Pensje brytyjskich prezesów

Pensje menedżerów wciąż idą w górę, ale też w coraz większym stopniu odzwierciedlają wyniki firmy - pisze The Economist.

Pensje menedżerów wciąż idą w górę, ale też w coraz większym stopniu odzwierciedlają wyniki firmy - pisze The Economist.

Obok narzekania na pogodę, transport publiczny i narodową drużynę piłkarską, wielcy dyrektorzy i ich niezasłużone wysokie wynagrodzenia stały się nieodzownym elementem brytyjskiej konwersacji. Jednak najnowszy raport Deloitte & Touche sugeruje, że cynizm wyszedł już z mody. Płace brytyjskich menedżerów są ściśle powiązane z wynikami ich pracy. Gdy menedżerowie zarabiają dużo, zazwyczaj na to po prostu zasługują, gdy zaś im się nie udaje osiągać wyników, tracą posadę.

Zobacz również:



Mimo że premie stają się coraz wyższe, zwłaszcza na samym szczycie (jak wynika z raportu, w 30 największych brytyjskich firmach maksymalne premie stanowią obecnie 150% podstawowego wynagrodzenia, podczas gdy jeszcze rok temu było to 125%), prezesi muszą pracować na nie znacznie ciężej niż dawniej.

Zmieniają się zasady przyznawania opcji na akcje, coraz więcej firm przydziela je swoim prezesom jedynie wtedy, gdy uda im się uzyskać przewagę nad konkurencją. Zmiany te zostały wymuszone przez udziałowców.

Jednak podstawowe pensje menedżerów wciąż rosną, choć nieco wolniej niż dawniej. W tym roku przeciętny brytyjski dyrektor otrzymał 6,5% podwyżki, w 2003 r. - 7,5%. Jest to jednak wciąż o 2 punkty procentowe więcej niż podwyżki dla średniej krajowej.

Powiązanie płacy z wynikami firmy jest dobrze przyjmowane przez interesariuszy firm. Jednak firmy notowane na giełdzie będą musiały bacznie obserwować przedsiębiorstwa, które nie muszą ujawniać swoich danych. Ich prezesi mogą otrzymywać gigantyczne wynagrodzenia bez niepokoju o wrogą reakcję opinii publicznej.

Na podstawie: The Economist "Sink, or swimin champagne" Opracowała Wanda Żółcińska