Zagraniczni gracze w Polsce

Jeszcze kilka lat temu mało kto przypuszczał, że rynek wierzytelności w Polsce może stanowić łakomy kąsek dla obcych podmiotów. Zainteresowanie tym rynkiem zagranicznych podmiotów i funduszy podwyższonego ryzyka staje się coraz bardziej zauważalne i odczuwalne w branży. Międzynarodowi gracze coraz dynamiczniej wchodzą na polski rynek obrotu wierzytelnościami.

Jeszcze kilka lat temu mało kto przypuszczał, że rynek wierzytelności w Polsce może stanowić łakomy kąsek dla obcych podmiotów. Zainteresowanie tym rynkiem zagranicznych podmiotów i funduszy podwyższonego ryzyka staje się coraz bardziej zauważalne i odczuwalne w branży. Międzynarodowi gracze coraz dynamiczniej wchodzą na polski rynek obrotu wierzytelnościami.

Zagraniczne banki inwestycyjne i fundusze inwestycyjne wysokiego ryzyka posiadają wyspecjalizowane jednostki zajmujące się analizowaniem rynków wierzytelności na całym świecie i szukaniem możliwości ulokowania kapitału w przedsięwzięcia przynoszące ponadprzeciętne stopy zwrotu. Od niedawna na celownik została wzięta Polska.

Zobacz również:



Po pierwsze, dokapitalizować

Prężnie rozwijający się rynek obrotu wierzytelnościami w Polsce w którymś momencie zaczął się dławić. O ile firmy windykacyjne skupione w międzynarodowych sieciach dawały sobie radę, o tyle niedoinwestowane firmy windykacyjne z polskim rodowodem zaczęły z trudem radzić sobie w wykupie wierzytelności. Bariera dostępu do kapitału, której przyczyną jest specyfika tej branży, spowodowała w pewnym stopniu zahamowanie rozwoju rynku. Tylko największe firmy mogły uczestniczyć w licytacjach i transakcji zakupu pakietów wierzytelności o wartości nominalnej wynoszącej od kilkudziesięciu do ponad stu milionów złotych. Pierwszą reakcją rynku była próba dokapitalizowania, prowadzona zarówno na rynku rodzimym, jak i zagranicznym. "Znaczącym objawem zainteresowania zagranicznych inwestorów rynkiem windykacyjnym były inwestycje kapitałowe podmiotów funduszy venture capital w latach 2002 - 2004 (ponad 50 mln euro). Fundusze te dostarczyły kapitałów niezbędnych do dynamicznego rozwoju największych firm windykacyjnych w Polsce (Kruk, Ultimo, EGB). Spółki te otrzymały wystarczające impulsy wzrostowe, by już po 2 - 3 latach stać się przedmiotem zainteresowania innych instytucji finansowych, chcących działać na terenie Polski i Europy Wschodniej" - tłumaczy Krzysztof Matela, prezes EGB Investments. Takie rozwiązania niosły obustronne korzyści. Dla polskich firm oznaczały poważne wsparcie finansowe, zaś zagranicznie podmioty mogły wejść na obcy im rynek bez potrzeby budowania lokalnej bazy od podstaw, współpracując z miejscowymi partnerami, zapewniającymi infrastrukturę i niezbędny know-how do przeprowadzenia wyceny i odzyskiwania wierzytelności.

"W ostatnich kilku miesiącach odbyliśmy przynajmniej kilkanaście spotkań z potencjalnymi partnerami, którzy byli zainteresowani współpracą w zakresie wspólnych zakupów portfeli oraz ich windykacji" - mówi Piotr Krupa, prezes firmy Kruk. Uzbrojone w kapitał firmy mogły rozpocząć wykup wierzytelności o dużej wartości. Tak zrobił właśnie Kruk, który na początku roku wspólnie z amerykańskimi parterami - spółkami Garnet Capital i Max Recovery - sfinalizował pierwszy dla tej firmy koinwestycyjny zakup dwóch portfeli wierzytelności o łącznej wartości nominalnej 360 mln zł. Transakcje dotyczyły należności bankowych i telekomunikacyjnych.

Inwestycje w sekurytyzację

Zastrzyk kapitałowy pozwolił przede wszystkim przygotować się do wielkiego dnia, jakim był dzień wejścia w życie ustawy o funduszach inwestycyjnych. Sekurytyzacja aktywów, narzędzie finansowe stosowane w USA i w wielu krajach europejskich, stała się możliwa w Polsce. "W transakcjach sekurytyzacyjnych firmy windykacyjne pełnią głównie rolę serwiserów, czyli windykują należności. Samodzielne zakupy firmy windykacyjne są w stanie sfinansować w przypadkach, gdy ceny portfeli wierzytelności są stosunkowo niskie i wynoszą kilka milionów złotych. Obecnie na rynku pojawiają się portfele wierzytelności o wartości nominalnej kilku miliardów złotych, a ich cena może oscylować nawet wokół kilkuset milionów złotych, i samodzielne sfinansowanie ich zakupów przez polskie firmy windykacyjne jest praktycznie niemożliwe. Dlatego te największe portfele będą zapewne kupowane przez inwestorów zagranicznych. To oni prawdopodobnie w większości przypadków będą nabywcami certyfikatów inwestycyjnych funduszy sekurytyzacyjnych, za których środki fundusze będą nabywać wierzytelności od banków" - przewidywał wcześniej Piotr Krupa, prezes firmy Kruk. Tak też realizował się scenariusz. Sekurytyzacja za granicą sprawdza się na tyle dobrze, że zagraniczni inwestorzy bez oporów postanowili zainteresować się Polską.

"Podpisaliśmy umowę o współpracy z Bison Investments Limited z siedzibą w Dublinie, na której mocy Bison zamierza zainwestować do 800 mln zł w ciągu trzech lat w transakcje zakupu portfeli wierzytelności nieregularnych. Transakcje te będą odbywać się za pośrednictwem funduszy sekurytyzacyjnych przy współpracy naszej firmy" - wyjaśnia Krzysztof Borusowski, prezes firmy Best. "Zobowiązaliśmy się do pomocy przy przeprowadzaniu transakcji oraz do windykacji nabywanych portfeli wierzytelności". Gdyńska firma nie jest wyjątkiem w branży. Zaangażowanie zagranicznych graczy widać najlepiej na przykładch funduszy sekurytyzacyjnych, w których mają udziały. Pojawiają się tu tacy gracze, jak Reform Capital, Credit Suisse, AIG czy Goldman Sachs, powołanie TFI już zapowiedziała amerykańska korporacja General Electric.

"Polska jest jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek w Europie" - stwierdza Sean McVity, partner zarządzający Garnet Capital. A to oznacza, że rozwijać się będzie również rynek wierzytelności, co wpłynie bezpośrednio na dalsze inwestycje zagraniczne w tym sektorze.