Pogoń za zyskiem

Nieprzeliczone debiuty giełdowe, realizowane z rozmachem inwestycje i zawrotne wyceny spółek internetowych mogą sugerować, że obecny boom na e-rynku znowu skończy się dla niektórych bolesnym upadkiem.

Nieprzeliczone debiuty giełdowe, realizowane z rozmachem inwestycje i zawrotne wyceny spółek internetowych mogą sugerować, że obecny boom na e-rynku znowu skończy się dla niektórych bolesnym upadkiem.

Trzeba przyznać, że w branży internetowej dawno nie było tak dobrze. "W Wielkiej Brytanii rynek reklamy internetowej rośnie z roku na rok o ok. 60%" - nie kryje zadowolenia Danny Meadows-Klue, szef Digital Startegy Consulting, szef europejskiego oddziału Interactive Advertising Bureau IAB. W Polsce przybyło 45% rynku reklam internetowych. Hossa sprzyja wszystkim - od wydawców internetowych, przez firmy usługowe, aż po wszelkiej maści sprzedawców. Yahoo wygenerowało 1,5 mld USD przychodów w II kwartale ub. roku, Google zarobiło wtedy 2,46 mld USD, eBay - 1,41 mld USD. Krajowe Allegro, coraz agresywniej wchodzące na rynki Europy Środkowo-Wschodniej, tylko w 2005 r. wygenerowało 31 mln euro przychodu. Sam rynek reklamy internetowej w Polsce wart był ok. 215 mln zł. W tym roku będzie już można walczyć o udziały w torcie wartym 290 mln zł.

Zobacz również:



Kliknij, aby powiększyćO drżenie serca przyprawia jednak obserwatorów i inwestorów przede wszystkim młody narybek, czyli tak zwane serwisy społecznościowe, zrzeszające grupy użytkowników, którzy je de facto współtworzą. Wyceny tych serwisów podbija dodatkowo filozoficzna otoczka sformułowana przez Tima O'Reilly, tak zwane zjawisko Web 2.0.

"Każdy, kto kupi YouTube, jest kretynem" - gorączkował się kilka miesięcy temu miliarder i inwestor internetowy Mark Cuban, komentując zainteresowanie bijącym rekordy popularności bezpłatnym serwisem wideo. Na nic się nie zdały gorzkie słowa - założone przez dwóch studentów YouTube, nie przynoszące na razie żadnych zysków, zostało kupione przez Google za, bagatela, 1,65 mld USD. To była największa transakcja na rynku internetowym w historii (pomijając nabycie firmy telekomunikacyjnej Skype przez eBay za 2,6 mld USD). Google utrzymuje, że wie, co robi. "Na razie projekty rozwijane będą oddzielnie, pod swoimi oryginalnymi nazwami" - powiedział przedstawiciel Google w Wielkiej Brytanii zajmujący się rozwojem usług wideo. Rob Jonas, dyrektor ds. strategii w Google na obszar EMEA, jest przekonany, że inwestycja za jakiś czas zaprocentuje.

Jak bumerang powraca jednak natrętne pytanie: czy warto było tyle zapłacić? Dużym transakcjom w sektorze nowej gospodarki coraz częściej towarzyszą sceptyczne komentarze. Jeszcze niedawno pytano o to Ruperta Murdocha, kiedy za 580 mln USD nabywał nieprzynoszący wtedy żadnych dochodów, najbardziej popularny na Zachodzie serwis MySpace. Wątpliwości wzbudziła również rekordowa cena przejęcia serwisu społecznościowego StudiVZ przez jeden z największych koncernów wydawniczych w Niemczech - grupę Holtzbrinck. Mówi się o kwocie zbliżonej do 100 mln euro.

Gorączka Web 2.0

Współczesne serwisy, zgodnie z panującym trendem, buduje się tak, by nie tylko przyciągały sporą grupę użytkowników, ale by także zachęcały internautów do współtworzenia na nich treści, czy to w postaci komentarzy, porad, czy też plików wideo. Tego typu rozwiązania coraz częściej wykorzystywane są przed producentów różnego rodzaju dóbr, którzy udostępniają internautom miejsce w sieci, a ci dyskutują tam bądź też dzielą się swoimi plikami multimedialnymi. "Web 2.0 to wykorzystywanie inteligencji grupy, jej twórczych możliwości" - wskazuje Danny Meadows-Klue. "Jeżeli wchodzę na stronę księgarni Amazon, a serwis podpowiada mi, jakie inne książki powinienem kupić, to bardzo mnie to cieszy. Otrzymuję dodatkową wiedzę - wiedzę od większej społeczności, co jest naprawdę pożyteczne. Trzeba jednak przyznać, że wiele osób wyciąga z tego złe wnioski. Dla przykładu: wiadomo, że na stronie firmy z branży FMCG produkującej pieluchy użytkownicy nie będą dyskutować na temat samego produktu, ale rozmawiać o dzieciach, o ich rozwoju. I taką społeczność należy budować".

Za ciekawe rozwiązania Web 2.0 Danny Meadows-Klue uznaje m.in. zbudowany przez CNET Networks serwis społecznościowy fanów gier komputerowych. Firma posiada system pozwalający na analizę najpopularniejszych i najczęściej omawianych przez użytkowników gier, w związku z czym jest w stanie układać rankingi gier i przewidywać, które z nich najlepiej sprzedadzą się w sklepach. Wiedzę tę CNET z powodzeniem przekuwa na sukces komercyjny, zarabiając na reklamie.

O społeczności zabiegają teraz wszyscy gracze internetowej sceny. "Jakiś czas temu uruchomiliśmy serwis z blogami" - wyjaśnia Andrew Hall, Head of Product serwisu o krykiecie Cricinfo.com. "Blogują znane postacie ze świata krykietu. Otrzymujemy dużo komentarzy, zwłaszcza od fanów tego sportu w Pakistanie. Tym samym liczba naszych użytkowników wzrosła do 9 mln".

Świetnie radzi sobie krajowe Allegro, budując wokół serwisu grupę aktywnych sprzedawców i organizując coroczne zjazdy allegrowiczów. I chociaż sama platforma aukcyjna nie jest serwisem Web 2.0 sensu stricte, to energicznie wprowadza jego elementy. Wszystko zgodnie z planem zarządu, który już kilka lat temu postawił na budowę grup wiernych użytkowników. "Na pewno rok 2007 będzie przebiegał pod znakiem wzrostu władzy użytkowników" - zaznacza Adrjan Bakker, dyrektor zarządzający Allegro, jeden z pierwszych inwestorów spółki, właściciel udziałów wycenianych na ponad 220 mln zł. "To oni będą decydować, w jakim kierunku rozwiną się internetowe przedsięwzięcia i pomysły. Jedno jest pewne - na każdym kroku internetowi biznesmeni muszą się liczyć ze zdaniem użytkowników".

Opłaca się?

Niezwykła popularność Web 2.0 wpłynęła również na zmianę strategii CR Media Consulting, brokera reklamy na polskim rynku. Spółka postanowiła utworzyć własny serwis społecznościowy (Pino.pl ruszył dopiero pod koniec ubiegłego roku), licząc, że przez to wzrośnie wartość samej firmy, która zdecydowała się na debiut na giełdzie. "Web 2.0 to najbardziej przełomowe zjawisko na rynku interentowym" - podkreśla Krzysztof Golonka, dyrektor zarządzający CR Media Consulting.

"Wszyscy podążają w kierunku Web 2.0, stawiając na społeczności, treści tworzone przez użytkowników oraz multimedia" - dodaje Jacek Murawski, prezes zarządu Wirtualnej Polski. Siłą napędową takich działań są przede wszystkim prognozy wzrostu przychodów z reklam. Jak szacują analitycy z eMarketera, na promocję na serwisach społecznościowych typu MySpace w ubiegłym roku wydano ok. 280 mln USD. Sam MySpace miał zgarnąć aż 180 mln USD z rynku.

Reklamodawcy coraz chętniej pokazują się tam, gdzie dynamicznie wzrasta liczba wiernych użytkowników. Przy serwisach społecznościowych, zwłaszcza takich, które tworzone są wokół pewnych hobby czy wspólnych zainteresowań, sprawa określenia grupy docelowej jest dość prosta: jeżeli producent sprzętu fotograficznego planuje się reklamować na serwisie typu Fotka.pl, ma zagwarantowane, że właśnie tam znajdzie tych, którzy robią zdjęcia.

Na spore zyski z inwestycji liczy MCI Management SA, fundusz, który w ostatnim czasie przeznaczył 0,5 mln zł na rozwój spółki Web 2.0, docelowo zaś zamierza przeznaczyć od 40 do 100 mln zł na