Wszystkie informacje świata

Wyglądają na miłych chłopców z sąsiedztwa, typowych dla amerykańskich zamożnych przedmieść. Są tylko znacznie bogatsi, ich majątki wyceniane są na 7,2 mld USD każdy. Dwaj trzydziestolatkowie mają coraz większy wpływ na życie milionów ludzi na całym świecie. Wynalazek Brina i Page'a spodował zmiany w amerykańskiej kulturze. Podobno nawet CIA korzysta z technologii Google.

Wyglądają na miłych chłopców z sąsiedztwa, typowych dla amerykańskich zamożnych przedmieść. Są tylko znacznie bogatsi, ich majątki wyceniane są na 7,2 mld USD każdy. Dwaj trzydziestolatkowie mają coraz większy wpływ na życie milionów ludzi na całym świecie. Wynalazek Brina i Page'a spodował zmiany w amerykańskiej kulturze. Podobno nawet CIA korzysta z technologii Google.

Innowacje, nieustanne zaskakiwanie użytkowników, koncentracja na doskonaleniu usług oferowanych klientom, zamiast kosztownych i efektownych działań marketingowych - to podstawowe zasady, które doprowadziły Sergieja Brina i Larry'ego Page'a na szczyty biznesowego sukcesu.

Zobacz również:



Ich firmowa mantra brzmi: nie czyń zła. Gdy CEO Google, Eric Schmidt został spytany, co dokładnie oznacza to "zło", odpowiedział niepokojąco dziwnie: "Złe jest wszystko to, co Sergiej Brin uzna za złe". Sergiej Brin i Larry Page zaczęli pracę nad swoją wyszukiwarką w 1995 r., w ramach projektu badawczego na Stanford University. Na początku stworzyli BackRub, program, w którym mechanizm wyszukiwania porządkował rezultaty według popularności stron, zgodnie z tezą, że zazwyczaj najbardziej użyteczne okażą się strony najpopularniejsze.

Studenci zaczynali w pokoju w akademiku Page'a. Nawiązując do wspaniałej tradycji, przenieśli się później do garażu. Na początku pożyczali pieniądze od profesorów, rodziców i od kogo tylko się dało. Zebrali 1 mln USD. A ich wynalazek - jak to określił Page - rozprzestrzenił się jak wirus. Dziś zatrudniają ponad 1000 osób.

Kliknij, aby powiększyćW 1998 r. stworzyli firmę Google Inc. i we wrześniu udostępnili Google w wersji beta internautom. Nazwa pochodzi od Googol (czyli 10 do potęgi 100). Celem ambitnych studentów było stworzenie bardzo prostej i łatwej w użyciu strony internetowej, która oferowałaby najlepszy na świecie mechanizm wyszukiwania. Cel ten właściwie nie zmienił się do tej pory. "Gdy zaczynaliśmy we wczesnych latach Internetu, nie zdecydowaliśmy się na robienie horoskopów online czy serwisów powitalnych, ale wyszukiwarki, która jest związana z informacją, mogącą naprawdę zmienić życie ludzi" - wspominał Brin, który określa sam siebie jako osobę leniwą. Więc skoro na początku sam poświęcał mnóstwo czasu i energii Google, przeczuwał, że okaże się on czymś wielkim.

Marketing obsługuje się sam

Obaj założyciele są cały czas osobiście zaangażowani w niemal wszystkie aspekty działalności firmy. Codziennie poświęcają czas kwestiom związanym z zatrudnieniem, zarządzaniem organizacją, marketingiem. W tej ostatniej kwestii najbardziej pomocni są użytkownicy wyszukiwarki, którzy mówią o niej innym internautom. Podobno Sergiej Brin nienawidzi słowa marketing. Kojarzy ten termin z przywiązywaniem ogromnej wagi do marki, na zasadzie "sztuka dla sztuki". Jednak sam jest wyjątkowo oszczędnym marketingowcem. Skoncentrował się na strategii tworzenia najlepszego z możliwych doświadczeń konsumenckich. "Czasami myśli się o marketingu jako o czymś, co skłania ludzi do określonego postępowania. My jesteśmy skoncentrowani na doświadczeniach użytkowników. Jeśli te doświadczenia są dobre, użytkownicy będą do nas wracać. Skupiamy się na dawaniu ludziom dobrych efektów wyszukiwania" - powiedział Brin. I ta strategia przyniosła i nadal przynosi oszałamiające rezultaty. Już na początku funkcjonowania liczba użytkowników Google rosła o 20% miesięcznie.

Przyjaciele ze studiów nadal czują się dobrze w swoim towarzystwie, a przede wszystkim świetnie im się razem pracuje. Aby przyciągnąć kompetentnych i lojalnych pracowników, musieli uczynić ze swojego biura miejsce, w którym ludzie chcieliby przebywać. Jednym z atutów firmy jest doskonałe jedzenie, Brin uważa nawet, że zatrudnienie kucharza, który podobno gotował kiedyś dla zespołu Grateful Dead, było jedną z najlepszych decyzji w jego życiu.

W firmie, która ma siedzibę w Mountain View, co tydzień przeprowadzane są rozgrywki hokeja na parkingu, w barku recepcjonistka serwuje soki, można pograć w koszykówkę, bilard albo pojeździć na rolkach, przychodzić do pracy z psami. W Dolinie Krzemowej tego typu biuro nie jest niczym nadzwyczajnym. W Google jednak każdy z członków zespołu ma jeden dzień tygodnia do dyspozycji na rozwijanie własnych projektów. W firmie bardzo ważną rolę odgrywa dział badań i rozwoju, pracuje w nim ok. 80 osób, a szefowie firmy nigdy nie żałują pieniędzy na inwestowanie w tę dziedzinę.

Atmosfera w firmie jest dla Brina bardzo ważna: "Dużo myślimy o tym, w jaki sposób zachować naszą korporacyjną kulturę i związane z nią elementy zabawy. Nie wiem, czy inne firmy tak bardzo dbają o to, co dla nas jest istotne. Spędzamy wiele czasu na dbaniu o dobrą atmosferę w biurze. Cieszy nas, że jest pełne ludzi. Przypomina bardziej campus uniwersytecki niż typowy podmiejski park biznesowy".

Skromni milionerzy

Mimo swojego sukcesu Sergiej Brin i Larry Page pozostają postaciami raczej mało znanymi publicznie. Nie udzielają skandalizujących wywiadów, nie afiszują się swoim życiem osobistym. Obaj jeżdżą samochodami przyjaznymi dla środowiska, z napędem hybrydowym - Toyotą Prius. Poza tym żyją skromnie i samotnie w wynajętych mieszkaniach i dbają o zachowanie prywatności. Brin zazwyczaj chodzi w podkoszulkach i szortach, Page w bardzo zwyczajnych koszulach z krótkim rękawem. Obaj są notorycznymi pracoholikami. Brin ma interesujące hobby - zajmuje się akrobatyką sportową.

Przygodę ze sztuczną inteligencją zaczynali już w dzieciństwie. Page dostał swój pierwszy komputer na 6. urodziny. Jego ojciec wykładał na wydziale informatyki, matka również jest informatykiem. W szkole podstawowej Page wprawiał nauczycieli w zakłopotanie, oddając prace domowe w formie komputerowych wydruków.

Sergiej Brin urodził się w Moskwie w 1973 r., jego rodzina przeprowadziła się do USA w 1979 r., w związku z prześladowaniami Żydów w ZSRR. Jego ojciec był nauczycielem matematyki, w USA został wykładowcą w University of Maryland. Matka pracuje w NASA. Pierwszy komputer - Commodore 64 - Sergiej dostał na 9. urodziny. "To rodzice stworzyli mi możliwości rozwoju" - podkreśla w wywiadach. Brin studiował w Stanford informatykę i matematykę. Dyplom uniwersytecki uzyskał w 1995 r.

Udany debiut

Page i Brin mieli wiele propozycji sprzedaży Googla, jednak konsekwentnie odmawiali, chcąc zachować całkowitą niezależność.

20 sierpnia 2004 r. Google zadebiutowało na nowojorskim rynku Nasdaq. Pierwszego dnia kurs akcji skoczył o 18%. Sposób emisji był oryginalny: nie skorzystano z biura maklerskiego, ale z internetowej aukcji typu holenderskiego (sprzedający ogłasza pierwotną wysoką cenę, a następnie obniża ją do momentu, aż znajdzie się chętny do nabycia towaru. Pozwala to na szybkie przeprowadzenie transakcji).

"Wyszukiwanie i organizowanie wszystkich informacji świata jest niezwykle ważnym celem, który powinien być realizowany przez firmę zasługującą na zaufanie i dbającą o dobro publiczne" - napisano w bezprecedensowym liście do Wall Street. Brin i Page posiadają po ok. 15% udziałów, po debiucie zyskali po ok. 4 mld USD.

Przekazanie władzy nad firmą akcjonariuszom było niewątpliwie trudną i ważną decyzją dla przyzwyczajonych do pełnej swobody Brina i Page'a. "Martwię się, ale zawsze się martwiłem. Martwiłem się, co się stanie, gdy nasza firma urośnie i będzie poddana większej presji. Dawniej zajmowaliśmy jedno piętro, później już cały budynek, zatrudniliśmy dodatkowych sprzedawców. Każda z tych zmian była ogromna, w dodatku wszystkie następowały w krótkich odstępach czasu. Nauczyłem się uważnie obserwować szybko zmieniającą się firmę. Gdy zatrudnialiśmy 50 osób, w każdy piątek urządzaliśmy spotkanie, na którym omawialiśmy wszystkie wydarzenia z tygodnia. Ale teraz zatrudniamy już zbyt wiele osób. Próbujemy podsumowywać pracę przez e-maile, ale to nie to samo. Gdy firma rośnie, trzeba za tym wzrostem nadążać i wprowadzać ciągłe zmiany, to nieustanne wyzwanie" - komentował debiut giełdowy Sergiej Brin.

Przewaga tkwi w pomyśle

Brin i Page odnieśli sukces, ponieważ wiedząc o Internecie to samo co wszyscy inni, potrafili dostrzec w nim potencjał, który pozostali po prostu przeoczyli. Dzięki temu zyskali ogromną przewagę konkurencyjną i zawsze mogą być krok przed resztą pochodu. Pod koniec lat 90. większość portali internetowych zaczęła oferować mechanizmy wyszukiwania. Jednak żaden z nich nie traktował wyszukiwania poważnie, ale jako jedną z licznych oferowanych usług. Twórcy Google bardzo szybko doszli do wniosku, że poszukiwanie informacji jest dla ludzi niezwykle ważne, znacznie ważniejsze niż wróżby czy wyniki giełdowe. Dzięki temu udało im się od początku zdobyć pierwsze miejsce na rynku. Teraz inne portale również zaczęły dostrzegać potencjał wyszukiwania i konkurencja na tym rynku stała się bardzo silna - Yahoo i Microsoft chcą zająć pozycje liderów. Google musi tym zakusom stawić czoła.

W 2004 r. Google miał ponad 6 mld elementów dostępnych w swojej wyszukiwarce. Może sprostać 300 kwerendom w ciągu minuty i wyszukać od 150 tys. do 15 mln dokumentów. Ma ponad 20 wersji językowych, w tym polską. Przeciętne wyszukiwanie Google trwa ok. pół sekundy, przeprowadzane jest przez 10 tys. połączonych komputerów wyszukiwarki. Codziennie używa go 65 mln ludzi. Od ubiegłego roku Google ma siedzibę także w Europie, w Dublinie, gdzie pracuje 150 osób władających 17 językami. W tym roku powstaje polskie kilkuosobowe biuro Google, które ma zająć się wzmocnieniem pozycji na naszym rynku reklam internetowych.

W tej chwili Google zapewnia swoim użytkownikom znacznie więcej niż tylko możliwość wyszukiwania informacji, witryna oferuje komunikator internetowy, narzędzia do tłumaczenia tekstów, serwis pocztowy. Kierowcy samochodów mogą na swoich komputerach pokładowych dzięki Google Earth odszukać na satelitarnych mapach interesujące ich miejsca. Krytycy, przywiązani do dawnej, idealistycznej wizji Google, zarzucają jej twórcom, że idą w stronę komercji, a w dodatku powoli stają się monopolistą w dziedzinie informacji. Poza tym Google upodabnia się do portalu horyzontalnego. Nadal jednak wyróżnia się spośród innych stron prostą grafiką, brakiem zbędnych a spowalniających działanie elementów, specyficznym sposobem zamieszczania reklam.

Idealistycznie nastawieni do świata Brin i Page potrafią też ostro walczyć. Niedawno dziennikarze serwisu CNet dzięki wyszukiwarce Google zdobyli informacje na temat prywatnego życia CEO Google, Erica Schmidta. Zemsta Google była nie tyle słodka, ile skuteczna - piszący o Internecie CNet ukarali całkowitą blokadą informacyjną na temat Google do połowy 2006 r.

Jakie twórcy Google mają plany na przyszłość? Nie chcą o tym mówić, ponieważ uważają, że robienie niespodzianek to jeden z ważniejszych czynników ich przewagi konkurencyjnej. Podkreślają jednak, że innowacyjność i "fanatyczne oddanie użytkownikom" nadal pozostaną w centrum ich zainteresowania. Według wiceprezesa Google, Omisa Kordestaniego, Larry Page jest notorycznie niezadowolony z najpopularniejszego narzędzia wyszukiwawczego świata i jak na czasy współczesne technologia Google jest przestarzała.

PRZYKAZANIA GOOGLE
  1. Skup się na użytkowniku. Wszystko inne przyjdzie samo.

  2. Najlepiej robić jedna rzecz naprawdę dobrze.

  3. "Szybko" jest lepsze niż "wolno".

  4. W sieci obowiazuje demokracja.

  5. Poszukując informacji, nie zawsze siedzisz przy swoim biurku.

  6. Możesz zarabiać pieniadze, nie czyniac zła.

  7. Zawsze można znaleźć nowe informacje.

  8. Potrzeba informacji jest ponad granicami pafstw.

  9. Możesz być poważny, nie nosząc garnituru.

  10. Świetnie to za mało.