Gram w ataku

O ofensywnej strategii budowania zespołu i siebie samego z Markiem Walczakiem, dyrektorem Departamentu Systemów Informatycznych w Fortis Banku, rozmawia Robert Jesionek.

O ofensywnej strategii budowania zespołu i siebie samego z Markiem Walczakiem, dyrektorem Departamentu Systemów Informatycznych w Fortis Banku, rozmawia Robert Jesionek.

CIO: Co uważa Pan za kluczowe w rozwoju kariery menedżera?

Marek WalczakMarek WalczakMarek Walczak: Bardzo ważny jest wybór pierwszej pracy. Nie zawsze jest to wybór całkiem świadomy. Dzisiaj zawsze pytam absolwentów w trakcie rekrutacji, czego oczekują od pierwszego miejsca pracy. Szukając pierwszej pracy, trzeba mieć odrobinę szczęścia, aby trafić na właściwych ludzi, mieć dobre wzorce do naśladowania. Zawsze znajdzie się przecież taki szef, który ciągnie pracowników w górę, i taki, który jest - w najlepszym wypadku - zachowawczy. Tym drugim nie wolno się poddawać. Nie można sobie pozwolić na dłuższe okresy przestoju. Trzeba wykorzystywać każdą okazję, by powiększać swój kapitał zawodowy. Jeśli nikt przed nami nie stawia wyzwań, to trzeba je znaleźć samemu. W końcu menedżer musi być jak pies myśliwski, który stale szuka. Gdy patrzymy na średni wiek życia firm, to widzimy, że jest on krótszy niż okres naszej aktywności zawodowej. Warto o tym pamiętać.

Zobacz również:



Wiem, że grywa Pan w piłkę nożną. Czy w sporcie - tak jak w biznesie - też wybiera Pan działania ofensywne?

- Wolę grę w ataku. Dziś jestem kontuzjowany i - jak pan widzi - moja noga powinna znaleźć się w gipsie, ale tej kontuzji nabawiłem się w defensywnym elemencie gry... Menedżer powinien posiadać cechy dobrego napastnika, musi być skuteczny. Niektórzy napastnicy są świetni technicznie, ale nie strzelają bramek, natomiast ci, którzy mają instynkt, zawsze znajdą się tam, gdzie trzeba, i zdobędą punkt dla swojej drużyny, a o to przecież chodzi.

Budowanie kariery to taka gra, która nie zawsze odbywa się w sposób gładki i przyjemny.

- Kontynuując naszą futbolową przenośnię, mogę powiedzieć, że także w rozwoju zawodowym odniosłem kilka kontuzji. Dziś wiem, że w każdej porażce jest ukryta co najmniej jedna szansa. Cała sztuka polega na tym, aby ją dostrzec.

Czy był moment, gdy Pańska kariera wyraźnie zmieniła kierunek?

- Tak, gdy jeszcze byłem programistą specjalizującym się w konkretnym systemie bankowym, w pewnym momencie zacząłem dostrzegać inny wymiar swojej pracy. Zgłosiłem chęć awansu mojemu szefowi, który mnie wtedy wysłuchał i przedstawił odpowiednie wymagania. Minął rok z hakiem i zostałem szefem zespołu. To był mój pierwszy, zarazem najtrudniejszy awans.

Na czym polegała ta trudność?

- Na zaakceptowaniu samotności, która jest wpisana w rolę szefa. Druga rzecz to zaakceptowanie odpowiedzialności za ludzi w zespole i często ich rodziny, które utrzymują. Ponadto, aby być dobrym szefem, trzeba być wysokiej jakości człowiekiem i poznać swoją wartość. To wszystko wymaga czasu i pracy nad sobą. Ważne jest, by umiejętnie wykorzystywać swoją władzę i nie wdawać się w niepotrzebne bijatyki, które dla niektórych młodych menedżerów są dużą pokusą. Oczywiście, że zarządzanie to gra na konflikcie: interesów, poglądów, opinii i ja się z tym zgadzam. Jeśli ktoś unika konfliktów w zarządzaniu, to siłą rzeczy skazuje siebie i zespół na porażkę i stagnację. Trzeba te konflikty rozgrywać umiejętnie i z wyczuciem. Konflikt, rozumiany jako pozytywna siła, stale ścierająca różne opcje, jest podstawą rozwoju. Ludziom trudno często jest to zaakceptować. Wolą spokój. Ostatecznie cała trudność i sztuka polega na chęci i umiejętności brania na siebie odpowiedzialności. Ludzi, którzy to potrafią, szybko docenia się i awansuje, nawet jeśli początkowo robią błędy. Dobrą dźwignią awansu i szansą na wykazanie się są projekty, które dają szansę na robienie rzeczy większych niż te, które wynikają z bieżącego zakresu obowiązków.

Należy Pan do ludzi, którzy świadomie budują swoją karierę?

- To byłoby bardzo odważne stwierdzenie. Powiedzmy, że się staram. Oczywiście pojawiają się w życiu pewne wydarzenia i projekty, które są siłą napędową wzrostu, a zatem i kariery. To tak jak paralotniarze, którzy muszą znaleźć się w "kominie powietrznym", który wyniesie ich na wyższy pułap lotu. Nie wystarczy jednak czekać na te "kominy", trzeba ich szukać. Trzeba sobie stawiać konkretne cele i konsekwentnie je realizować. Zgodzić się na niepowodzenia. Jednym z takich ważnych i świadomych elementów budowania mojej kariery było założenie Stowarzyszenia COMMON Polska. To w pewnym sensie moje dziecko, bo ideę tego Stowarzyszenia zaszczepiłem na polskim gruncie. COMMON to dla mnie bardzo cenne doświadczenie, jako jego prezes mogłem nauczyć się zarządzania organizacją i przyznaję - czasem uczyłem się na własnych błędach i gafach.

Co Pan uważa za najważniejszy element zarządzania zespołem?

- Zaangażowanie. Zdarza się, że przez dłuższy czas pracuje się po kilkanaście godzin na dobę, codziennie żywi się pizzą i niemal mieszka w firmie. W takich momentach kluczowa jest motywacja zespołu, który musi wierzyć, że jego praca ma sens, że prowadzi do sukcesu. Zaangażowanie i entuzjazm szefa są najważniejsze dla postaw zespołu. Swoją postawą musi on dawać "gwarancję", że zapewni zespołowi sukces. Ludzie karmią się sukcesem, potrzebują pochwał i uczestniczenia w ważnych przedsięwzięciach. Menedżer musi wiedzieć, co motywuje zarówno jego samego, jak i podwładnych. A ludzi w ogromnej mierze motywuje ich osobisty wzrost, w którym należy im pomagać. Ta pomoc może być niekiedy dość ryzykowna, bo czasami podwładnym powierza się zadania, co do których oni sami nie mają pewności, czy są na ich siły. Jednak menedżer ma obowiązek wspierać ich w działaniu, przekonać do wysiłku, dać odpowiednie narzędzia, a na końcu czuć się odpowiedzialnym nie tylko za sukces, ale i za ewentualną porażkę. Ogromną satysfakcją dla mnie jest widzieć, jak ludzie pokonują samych siebie.

Fortis Bank to dla Pana ważny element osobistego rozwoju?

- Rozwój kariery nigdy nie odbywa się liniowo. Zmieniając firmę po trzynastu latach pracy, dokonałem ważnego i znowu świadomego wyboru.

Taka zmiana nigdy chyba nie jest łatwa i zmusza do dużego wysiłku. W pracy jednak trzeba dawać z siebie wszystko, polubić firmę, czuć się u siebie. Nie można być zwykłym najemnikiem. Dziś mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że Fortis Bank Polska jest miejscem, w którym ludzie mają świetne warunki do rozwoju. Firma sama rozwija się dynamicznie i promuje kreatywność. Realizujemy ciekawe projekty. Ma się stale poczucie uczestnictwa w czymś ważnym. Staramy się być w czołówce technologicznej. Dla przykładu dzisiaj wiele mówi się o SOA. Sami szybko doceniliśmy wartość tej koncepcji i przystąpiliśmy do jej realizacji. Dzisiaj dzięki temu rozwiązaniu integracja aplikacji nie jest dla nas większym problemem, mogę do przetargu zaprosić dowolnego dostawcę i łatwo integrować różne rozwiązania.

Czy swoją karierę buduje Pan w oparciu o jakąś szczególną specjalizację?

- W swojej pracy staram się zadawać dobre pytania. Głównym zadaniem szefa nie jest rozwiązywanie problemów, lecz ich właściwe identyfikowanie. Chodzi o to, aby skupić się na robieniu rzeczy właściwych i we właściwej kolejności. Często na skutek złej diagnozy problemu uruchamiamy działania zmierzające do jego rozwiązania, a na koniec dziwimy się, że nikt nie jest zadowolony z efektu. Tak naprawdę zarządzanie jest samo w sobie specjalizacją, w której można się doskonalić do końca życia i zawsze mieć przed sobą coś do zrobienia.