Pobieżna lektura

MSSF wprowadzono po to, by odbiorcy sprawozdań finansowych uzyskali bardziej wartościową informację. Spółki giełdowe włożyły w to wiele wysiłku. Ale czy rzeczywiście trud się opłacił? Czy inwestorzy są przygotowani do odbioru tych sprawozdań?

MSSF wprowadzono po to, by odbiorcy sprawozdań finansowych uzyskali bardziej wartościową informację. Spółki giełdowe włożyły w to wiele wysiłku. Ale czy rzeczywiście trud się opłacił? Czy inwestorzy są przygotowani do odbioru tych sprawozdań?

Międzynarodowe standardy wprowadzają rachunkowość na nowe tory. Były tworzone przez szerokie kręgi biznesowe i mają być informacją od biznesu dla biznesu. Są ogólne, ale i wymagające. Nie podają gotowych wzorców, lecz zmuszają do sasmodzielnego myślenia i oceny, co jest istotne z punktu widzenia sytuacji finansowej i ekonomicznej spółki i jak to zaprezentować. Dają pole do opisów, wyjaśnień, komentarzy. Odchodzą od historycznej ewidencji na rzecz wyceny transakcji pod kątem ich przyszłej wartości. Przypomina to marsz naprzód z głową zwróconą do tyłu, napisał Andre Helin, prezes BDO, we wrześniowym numerze CFO.

Zobacz również:



Spółki giełdowe w ubiegłym roku przygotowały półroczne sprawozdania finansowe według MSSF, a teraz sporządzają sprawozdania roczne. Przegląd sprawozdań półrocznych pokazał, że spółki dokonały wielkiego wysiłku, by wdrożyć nowe zasady, choć nie zawsze z pełnym sukcesem. Spółki ciągle się uczą. Jednak by ten wysiłek nie poszedł na marne, odbiorcy nowych sprawozdań muszą umieć je czytać. Wnioski z dyskusji, jaka miała miejsce na konferencji Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych w listopadzie ubiegłego roku, nie są budujące. Przedstawiciele inwestorów - instytucjonalnych i prywatnych - zdają się nie doceniać tego, co im zaoferowano.

Nie ma rewolucji

Analitycy i zarządzający funduszami deklarują, że znają międzynarodowe standardy, bo były one stosowane wcześniej przez niektóre spółki giełdowe. Teraz obligatoryjnie objęto nimi wszystkich emitentów sporządzających skonsolidowane sprawozdania finansowe. O rewolucji nie ma więc co mówić. Nie dostrzegają też zmiany jakości prezentowanych informacji. "W dziedzinie rzetelności jest jeszcze wiele do zrobienia" - mówił na konferencji Michał Szymański, członek zarządu OFE BPH CU WBK.

Z drugiej jednak strony przyznają, że nie zawsze wgłębiają się w sprawozdania finansowe, bo nie mają "zasobów analitycznych" (ludzi), tym bardziej że dokumenty te nie są dla nich jedynym źródłem informacji i podstawą do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Lektura sprawozdań finansowych ma więc raczej charakter pobieżny. "Skupiamy się na analizie danych makroekonomicznych i syntetycznych danych ze sprawozdań finansowych, takich jak dynamika zysków, kapitałów własnych, rozwój spółki na tle sektora" - mówił Paweł Borys, dyrektor inwestycyjny AKJ Management. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami, poszedł nawet dalej. Uważa, że dla polskiego rynku MSSF są wręcz niepotrzebne, jedynie dla europejskiego, bo w tym obszarze inwestorzy i emitenci "przenikają" z jednego rynku na drugi, a MSSF zapewniają porównywalność wyników spółek z różnych krajów w obrębie branży. Wtórował mu Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, który stwierdził wprost, że dla jego środowiska najważniejsza jest analiza techniczna, rzadziej fundamentalna.

Lubimy liczby

Wszyscy przedstawiciele środowiska inwestorów byli też zgodni, że sprawozdania finansowe pokazują przeszłość, a ich interesuje przyszłość, mniej opisy ("beletrystyka"), bardziej liczby. "Zbyt obszerne opisy są niedobre" - mówił Paweł Borys. "Analitycy przywiązani są do cyfr, wykresów, które pokazują dynamikę i pozwalają ekstrapolować". Stwierdził też, że dobrze by było, gdyby oprócz sprawozdań finansowych spółki publikowały również prezentacje do wyników, informujące o ryzyku w głównych obszarach działalności i zamieszczały je w Internecie.

Niektóre nowe rozwiązania jednak zyskały przychylność analityków, na przykład wycena aktywów według wartości godziwej, podział na segmenty biznesowe, a nawet odejście od sztywnych wskazań, co powinno znaleźć się w sprawozdaniu. Ale nie ma róży bez kolców - "uznaniowość" sprawia, że spółki zyskują większe możliwości manipulacji. Rozszerzają definicję segmentu, tak by jak najmniej pokazać, a wartości nie muszą szacować rzetelnie. Dlatego - zdaniem Michała Szymańskiego - wzrasta rola i odpowiedzialność audytora. To on powinien sprawdzić trafność wyboru ujawnianych informacji z punktu widzenia zdolności spółki do kontynuowania działalności i jej perspektyw.

Te opinie mogą dziwić, ale może warto je zapamiętać. Wkrótce kolejna nowelizacja ustaw rynku kapitałowego, implementująca dyrektywę o przejrzystości. Będzie zatem sposobność przejrzenia owej sprawozdawczej beletrystyki i zastanowienia się nad odchudzeniem raportów okresowych spółek giełdowych, których rozrastanie się zawsze tłumaczono oczekiwaniami rynku, potrzebą rzetelnej informacji, na podstawie której inwestorzy oceniają ryzyko. Listopadowa dyskusja SEG dowodzi, że niekoniecznie.