Moje puzzle

Moja ścieżka zawodowa może sprawiać wrażenie przypadkowej,ale wszystko układa się w logiczną całość.Doświadczenia, jakie zdobyłem w instytucjach finansowych, przydają się w gospodarce realnej, gdzie ciągłym wyzwaniem jest walka o efektywność - mówi Tadeusz Kozaczyński, wiceprezes i dyrektor finansowy spółki Trakcja Polska - PKRE SA.

Moja ścieżka zawodowa może sprawiać wrażenie przypadkowej,ale wszystko układa się w logiczną całość.Doświadczenia, jakie zdobyłem w instytucjach finansowych, przydają się w gospodarce realnej, gdzie ciągłym wyzwaniem jest walka o efektywność - mówi Tadeusz Kozaczyński, wiceprezes i dyrektor finansowy spółki Trakcja Polska - PKRE SA.

Tadeusz Kozaczyński wyrósł z bankowości inwestycyjnej. Pracował w renomowanym banku inwestycyjnym w londyńskim City i w równie renomowanym w Warszawie. Zarządzał projektami inwestycyjnymi w funduszu private equity. Trzeci rok jest CFO w Trakcji Polskiej, firmie budowlanej działającej w sektorze infrastruktury. "Kiedy obserwowałem firmy z perspektywy banku inwestycyjnego, widziałem, że szefowie działów finansowych nie wykorzystują wielu możliwości zwiększenia efektywności kapitału, dlatego postanowiłem wejść głębiej w ekonomikę przedsiębiorstwa i w praktyce spróbować wykorzystać doświadczenia, jakie zdobyłem w instytucjach finansowych" - tłumaczy. "Dziś wiem, że była to dobra decyzja. Razem z kolegami z zarządu udało nam przeprowadzić restrukturyzację Trakcji Polskiej i wygrać duży przetarg na modernizację linii kolejowej Warszawa - Łódź, o którym niedawno było głośno. Kontrakt wart jest prawie pół miliarda złotych. To największa transakcja w moim życiu i w historii tej firmy".

Zobacz również:



W londyńskim City

Tadeusz Kozaczyński, wiceprezes i dyrektor finansowy spółki Trakcja Polska - PKRE SATadeusz Kozaczyński, wiceprezes i dyrektor finansowy spółki Trakcja Polska - PKRE SAGdy w połowie lat 90. jako absolwent handlu zagranicznego Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu opuszczał rodzinne miasto, by rozpocząć studia uzupełniające w London School of Economics, nie wiedział, że już nigdy do niego nie wróci. Studia finansowane przez brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych skończyły się po roku, ale londyńskie City wabiło wielkimi możliwościami. Z dyplomem najbardziej renomowanej brytyjskiej uczelni ekonomicznej bez trudu znalazł pracę. Został analitykiem w banku inwestycyjnym Fox-Pitt Kelton, należącym dziś do grupy Swiss Re. W Polsce FPK nie był znany, ale w swojej specjalności nie ustępował Goldman Sachs. Po intensywnych szkoleniach, które były kolejnym etapem wtajemniczenia do międzynarodowego biznesu, Tadeusz Kozaczyński zajął się regionem Europy Środkowo-Wschodniej - instytucjami finansowymi, ich fuzjami i przejęciami oraz IPO. Traf chciał, że właśnie w FPK poznał swojego ziomka, wrocławianina, Leszka Czarneckiego - wprowadzał na londyńską giełdę jego spółkę, Europejski Fundusz Leasingowy.

"To był wielki projekt i ostatecznie wielki sukces. Wrocławskiej spółki w Londynie nie znano, podobnie jak specyfiki biznesu, w którym działała. Musiałem wytłumaczyć najpierw szefom, a potem inwestorom, o co w tym biznesie chodzi, dlaczego w Polsce jest on bardziej rentowny niż biznes bankowy. Jeździłem do kraju, wgryzałem się w zawiłości przepisów prawnych, regulujących leasing. Przed podjęciem ostatecznej decyzji, w czasie telefonicznej konferencji, jeden z dyrektorów spytał mnie, młodego analityka: "Czy ty wszedłbyś w ten projekt?". Przez chwilę wahałem się - na szali była reputacja banku, czułem ciężar odpowiedzialności. Po chwili milczenia odpowiedziałem: "Tak, to jest bardzo dobra spółka, a perspektywy rozwoju leasingu w Polsce są obiecujące". Potem jednak spędziłem kilka bezsennych nocy. Ale debiut EFL w Londynie był bardzo udany, podobnie zresztą jak w Warszawie. W niedługim czasie EFL został przejęty z dużą premią przez Crédit Agricole".

Po trzech latach pracy w londyńskim City Tadeusz Kozaczyński zdecydował się wrócić do kraju. Otrzymał propozycję pracy w Warszawie w Creditanstalt Investment Bank (CA IB), na stanowisku dyrektora działu analiz, i przyjął ją. Ale pobyt w Wielkiej Brytanii i doświadczenia, jakie tam zdobył, zaważyły na całym jego życiu, karierze zawodowej i profitują do dziś.

"W Londynie poznałem wielu ciekawych ludzi, między innymi George'a Sorosa. Tam otworzyły się przede mną szerokie horyzonty, zrozumiałem, że świat się nie kończy na Polsce ani nawet na Europie, że są różne kultury, różne podejścia do problemów. Nauczyłem się funkcjonować i pracować w multikulturowym środowisku, i to pracować z ogromną dyscypliną i poświęceniem. W FPK poznałem etykę pracy londyńskiego City. Kilkunastogodzinny dzień pracy, spalone weekendy nie są czymś wymyślonym, a jak najbardziej realnym. Moi szefowie, analitycy z pierwszej ligi światowej, byli pracoholikami i tego samego oczekiwali ode mnie. Poczytywałem sobie za zaszczyt pracę z nimi, wiele się od nich nauczyłem, ale cena była wysoka".

Bliżej życia

Przyjęcie propozycji CA IB i przeprowadzka do Warszawy nie były decyzją oczywistą. Londyńskie City to największe centrum finansowe w Europie, zalety tego miejsca trudno przecenić, ale w Warszawie kusił awans. Stanowisko kierownicze, zarządzanie zespołem, też ma swoje uroki, a CA IB to w Polsce potentat w obszarze bankowości inwestycyjnej. Stanowisko kierownicze w tym banku niewątpliwie otwierało wiele możliwości zawodowych.

"Uznałem, że zarządzanie ludźmi może być ciekawym doświadczeniem. I nie pomyliłem się. Kierowałem zespołem analityków, który zajmował się przedsiębiorstwami z wszystkich sektorów gospodarki. Byłem bliżej realnej gospodarki niż kiedykolwiek przedtem. Choć okres był trudny. Z powodu pęknięcia internetowej bańki malało zainteresowanie rynkiem giełdowym, niewiele było przejęć, IPO czy nowych emisji. Ale dzięki silnej pozycji banku i mojego zespołu miałem możliwość poznać dyrektorów finansowych wielu dużych giełdowych spółek i ich problemy. Zacząłem rozumieć logikę działania różnych branż i sektorów. Zauważyłem, że wielu dyrektorów finansowych nie ma takiego szerszego spojrzenia, dlatego często nie rozumie swoich kontrahentów czy partnerów. Niewielu też posiada doświadczenie w restrukturyzacji finansowej, w podnoszeniu efektywności kapitału, nie zna możliwości, jakie daje rynek finansowy i inżynieria finansowa. Zdaję sobie sprawę, że taka wiedza jest trudna do zdobycia dla kogoś, kto awansował w jednej firmie czy w jednej branży. Czułem się więc wybrańcem losu. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Zapragnąłem być jeszcze bliżej życia, bliżej firm, widzieć bezpośrednio owoce swojej pracy".

Dlatego właśnie Tadeusz Kozaczyński dość szybko pożegnał się z CA IB, by rozpocząć pracę w funduszu private equity, należącym do grupy AIG. Fundusz inaczej podchodzi do firm i do projektów niż zwykły bank czy nawet bank inwestycyjny. Standardy inwestycyjne są tu niezwykle rygorystyczne, projekty prześwietla się bardzo dokładnie, szczególną uwagę zwraca się na analizę ryzyka, wszystkich jego rodzajów - od biznesowego do prawnego. Zarządzający projektami nie może przy konstruowaniu umów zdać się tylko na prawników, bo ci nie znają sedna biznesowego. "Tam zrozumiałem - mówi - że świat nie kończy się na finansach. Doświadczenia, jakie zdobyłem w funduszu, mogą być przydatne praktycznie w każdej branży, w każdej firmie".