dla przedsiębiorstw najskuteczniejszym i najtańszym sposobem zdobywania informacji. Reklamodawcy zaimplementowali programy marketingowe związane z wyszukiwaniem. Google może się pochwalić umowami z 225 tysiącami różnych reklamodawców. Już na początku 2005 r. średnia cena płatnego kliknięcia wynosiła pół dolara. W Google i Yahoo! każdego miesiąca przeprowadzane są ponad dwa miliardy wyszukiwań, a 13 - 14% odsyłaczy sponsorowanych przekłada się na płatne kliknięcia. Stąd miliardowe zyski obu spółek.

Ten oszałamiający sukces wywołał niechęć Page'a i Brina do promowania Google. Owszem, zatrudniali świetnych marketingowców, ale ci tracili kontrakty i przyznają teraz, że nadal nie wiedzą, po co ich zatrudniano.

Brin i Page wyrzekli się tradycyjnego podejścia do marketingu, postawili na public relations. Jeszcze bardziej stali się oryginałami, by media pisały i mówiły jak najwięcej o Google. Gdy w Time ukazał się o nich artykuł, jego autorka napisała z entuzjazmem, że największą zaletą Google jest to, że wyszukiwarka faktycznie działa.