Szybszy marsz gigantów

Rynek telekomunikacji w Europie jest gorący jak tegoroczne lato. Najwięksi operatorzy w swoich raportach przewidują przejęcia i fuzje. Niedawno France Telekom, po ułożeniu spraw z Telekomunikacją Polską i Centertelem, postanowił wykupić trzeciego co do wielkości operatora w Hiszpanii.

Rynek telekomunikacji w Europie jest gorący jak tegoroczne lato. Najwięksi operatorzy w swoich raportach przewidują przejęcia i fuzje. Niedawno France Telekom, po ułożeniu spraw z Telekomunikacją Polską i Centertelem, postanowił wykupić trzeciego co do wielkości operatora w Hiszpanii.

Jaka jest przyszłość rynku telekomunikacyjnego? Czy firmy nie złapią zadyszki, jak to miało miejsce kilka lat temu? I jak się ma przy tym rynek polski? Rynek rozwija się na wszystkich frontach. Telefonia komórkowa wkracza w erę 3G, dzięki której na porządku dziennym będą rozmowy z wykorzystaniem wbudowanych w telefony kamer wideo, znacznie szybsze od dotychczasowego przesyłanie danych, bezprzewodowy dostęp do Internetu, o wiele doskonalsze usługi lokalizacyjne i wiele innych udoskonaleń. Na ekrany telefonów komórkowych ma wejść telewizja, dzięki czemu ulubione programy będzie można obejrzeć, na przykład odpoczywając na ławce w parku. Wzrasta liczba ludzi podłączonych do szerokopasmowego Internetu, co oznacza możliwość poszerzenia usług dostarczanych przez to medium. Tu również popularne będzie przekazywanie informacji za pomocą filmów wideo. Już niedługo można będzie obejrzeć prezentacje ze sfilmowanym lektorem, niezależne produkcje filmowe (serwisy oferujące takie usługi biją właśnie rekordy popularności), telewizję i oczywiście reklamy (prognozy dla rynku reklamy internetowej są szczególnie optymistyczne). Na rozwoju tych wszystkich usług ucierpi segment połączeń stacjonarnych, którego wadą jest brak mobilności. Jednak obniżenie kosztów połączeń oraz tworzenie przez operatorów kompleksowych zestawów usług zawierających usługi stacjonarne może skutecznie zahamować niekorzystne tendencje.

Zobacz również:



Oczekiwania akcjonariuszy

Penetracja rynku telefonii komórkowej w Europie wynosi średnio 85%, co oznacza, że na 100 Europejczyków przypada 85 aktywnych telefonów komórkowych. Jeśli uwzględnić tylko państwa Europy Zachodniej, to wynik ten będzie wynosił około 98% i już za rok ma przekroczyć 100%. Polska również jest rynkiem rozwijającym się bardzo dynamicznie. W 2005 r. penetracja osiągnęła 77 punktów procentowych (nadal jednak pozostaje w tyle za Czechami i Węgrami) i powinna przekroczyć poziom 100% w 2008 r. Wyniki podbija powstająca dopiero na poważnie oferta usług 3G, które dają nowe możliwości dla użytkowników. A tych rok temu było w Europie 18 milionów i wartość ta rosła w tempie 330% rocznie. Widać więc, że telefonia komórkowa będzie się miała nieźle, pod warunkiem podejmowania mądrych decyzji inwestycyjnych. Nie można tego powiedzieć o segmencie telefonii stacjonarnej, zwłaszcza analogowej. Wynika to z transformacji tego elementu rynku i spadku użytkowników tradycyjnych linii PSTN (ang. Public Switched Telephone Network - publiczna komutowana sieć telefoniczna) przy wzroście abonentów linii cyfrowych DSL (ang. Digital Subscriber Line - cyfrowa linia abonencka). Jednak jest to związane ze zmianą technologii - sieć analogowa nie jest w stanie sprostać wymaganiom dzisiejszego rynku i rozpoczyna się czas, w którym zacznie ona najprawdopodobniej odchodzić do lamusa, podobnie jak stało się to z systemem NMT450i oferowanym w pierwszej połowie lat 90. przez Centertel, zastąpionym przez GSM 900/1800.

Widząc te optymistyczne prognozy rynkowe, udziałowcy oczekują wzrostu wartości korporacji, a menedżerowie starają się poprawiać wyniki finansowe. Dochód jest nadal najbardziej istotnym miernikiem wzrostu w każdym przemyśle. Według raportu firmy ratingowej Fitch, rynek telekomunikacyjny jako całość jest w stanie zwiększać swoje przychody wraz ze wzrostem produktu krajowego brutto, jednak rosnąca konkurencja oznacza, że korporacje będą musiały mądrze inwestować swoje zyski, aby w niedalekiej przyszłości móc zachować lub zwiększać udziały w rynku.

Pracując nad zwiększeniem przychodów z operacji, wiele firm dotąd ograniczało wypłaty dla akcjonariuszy oraz wydatki inwestycyjne i fuzje, mając na względzie redukcję długu. Aktualnie priorytety zmieniły się i nacisk przesunął się w kierunku utrzymania rozsądnej równowagi pomiędzy dywidendami i działaniami inwestycyjnymi w celu osiągnięcia wspomnianych wyżej celów. W wielu przypadkach przesuwa to redukcję długu na trzecie miejsce w kolejce. Efektem tego jest stabilizacja, a czasem nawet ponowny wzrost wskaźników zadłużenia.

Fitch prognozuje, że dopóki menedżerowie będą operować w ramach ogólnie przyjętych parametrów zadłużenia, dopóty utrzymają finansową elastyczność, a każda fuzja i przejęcie powinno uwzględniać udział akcjonariuszy poprzez uruchomienie dodatkowych praw wykupu lub zawieszenie wykupów akcji. Istnieją operatorzy, którzy utrzymują zadłużenie w określonym przedziale, np. Deutsche Telekom, który używa wskaźnika wartości długu netto do EBITDA (eng. Earnings before Interest, Taxes, Depreciation, and Amortization - zysk przedsiębiorstwa przed potrąceniem odsetek od zaciągniętych kredytów, podatków i amortyzacji) i utrzymuje go pomiędzy 2 a 3. Inni korzystają z planów redukcji długu - Telecom Italia ustalił swój cel na 30 mld euro i już udało mu się go osiągnąć.

Wielka konsolidacja

Kliknij, aby powiększyćRynek telefonii komórkowej, będący ostatnio motorem napędowym gigantów telekomunikacyjnych, spowalnia jednak tempo wzrostu. Dodatkowo duża konkurencja wymusza coraz większe ustępstwa dla konsumentów, co również zmniejsza zyski. Bronią przeciw temu są przejęcia i fuzje, a broń ta w roku 2005 była bardzo często wykorzystywana.

Koncerny wychwalają zalety przejęć. Ujednolicone opłaty, niższe ceny połączeń w sieci, możliwość łączenia różnych typów usług - od telefonii stacjonarnej, poprzez komórkową GSM i UMTS, aż do usług internetowych (na przykład VoIP). Wszystko to w myśl powiedzenia, że duży może więcej. A jakie są wady? Jeśli Unia Europejska dopuści do nieograniczonej fali przejęć, może powstać oligopol (który, według definicji, występuje, gdy cztery firmy osiągną ponad 40-proc. stopień zapełnienia rynku), a to może uderzyć w konsumentów.

Tymczasem na europejskim rynku fuzji i przejęć ożywienie, widoczne już w 2005 r. Brytyjski Vodafone przejął drugiego co do wielkości operatora w Turcji (Telsim), MobiFon w Rumunii, Oskar Mobil w Czechach oraz powiększył swój udział na rynku Republiki Południowej Afryki. Próbuje też przejąć O2, z jego udziałami na rynkach Wielkiej Brytanii, Niemiec i Irlandii. France Telekom wykupił hiszpańską Amenę. Tymczasem w Szwajcarii rząd będący największym udziałowcem Swisscom w ostatniej chwili zablokował przejęcie irlandzkiego dostawcy usług telekomunikacyjnych Eircom Group.

Fitch widzi potencjał do dalszych działań rynkowych dążących do przejęć zwłaszcza mniejszych i grających drugoplanowe role operatorów tradycyjnych. Najbardziej atrakcyjne wydają się te, które mają największą ilość zainwestowanych środków. Po sprzedaży inwestycji korporacje będą mogły odzyskać część poświęconych na fuzje pieniędzy i zwiększyć swoją płynność finansową. France Telecom na przykład zapowiada, że jest usatysfakcjonowany z aktualnych działań związanych z fuzjami, więc jakiekolwiek dalsze przejęcia będą dokonywane w krajach szybko rozwijających się i z zachowaniem ostrożnej polityki.

Zakładając, że najwięksi operatorzy europejscy pozostaną wiarygodni kredytowo na poziomie inwestycyjnym, Fitch widzi dla nich możliwość przeznaczania środków na wspieranie polityki fuzji i przejęć. W tym przypadku głównym powodem do zmartwień dla posiadaczy akcji i obligacji jest sens każdej z tych inwestycji. W szale zakupów operatorzy mogą zacząć przepłacać, próbując wyprzedzić konkurencję.

Po oficjalnym przebadaniu ważnych operatorów, którzy wygenerowali zysk EBITDA w okolicach 175 mld euro w roku 2004, a ich łączny stosunek długu netto do wartości EBITDA wynosił około 1,5, Fitch szacuje, że mogli oni wydać 315 mld euro na przejęcia (przy założeniu siedmiokrotnego przelicznika EBITDA), a sektor zakończyłby rok stosunkiem długu netto do EBITDA w okolicach 3. Nie zauważono aż tak potężnych inwestycji, jednak te wartości ukazują ilość gotówki, jaka może zostać na ten cel przeznaczona. Ewentualnie gotówka ta może zostać przeznaczona na wypłaty dla akcjonariuszy.