Inaczej niż windykacja

Dołek finansowy firmy i brak regularnych spłat rat kredytowych nie oznaczają jeszcze rozpoczęcia procedur windykacyjnych przez bank. Wierzyciel może spróbować restrukturyzacji zadłużenia. Następne kroki mogą być jednak bardziej zdecydowane...

Dołek finansowy firmy i brak regularnych spłat rat kredytowych nie oznaczają jeszcze rozpoczęcia procedur windykacyjnych przez bank. Wierzyciel może spróbować restrukturyzacji zadłużenia. Następne kroki mogą być jednak bardziej zdecydowane...

Niespłacany kredyt, zobowiązania z wyemitowanych obligacji, papierów komercyjnych - takie sytuacje stanowią duży problem dla banków. Brak spłaty zobowiązań wobec instytucji kredytującej przedsiębiorstwo może mieć jednak różne przyczyny. Czasem to tylko stan przejściowy, dlatego też banki podejmują się negocjacji z klientem. Restrukturyzacja zadłużenia to zmiana warunków umowy kredytowej, której celem jest złagodzenie narosłych w przedsiębiorstwie obciążeń. Takie rozwiązanie wydaje się korzystne dla obu stron - firmie najczęściej pomaga znów stanąć na nogach, dla banku zaś oznacza odzyskanie pieniędzy - co prawda, w dłuższym terminie, ale pewnym. Czy tak jednak jest?

Zobacz również:



Nie chować głowy w piasek

Niektóre małe i średnie przedsiębiorstwa w momencie pojawienia się problemów z regulowaniem kredytów próbują przeczekać zły moment w biznesie. Firmy często obawiają się bezpośredniego kontaktu z bankiem i podjęcia rozmów, mimo świadomości, że wszelkie nieprawidłowości w spłatach rat są automatycznie odnotowywane przez bankowe systemy monitorujące. W takich sytuacjach inicjatorem rozmów z klientem jest bank.

Inaczej wygląda to w przypadku dużych przedsiębiorstw, które po analizie realnych możliwości utrzymania się w terminowych regulowaniach zobowiązań same zazwyczaj występują do banku z propozycją zmiany warunków spłaty kredytu bądź prolongaty czy karencji w przypadku spłaty raty kredytowej. Praktyka pokazuje, że odpowiednio wcześnie podjęte rozmowy z kredytodawcą zwiększają szansę na dogadanie się z bankiem. Należy jednak pamiętać, że nowa umowa kredytowa najczęściej zawierana jest na twardszych warunkach od poprzedniej (choćby wysokość odsetek negocjowanego kredytu) i zawiera dodatkowe zabezpieczenia chroniące interes banku na wypadek ponownej niewypłacalności przedsiębiorstwa. Odpowiedzialne firmy najczęściej same wychodzą z propozycją zabezpieczeń kredytu - w formie hipoteki na nieruchomości, zastawu rejestrowego lub przewłaszczenia na zapasach, parku maszynowego czy floty samochodowej. Często stosowane jest też zabezpieczenie w postaci cesji wierzytelności wynikających z rozpoczętych transakcji z kontrahentami, odroczonych terminów płatności. Bank może zgodzić się na zabezpieczenie w formie hipoteki, ale przedsiębiorstwo musi wykazać bieżące uregulowania względem ZUS-u i urzędu skarbowego - w przypadku upadłości przedsiębiorstwa jednostki te mają bowiem pierwszeństwo w zaspokajaniu roszczeń względem firmy.

Bez niepotrzebnego ryzyka

Pierwszy etap restrukturyzacji to rozmowa i próba wydobycia od klienta informacji, jaki jest realny czas postawienia firmy na nogi. Banki chcą znać aktualne dane finansowe firmy, stan zadłużenia wobec innych wierzycieli. Na podstawie takich informacji kredytodawca jest w stanie ocenić faktyczną sytuację, a co za tym idzie, ustalić stopień zaangażowania w renegocjowaną umowę.

Kłopoty przedsiębiorstw wynikają z różnych przyczyn. Może być to jednorazowa porażka w większym kontrakcie i chwilowa utrata płynności, a więc poprawa sytuacji finansowej przedsiębiorstwa to kwestia miesiąca czy kwartału. W takim wypadku spłata najczęściej jest rozkładana na nowe raty. Czasami są to jednak sytuacje poważniejsze, postawienie firmy na nogi wymaga restrukturyzacji wewnątrz przedsiębiorstwa, która może się wiązać ze wzrostem nakładów inwestycyjnych, opracowaniem nowego produktu, z poprawą jakości świadczonych usług czy produkowanych wyrobów. Tutaj sytuacja jest trudniejsza. O ile banki są w stanie rozciągnąć w czasie dotychczasowe zadłużenie, o tyle z reguły nie finansują takiego podmiotu przy restrukturyzacji wewnętrznej, wychodząc z założenia, że wszelkie innowacje zmierzające do podźwignięcia firmy obarczone są sporym ryzykiem i zaangażowaniem nowego kapitału.

Wątpliwe, ale nie stracone

Nie każda przeterminowana rata kredytu oznacza dla banku należność straconą. W rozporządzeniu Ministra Finansów z 10 grudnia 2003 r. jest dosyć wyraźny przepis, który określa, kiedy można mówić o należności straconej. Należność jest stracona, kiedy opóźnienie w spłacie kapitału bądź odsetek przekracza 12 miesięcy. Oprócz tego wyszczególnione są przypadki związane z sytuacją ekonomiczno-finansową przedsiębiorstwa:

- kiedy z punktu widzenia banku przedsiębiorstwo bądź klient utracili na stałe możliwość spłaty zobowiązań z tytułu kredytu;

- jeżeli jakikolwiek wierzyciel postawił przedsiębiorstwo w stan upadłości;

- gdy rozpoczęło się już postępowanie likwidacyjne firmy;

- miejsce pobytu odpowiedzialnych za działalność jest nieznane.

Jeśli należności nie spełniają powyższych kryteriów, są klasyfikowane jako wątpliwe, poniżej standardów, ale wciąż nie są stracone. Negocjacje kończą się, gdy kredytodawca wyraźnie może stwierdzić, że kredytobiorca na stałe utracił możliwość spłaty terminowej i nie odzyska jej nawet po restrukturyzacji. Pozostaje wtedy inna droga...

Wolna decyzja

Jeżeli bank widzi choćby cień szansy na "wyciągnięcie" od kredytobiorcy więcej ze swego wkładu, niż odbyłoby się to na drodze windykacji, podejmuje próbę restrukturyzacji. Czy takie postępowanie bankowców jest standardem? Niekoniecznie. Restrukturyzacja kredytów nie jest obowiązkowa, decyzja o tym, czy dane przedsiębiorstwo dostanie drugą szansę, zależy od konkretnego banku, w którym jest zaciągnięty kredyt. Zgodnie z Prawem bankowym z 29 sierpnia 1997 r. z późniejszymi zmianami, banki są zobowiązane do tworzenia rezerw (w wysokości odpowiedniego procentu udzielonego kredytu), które stanowią zabezpieczenie na wypadek pojawienia się kredytów straconych. Zasada jest prosta - im więcej kredytów, tym więcej rezerw musi stworzyć bank, a to oznaczać może szczególną ostrożność w podejmowaniu decyzji o restrukturyzacji. Wiele zależy od samego przedsiębiorstwa - dłużnika. Przejrzyste prowadzenie biznesu, reagowanie na problemy finansowe na czas i czyste konto wobec innych instytucji na pewno są atutami w negocjacjach.

Jak ocenić przedsiębiorcę?
Udzielając kredytu, bank patrzy w przyszłość, natomiast analizując zdolność kredytową, opiera się na danych historycznych. Przedsiębiorstwo, które doskonale dawało sobie radę do tej pory, może nagle w wyniku koniunktury na rynku znaleźć się pod kreską. Obiektywne czynniki służące do oceny zdolności finansowej przedsiębiorstwa - wskaźniki finansowe, jasna strategia rozwoju - często bywają zdradliwe. Inny sposób oceny firmy stosują na przykład bankowcy w krajach anglosaskich. Tam analitycy kredytowi kładą nacisk na czynniki subiektywne, które w polskich warunkach mogą kojarzyć się z kumoterstwem i arbitralnym traktowaniem. Przed udzieleniem kredytu przedstawiciele banku robią swoisty wywiad w przedsiębiorstwie. Bada się stan aktywów trwałych - czy maszyny nie są zardzewiałe, znaczenie ma porządek na biurku prezesa, ujednolicenie strojów na hali fabrycznej itp. W przypadku renegocjacji umów kredytowych czynnik subiektywny również odgrywa dużą rolę, ponieważ jest swego rodzaju wskaźnikiem, jak dalece zaszły zmiany wizualne w firmie w wyniku kłopotów finansowych. Czynnik ten w warunkach polskich jest jednak uznawany za mylący.


Przeżywalność firm
Restrukturyzacja zadłużenia dużych przedsiębiorstw z punktu widzenia banków wydaje się znacznie łatwiejsza i co za tym idzie - mniej ryzykowna. Upadek firmy zatrudniającej powyżej 250 pracowników jest jak najbardziej możliwy, ale odsetek ten jest znikomy w porównaniu na przykład z przedsiębiorstwami małymi i mikroprzedsiębiorstwami czy osobami fizycznymi prowadzącymi działalność gospodarczą.

Statystyki dotyczące przeżywalności drobnych podmiotów wykazują, że rocznie znika ich z gospodarczej mapy Polski około 200 tysięcy. Pierwszy rok działalności przeżywa 40%, trzeciego roku doczeka jedynie 1/3. W krajach starej UE proporcje są odwrotne.