Telewizja jako biznes

TVN jako jedyna telewizja jest notowana na warszawskiej giełdzie. Ponieważ obrót akcjami ITI na giełdzie w Luksemburgu praktycznie nie istnieje, cały obrót papierami wartościowymi koncentrowany jest na GPW, gdzie notowane są także papiery Onet SA, drugiej obok TVN giełdowej spółki kontrolowanej przez ITI.

TVN jako jedyna telewizja jest notowana na warszawskiej giełdzie. Ponieważ obrót akcjami ITI na giełdzie w Luksemburgu praktycznie nie istnieje, cały obrót papierami wartościowymi koncentrowany jest na GPW, gdzie notowane są także papiery Onet SA, drugiej obok TVN giełdowej spółki kontrolowanej przez ITI.

TVN jest pośród dziesięciu spółek z GPW, które najlepiej prowadzą relacje inwestorskie, przyczyniające się do budowy wartości firmy dla akcjonariuszy. TVN to także jedna z 32 spółek, które przestrzegają wszystkich zasad corporate governance. O ryzyku w branży mediów, o budowaniu wartości firmy i jej strategii "CEO" rozmawia z Piotrem Walterem, prezesem zarządu TVN.

Zobacz również:



Koncern ITI jest notowany na luksemburskiej giełdzie, choć większość swych interesów prowadzi w Polsce, spółka-córka TVN jest na warszawskim parkiecie. Czy ze względu na politykę korporacji jest to rozwiązanie idealne?

- ITI Holdings SA jest wprawdzie spółką notowaną na giełdzie, ale jej akcje, z wyjątkiem kilku, są kontrolowane przez osoby zarządzające Grupą ITI lub znajdują się w ich posiadaniu i obrót tymi akcjami praktycznie nie istnieje. Trudno byłoby mi wypowiadać się za cały koncern, ale patrząc z perspektywy TVN SA, nie stanowi to problemu.

Czy sytuacja ta nie stwarza problemu w budowaniu relacji inwestorskich?

- Z pełnym przekonaniem, nie stwarza. Czy pan takie dostrzega?

Jest jednak tendencja na giełdach światowych i również na GPW, że w miarę postępującej konsolidacji jakiejś grupy kapitałowej, trzyma ona swoje akcje w obrocie publicznym na jednej giełdzie i z innych parkietów wycofuje papiery wartościowe przejmowanych firm. Tak robiły zachodnie koncerny, realizując transakcje M&A na polskim rynku.

- W naszym przypadku mamy do czynienia dokładnie z sytuacją odwrotną, ale poddającą się tej logice. Ponieważ obrót akcjami ITI Holdings nie istnieje, cały obrót koncentrowany jest na giełdzie warszawskiej, na której notowane są zarówno papiery TVN, jak i kontrolowanej przez ITI Grupy Onet SA.

Relacje z akcjonariuszami

TVN należy do najlepiej postrzeganych spółek pod względem jakości relacji inwestorskich. W badaniach Warsaw Scan 2005 przychylność do TVN uzyskała notę 3.46, dzięki czemu spółka jest pośród dziewięciu najlepiej ocenianych. Co jest najistotniejsze w budowaniu relacji inwestorskich i raportowaniu wartości przez TVN? Czym TVN odróżnia się od innych firm z GPW? Jak tę sztukę należy uprawiać?

Piotr WalterPiotr Walter- Znaleźliśmy własną drogę, do której dochodziliśmy poprzez kolejne doświadczenia. Naszym pierwszym wielkim doświadczeniem były euroobligacje w 2003 r. Wtedy, jako spółka prywatna, sięgając po obligacje na rynku międzynarodowym, musieliśmy złożyć wiele obietnic inwestorom i obietnic tych dotrzymaliśmy. Później już nieco śmielej wchodziliśmy na rynek giełdowy, ale ponieważ ryzyko inwestycji w akcje jest znacznie większe niż ryzyko inwestycji w obligacje, wątpliwości inwestorów również były znacznie większe. Jednakże obiecaliśmy pewne zmiany (w tym zmiany w corporate governance) i spełniliśmy wszystkie obietnice, co było szczególnie widoczne w 2005 r. Zasmakowaliśmy w spotkaniach z inwestorami, z analitykami, z prasą. To przekonało nas, że bez wypracowania skutecznych mechanizmów wewnątrz firmy nie udałoby się zbudować dobrze funkcjonujących relacji na zewnątrz. Dorywcze zachowania długofalowo przynosiłyby złe rezultaty. Dlatego powołaliśmy dział ds. relacji z inwestorami. Zaczęliśmy planować. Chcieliśmy pokazać, że wiarygodność firmy jest wartością. Zadbaliśmy, aby nasze kwartalne komunikaty były bardzo precyzyjne i transparentne, zwłaszcza że media to specyficzna branża, nasz świat telewizyjny musieliśmy uczynić czytelnym dla inwestorów. To jest proces, dzięki któremu mogliśmy w inny sposób spojrzeć na siebie samych. Już po wejściu na GPW zatrudniliśmy zagraniczną firmę, aby oceniała tworzone przez nas relacje inwestorskie. Przyznaję, wiele wniosków było dla nas bolesnych.

Co wymagało najgłębszej modyfikacji w porównaniu z wyobrażeniami zarządu?

- Nie zawsze docieraliśmy do grona inwestorów, które oczekiwało spotkań z nami. Trzeba było znaleźć różne sposoby komunikowania się z inwestorami krajowymi i z inwestorami zagranicznymi. W kontaktach z inwestorami budujemy precyzyjny roczny kalendarz zdarzeń, planujemy wyjazdy na konferencje. Członkowie zarządu uczestniczą w takich spotkaniach przynajmniej raz na trzy miesiące. Natomiast team investor relations robi to co najmniej raz w miesiącu. Mamy większościowego udziałowca (ITI), a poza tym dość rozproszony po świecie akcjonariat, w związku z tym staramy się być w bardzo różnych miejscach, ale przede wszystkim w Nowym Jorku i w Londynie. Wśród naszych udziałowców jest też Fidelity International, który poprzez swoje fundusze inwestycyjne ma 5% akcji i jest bardzo aktywny podczas tych spotkań.

W raporcie, który na nasze zlecenie przygotowała zagraniczna firma doradcza, była uwaga, że nasze formy komunikowania się z krajowymi inwestorami są gorsze niż w przypadku zagranicznych. Niezwłocznie podjęliśmy więc działania, by poprawić nasze relacje z inwestorami instytucjonalnymi w Polsce. Dostałem też wiele uwag dotyczących mojego tzw. media profile. I mogę posypać głowę popiołem, bo były negatywne komentarze, że trudno się ze mną skontaktować, a na dodatek, że jest problem z identyfikacją rodzinną. Skoro jest i Mariusz Walter, i Piotr Walter, to pytano, który z nich jest naprawdę u władzy?

I kto jest u władzy?

- Przecież wiadomo. Ja jestem prezesem, i to od pięciu lat. I dość ostro się boksuję, gdy zadawane są mi takie pytania.

Ale to Pan wywołał wilka z lasu...

- Dlatego powiem jeszcze, jaki wyciągnąłem z tego raportu wniosek: dla zbudowania dobrych relacji inwestorskich muszę sam w rozmowach z inwestorami czy analitykami poruszać czy wręcz wywoływać ten temat. I tak na większości spotkań wywieszam "flagę": panie i panowie, proszę zadawać te pytania.