Szaleństwo jako koncepcja gospodarcza

Gdy Saint-Simon był u szczytu sławy, jako twórca nowej idei przemysłu postanowił w jeszcze jeden sposób sprawdzić trafność swych koncepcji poprzez realizację kontraktu małżeńskiego. Kontrakt ślubny zawarł na trzy lata. Wycofał się z niego po roku. Inne jego pomysły kończyły się z podobnym skutkiem, ale obudziły wielkie tęsknoty, które ciągle odżywają, choć wiodą na gospodarcze manowce. Czar utopii jest urzekający.

Gdy Saint-Simon był u szczytu sławy, jako twórca nowej idei przemysłu postanowił w jeszcze jeden sposób sprawdzić trafność swych koncepcji poprzez realizację kontraktu małżeńskiego. Kontrakt ślubny zawarł na trzy lata. Wycofał się z niego po roku. Inne jego pomysły kończyły się z podobnym skutkiem, ale obudziły wielkie tęsknoty, które ciągle odżywają, choć wiodą na gospodarcze manowce. Czar utopii jest urzekający.

Egoizm motywem pożytecznym. Tropem tym poszedł Adam Smith, tak dziś chętnie przywoływany przy poszukiwaniach doskonałych rozwiązań gospodarczych. W swoich czasach był mniej odosobniony niż dzisiaj, gdyż zasada utylitaryzmu była najpopularniejszą wówczas wśród angielskich etyków. Choć jednostki kierują się egoizmem, egoizmy ich harmonizują ze sobą i w naturalny sposób prowadzą do dobra ogółu.

Zobacz również:



W eseju o najbardziej szalonych koncepcjach gospodarczych zgubą byłoby pominięcie, że powstawały po fali ogromnego optymizmu. Adam Smith był ostatnim wielkim optymistą (można się zgodzić z autorem eseju opublikowanego w "CEO" 10/2005, choć Smith nie okazał się tak nieomylną postacią, jakby wynikało z tego tekstu). Kontynuując: społeczeństwa żyją i rozwijają się, gdyby egoizmy ludzkie kłóciły się ze sobą, musiałyby doprowadzić do rozbicia społeczeństw. Podział pracy i wymiana handlowa uzgadniają egoizmy. Trud włożony w wyprodukowanie rzeczy stanowi miarę ich wartości, pozwala ją matematycznie określać, stwarza podstawę ścisłego, naukowego traktowania zjawisk gospodarczych - tak o poglądach utylitarystów pisał Władysław Tatarkiewicz. Dobro powszechne jest nieuchronnie pomnażane, bo interes powszechny to po prostu suma prywatnych interesów, tak charakteryzował ich poglądy Frederick Copleston.

Czy nie jesteśmy przede wszystkim egoistami? Jeśli tak, to jakże wielka byłaby satysfakcja, gdyby interes osobisty harmonizował z ogólnym i przyjemność innych była konieczna dla osiągnięcia własnej. Wielcy filozofowie, którzy byli zwolennikami utylitaryzmu, pisali o właściwym człowiekowi uczuciu sympatii, to poglądy bliskie A. Smithowi. Hedoniści ujmowali te relacje bardziej skrajnie. Sympatię i zmysł moralny uznawali za fikcję. Istotny jest własny interes. Ów interes miałby wystarczać jako podstawa do godziwego pokierowania życiem, do słusznej etyki, ekonomii i polityki. D. Hartley - filozof bliski jeszcze Smithowi - twierdził, że nie ma tożsamości interesów osobistych i publicznych, ale stopniowo dokonuje się ich utożsamianie. Idąc jeszcze dalej, optymistyczni sceptycy, tacy jak Hume czy Bentham, twierdzili, że nie ma naturalnej harmonii między egoizmami, ale należy ją sztucznie wytwarzać (w ich poglądach tezę o naturalnej tożsamości interesów wypierała teza o sztucznej tożsamości interesów), a to jest zadanie dla rządów i twórców prawa, czyli w tym tkwi sedno etyki prawodawstwa oraz polityki. To była postawa antysentymentalna, przeciwstawna wobec subiektywizmu, anarchizmu i zarazem wobec ustroju autorytarnego.

Utylitaryści domagali się, aby każdy dążył do korzyści ogółu. Paradoks w tym, że ci, którzy skonstruowali największe utopie, też mieli podobne marzenia.

Zyskowna utopia

Robert Owen urodził się w Walii w 1771 r., w biednej rodzinie, a zdobył sławę jako właściciel cudownej fabryki w New Lanark. Sława pozostała nawet wówczas, gdy wszystko zniweczył. Jednak przez wiele lat była to kariera imponująca. Naukę w szkole zakończył w wieku dziesięciu lat. Praktykę w sklepie z wyrobami lnianymi porzucił, by spróbować sił w legendarnym, rozwijającym się w niebywałym tempie Manchesterze. Z pożyczonymi od brata stu funtami rozpoczął karierę kapita-listy, produkując maszy-ny włókiennicze. W gazecie przeczytał ogłoszenie, że Drinkwater poszukuje kierownika fabryki. "Włożyłem kapelusz i poszedłem prosto do kantoru Drinkwatera" - wspominał Owen, tak relacjonując spotkanie:

- Ile razy w tygodniu pan się upija?

- W życiu nie byłem pijany!

- Jakiej pan chce pensji?

- Trzysta funtów rocznie.

- Trzysta! Nie wiem, ilu dziś miałem kandydatów, a to, czego żądali wszyscy razem, nie wynosiło tyle, ile pan chce.

- Nie kieruję się tym, czego chcą inni, a nie mogę zgodzić się na mniej

- odpowiedział Owen i dostał pracę, choć wcześniej nie był zatrudniony w przędzalni.

Po sześciu miesiącach Drinkwater zaproponował mu czwartą część udziałów w firmie. Po kilku latach coraz bogatszy Owen dowiedział się, że ojciec dziewczyny, w której się zakochał, chce sprzedać kilka fabryk w nędznej wiosce New Lanark. Zdobycie pieniędzy, podobnie jak i ręki panny Dale, wydawało się nieprawdopodobne. Owen wybrał się na rozmowę; w stylu takim jak z Drikwaterem zdobył wszystko, o czym wówczas marzył.

Pięć lat minęło i fabryki stały się "nieuniknioną alternatywą nowego układu społecznego". A przecież był to czas straszliwych warunków pracy, których nie wyobrażał sobie A. Smith. Zaczynała się era maszyn, towarzyszyły jej wstrząsy społeczne wywołane falą zwolnień robotników z pracy. W 1779 r. tłum ośmiu tysięcy robotników zdemolował fabrykę i co najmniej do 1811 r. protesty rozpowszechniały się w całej Anglii.

W tych latach w New Lanark pobudowano stojące w rzędach domy robotnicze, z dwoma pokojami w każdym mieszkaniu, a na ulicach śmieci starannie były gromadzone w pryzmy, czekając na wywiezienie. Dzieci spędzały czas w darmowej szkole na naukach i zabawach, pod opieką młodych dam, które pouczano - jak pisze Robert L. Heilbroner - że żadne dziecko nie jest niegrzeczne bez powodu, że nigdy nie należy ich karać i że dzie-ci uczą się szybciej na dobrych przykładach niż przez upominanie. W fabryce nad każdym z pracowników wisiały drewniane sześciany, pomalowane na różne kolory, zależnie od tego, jak oceniano pracownika, a drzwi do kierownika były zawsze otwarte, by robotnik mógł zgłosić swoje zastrzeżenia co do koloru sześcianu. Fabryki przynosiły zyski, Owen był coraz bogatszy. Brakuje tylko informacji o płacach i porównania do sytuacji na rynku pracy.

Gdy znów nie było monet i banknotów

Posępne góry Szkocji, o dzień drogi od Glasgow, odwiedził późniejszy car Rosji Mikołaj I, arcyksiążęta Austrii Jan i Maksymilian, znani pisarze i reformatorzy, po to, aby zobaczyć cudowne New Lanark, gdzie Owen głosił, że jest przeciwnikiem własności prywatnej i nawoływał do zniesienia pieniędzy i do "dobrotliwości, bo przynosi ona dywidendy". Koniunktura gospodarcza była zła, po zakończeniu wojen napoleońskich nastała kolejna fala buntów robotniczych. Przerażeni notable, pośród których byli książę Yorku i książę Kentu, dla zbadania przyczyn przeraźliwej sytuacji utworzyli specjalny komitet, który o radę zwrócił się do Owena. Oczekiwali pomysłów na reformę zasad funkcjonowania fabryk, ale Owen poszedł dalej i, jak pisze Heilbroner: "członków komitetu zatkało" - zaproponował "produktywizację ubogich". Trzeba utworzyć wsie spółdzielcze. Muszą mieć 800-1200 mieszkańców, pracujących w gospodarstwie rolnym i fabryce. Rodziny robotnicze powinny mieszkać w domach zgrupowanych w równoległoboki, każda rodzinna musi mieć samodzielne mieszkanie, ale bawialnie, czytelnie i kuchnie niech będą wspólne. Powinny powstać osady-ogrody.