Ostatni wielki optymista

Zasłynął wiedzą i dziwactwami. Napisał książkę, która za jego życia miała pięć wydań, choć przygniatała erudycją i swą objętością, liczyła ponad tysiąc stron. Na ówczesne czasy był to bestseller.

Zasłynął wiedzą i dziwactwami. Napisał książkę, która za jego życia miała pięć wydań, choć przygniatała erudycją i swą objętością, liczyła ponad tysiąc stron. Na ówczesne czasy był to bestseller.

Uwielbiał dyskusje. Wciągały go tak dalece, że stawały się przyczyną słynnych perypetii, jak wówczas gdy podczas spaceru, rozmawiając z przyjacielem wpadł do dołu garbarskiego. Pewnego dnia przeszedł piętnaście mil, zanim zauważył, że jest w szlafroku. Studenci chętnie chodzili na jego wykłady, choć "mowa jego była dziwna i przerywana, a głowa się trzęsła". I do tego brzydota. Pokazując przyjacielowi swą domową bibliotekę, powiedział: "Jestem elegancki tylko pod względem moich książek".

Zobacz również:



Słynna jego książka w Polsce pierwszy raz wydana została w 1954 r. Za czasów najgłębszego stalinizmu. Dlaczego? Bo cenił go Karol Marks, co dziś wydawać się może szczególnym paradoksem. Szkot Smith pisał, a było to dlań szczególnie ważne zdanie, że "społeczeństwo, którego przeważająca część członków jest głodna i nieszczęśliwa, z pewnością nie może być kwitnące i szczęśliwe".

Niewidzialna ręka rynku, to określenie dziś jest szczególnie często przywoływane, zwłaszcza w Polsce, i zwykle w negatywnym kontekście. Nawet Marksa tak dalece nie raziło. Bo niewidzialna ręka wyrwana jest z kontekstu. To fragment zdania, zasługującego na przytoczenie: "człowiek(...) myśli tylko o swym własnym zarobku, a jednak w tym, jak i w wielu innych przypadkach niewidzialna ręka kieruje nim tak, aby zdążał do celu, którego wcale nie zamierzał osiągnąć. Społeczeństwo, które wcale w tym nie bierze udziału, nie zawsze na tym źle wychodzi. Mając na uwadze swój własny interes, człowiek często popiera interesy społeczeństwa skuteczniej niż wtedy, gdy zamierza służyć im rzeczywiście". Jeżeli kogoś uważał za swego wroga, to państwo, które ingeruje w rynek poprzez działania niektórych polityków. Jednak nawet przez tych był bardziej ceniony dawniej niż dzisiaj. Gdy pod koniec życia przyjęli go brytyjscy ministrowie, wszyscy wstali, gdyż według słów Sir Williama Pitta "wszyscy byli jego uczniami".

Pochowano go na małym przykościelnym cmentarzu. Na płycie skromnego nagrobku napisano: TU LEŻY ADAM SMITH, AUTOR BOGACTWA NARODÓW.

Na Uniwersytecie w Glasgow był dziekanem, który wprowadzał chaos przy grze w wista. Objął katedrę filozofii moralnej. Tu najważniejsza była etyka, prawoznawstwo, ekonomia polityczna. Popełnił wówczas pierwszą książkę, która też wywołała sensację. To była "Teoria uczuć moralnych". Próba wyjaśnienia, dlaczego każdy z nas kieruje się interesem własnym, a jednak w swych dążeniach potrafi przedstawiać sądy moralne i zapomina o własnym interesie.

Prawdziwy tytuł jego najważniejszej książki to "Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów". W rozdziale o drogach do dobrobytu narodów jest taki fragment, wart zacytowania: "Doświadczenia wszystkich czasów i wszystkich narodów, jak sądzę, że choć praca wykonywana przez niewolników kosztuje pozornie zaledwie tyle, ile wynosi ich utrzymanie, to przecież w ostatecznym rezultacie jest droższa niż jakakolwiek inna. Człowiek, który nie może niczego nabyć na własność, nie może być zainteresowany niczym innym, jak tylko tym, aby możliwie najwięcej zjeść i możliwie najmniej pracować". Tu odwoływał się do czasów Imperium Rzymskiego.

Wielbił wolny rynek, ale zarazem fascynowały go poszukiwania mechanizmu utrzymującego więź społeczną. Mechanizmu, który powoduje, że społeczeństwo nie rozpada się pod wpływem sił odśrodkowych, choć każdy pilnie troszczy się o własny interes. Prawa rynku Smitha są proste: człowiek, który dopuści do tego, aby zaślepiła go troska o własny interes, przekona się, że konkurenci zrobią wszystko, by odebrać mu klientów; jeśli będzie liczył za dużo za swoje towary lub jeśli nie będzie chciał płacić tyle, ile wszyscy inni swoim robotnikom, to przekona się, że albo zabraknie mu nabywców, albo pracowników. Egoistyczne motywy ulegają przekształceniu, prowadząc do najmniej oczekiwanego skutku, do harmonii społecznej.

Egoistyczne zachowania producentów powinny być ograniczane tylko przez naturalną konkurencję między dostawcami. Mechanizm rynku konkurencyjnego, bez szkodliwych ingerencji, nabiera własnego, normatywnego znaczenia. Jedynym zadaniem polityków gospodarczych jest eliminowanie sztucznych zakłóceń, to rynek pełni funkcje regulacyjne. To przekonanie stało się podstawą XIX-wiecznego liberalizmu (zasada laissez-faire). Powróciło z siłą w drugiej połowie XX wieku, jako neoliberalizm.

Sformułował teorię wolności (Perfect Liberty). Motywacja ludzka do polepszania warunków życiowych występuje dopiero wtedy, gdy może się rozwijać w warunkach wolności i bezpieczeństwa. Wykładał wszak prawo na uniwersytecie i cenił prawość. Pogardzał wojnami, uznawał, że powodowały upadek miast i miasteczek, gdyż niszczyły wymianę handlową miedzy wsią a miastem. Pisał, że wojny domowe we Flandrii i rządy hiszpańskie, jakie po nich nastąpiły, zmiotły wielki handel Antwerpii, Gandawy i Brugii. Handel zagraniczny, jaki prowadziły niektóre wielkie miasta, "dał początek produkcji wszystkich co doskonalszych wyrobów przemysłowych".

Przeciwdziałanie wolnej grze sił rynkowych jest dlań "naruszeniem najświętszych praw ludzkości". Odmawianie rolnikowi prawa do najlepszego rynku powoduje, że staje się on ofiarą ogólnych ustaw sprawiedliwości na ołtarzu interesu publicznego lub pewnego rodzaju racji stanu.

Gardził ksenofobią. "Kupiec nie musi być koniecznie obywatelem jakiegoś określonego kraju. Jest mu w znacznej mierze obojętne, gdzie prowadzi swój handel". Pisał to z nadal aktualną przestrogą, o której pamiętać powinni starający się o przyciągnięcie zagranicznych inwestorów: "gdy zaś choć trochę się zrazi, może go to skłonić do przeniesienia swego kapitału z jednego kraju do drugiego wraz z całą wytwórczością, jaką kapitał ten utrzymuje".

Restrykcyjne obowiązki osiedlania się biedaków traktował jako przyczynę różnic w zarobkach i bezrobocia w Anglii. Człowiek powinien mieć pełną swobodę podejmowania decyzji ekonomicznych, a także wyboru i zmiany zajęcia.

Wrogiem były dlań źle skonstruowane systemy podatkowe. "Podatek zwany taille, który istnieje jeszcze we Francji, może służyć za przykład dawnych danin. (...) Jest to podatek od przypuszczalnych zysków farmera, które ocenia się wedle zasobów, jakie posiada on w gospodarstwie. W jego więc interesie leży, aby zasoby te wyglądały na możliwie najmniejsze, wobec czego wkłada on możliwie najmniejszą ilość kapitału w uprawę roli, a zupełnie nic nie wkłada w podnoszenie kultury rolnej".

"Rzeczy idą naturalną drogą", jeżeli wytwórcy konkurują ze sobą, a konsumenci mają wybór, chcąc kupować jak najtaniej. Smitha zachwyciła fabryka szpilek, którą zobaczył. Opis znaleźć można na początku jego książki, jest więc dość często przytaczany. Streszczając do minimum - zachwyciła go ogromna wydajność, wynikająca z podziału pracy i specjalizacji. Odnalazł tam nadzieję "na powszechną zamożność, docierającą do najniższych warstw".

Rosnącą wydajność systemu rynkowego Smith uzasadniał prawem akumulacji. Kapitaliści muszą akumulować oszczędności. By sprostać rynkowej rywalizacji, kapitał muszą przeznaczać na zakup maszyn. Więcej maszyn to zwiększone zapotrzebowanie na pracowników. Popyt powodujący zwiększenie wynagrodzeń...

Idylla? Nie, Smith nie był naiwny. Obok prawa akumulacji stawiał prawo populacji. Wzrost płac prowadzący do nieopłacalności akumulacji jest przez rynek ograniczony. Wraz ze wzrostem zamożności społeczeństwa rośnie jego populacja, wzrasta więc liczba poszukujących pracy. Konkurencja obniża płace, wyhamowuje tempo przyrostu zamożności, w konsekwencji wzrostu populacji.

Psuć stan ten mogły monopole wspierane przez państwo, które zaangażuje się w grę interesów. Pisał: "rzadko się zdarza, by spotkanie ludzi tego samego zawodu, nawet tylko dla zabawy lub rozrywki, kończyło się inaczej jak zmową przeciw ogółowi lub jakimś układem co do podniesienia cen". Kapitalistów ganił "za próżniactwo". Był też wrogiem cechów rzemieślniczych (związków producentów), a byłby - związków zawodowych.

Nie pomnę już kto, ale ktoś napisał, że "Bogactwo narodów" jest tak rozległym opisem cywilizacji, że każdy odnajdzie w nim to, co mu bliskie. Jestem pewien, że najbardziej są tam bronione prawa konsumentów i nie czuję się w tym odosobniony.

Smith zachwycał się fabryką szpilek. I innymi, gdzie zatrudniano dzieci, a praca trwała 12 godzin (i nie doceniał roli klasy robotniczej). Dziś są to dla nas czasy okrutne. Dla niego oznaczały poprawę warunków życia. Bo wcześniej kobiety rodziły dwadzieścioro dzieci, z których dwoje dorastało wieku dojrzałego.

Nie było wówczas wielkich korporacji, globalnego rynku. Manufaktury zamieniały się w małe fabryki. Z takiej perspektywy oceniał świat Adam Smith. Nie wiedział, że istnieje cykl koniunkturalny, nagle i dość niespodziewanie pojawia się recesja. Zabrakło mu wyobraźni? Cykle koniunkturalne do dziś nie doczekały się trafnego naukowego wyjaśnienia. Może najtrafniejsza jest najnowsza z powstających teorii, że jest to mieszanie się ze sobą cząsteczek dwóch cieczy, co odbywa się w sposób dla nas dziś chaotyczny, ale może kiedyś uda się opisać te zmiany.

Smith pozostawał wielkim optymistą. Co najmniej przez piętnaście lat, tyle bowiem pisał "Bogactwo narodów". Społeczeństwo przestało być wielką rodziną w rozważaniach kolejnych ekonomistów, pastora Thomasa Roberta Malthusa i zaprzyjaźnionego z nim Davida Ricardo. Z zadziwiającą siłą optymizm powrócił w "Końcu historii" Francisa Fukuyamy. Jednak po 11 września, po ataku na WTC, żadna z kolejnych jego wypowiedzi i książek nie miała w sobie tej wiary w triumf demokracji i rynkowej wolności.