Koszty giełdowego debiutu

Koszty debiutu na warszawskiej giełdzie to co najmniej ćwierć miliona złotych. Tańszego wejścia nie było w ostatnich dwóch latach. Nie są to jednak koszty zniechęcające, zagraniczne parkiety są droższe jako sposób pozyskania kapitału.

Koszty debiutu na warszawskiej giełdzie to co najmniej ćwierć miliona złotych. Tańszego wejścia nie było w ostatnich dwóch latach. Nie są to jednak koszty zniechęcające, zagraniczne parkiety są droższe jako sposób pozyskania kapitału.

Jest tym ciekawiej, że debiutujących jest wielu. Wprawdzie Londyn wyprzedza Warszawę, ale stolica Polski jest wśród liderów. Nie zanosi się na zmianę tego trendu. We wrześniu na GPW znów wiele debiutów. Czy wpływa to na pomniejszenie kosztów wejścia na parkiet? Pojawiły się takie oceny. CEO pozostaje tu w niezgodzie z opiniami tych mediów, zajmujących się giełdą, które oceniają, że koszty ostatnio maleją i zmniejszać się będą. To istotne, zwłaszcza że na GPW mogłoby się znaleźć o wiele więcej spółek. Należy ich szukać pośród trzech tysięcy firm o największych przychodach ze sprzedaży ogółem. Jest to grono tych, których przychody wynoszą powyżej 40 mln zł. "Przez rynek dobrze przyjmowane są emisje o wielkości nie mniejszej niż 50 mln zł", - ocenia Witold Stępień, prezes zarządu Domu Maklerskiego Banku Handlowego SA. "Jeżeli wartość rynkowa firmy jest mniejsza niż 10 mln zł, to trudno jest zainteresować klientów instytucjonalnych taką ofertą".

Zobacz również:



Debiuty 2004 r. Udział kosztów całkowitej wartości emisjiKliknij, aby powiększyćDebiuty 2004 r. Udział kosztów całkowitej wartości emisjiO spadku cen można tylko mówić w jednym kontekście: subemitentów. Zatem porównując koszty wejścia na parkiet z tymi sprzed kilku lat. Subemitenci byli potrzebni, gdy giełda dopiero zaczynała swą historię, debiuty były wielką niewiadomą. Spółki korzystały z instytucji ubezpieczającego przed niepowodzeniem emisji. Z takiego gwaranta wkraczający na rynek publiczny później korzystali, gdy koniunktura gospodarcza była słaba, indeksy GPW spadały. WIG był bliski dna albo wyznaczał nowy, jeszcze niższy poziom dna.

Takie ubezpieczenie od ryzyka było kosztowne. Oto przykłady z lat 2001-2002. Gdy LPP SA zaoferowała 300 tys. akcji serii G, przy cenie emisyjnej 48 zł (wartość subskrybcji 14 400 tys. zł), Centrum Operacji Kapitałowych Banku Handlowego w Warszawie SA wystąpiło w podwójnej roli: ubezpieczającego i oferującego. Wynagrodzenie subemitenta wyniosło 167 tys. zł. Natomiast jako oferujący ten sam dom maklerski zarobił 172,8 tys. zł. Koszty emisji wyniosły 1 130 tys. zł. Bez "ubezpieczenia" byłyby o ponad 10 proc. niższe.

Spółka Interia za bezpieczeństwo zapłaciła znacznie więcej. Wartość przeprowadzonej subskrypcji to 37 771 tys. zł. Subemitent ten sam, a jego wynagrodzenie wyniosło 458,4 tys. zł, było wiec w mniej więcej takiej samej proporcji większe jak większa emisja w porównaniu z tą, przeprowadzoną przez LPP. Przy tym opłata dla oferującego (było nim COK) to w tej ofercie 397,7 tys. zł

Wynagrodzenie subemitenta było droższe niż koszt oferującego, a więc te wydatki, które spółka ponosi za przygotowanie prospektu i miniprospektu. Warto o tym pamiętać. Start jest o wiele mniej kosztowny w okresie dobrej giełdowej i gospodarczej koniunktury.

Ceny bez prostych reguł

Debiuty 2005 r. Udział kosztów całkowitej wartości emisjiKliknij, aby powiększyćDebiuty 2005 r. Udział kosztów całkowitej wartości emisjiPopyt rośnie, podaż zmieniła się w niewielkim stopniu, co powinno cieszyć doradców prawnych i finansowych, biura maklerskie przygotowujące prospekty i zajmujących się promocją. Największe biura maklerskie przygotowują 5-6 debiutów rocznie. Nad jedną transakcją trzeba pracować pół roku, czasem dłużej. "Do wejścia na parkiet przygotowywaliśmy się wspólnie z Domem Maklerskim Millennium, korzystaliśmy również z doradztwa strategicznego, przygotowania trwały prawie rok" - opowiada dyrektor pionu finansowego Ciech SA, Kazimierz Przełomski. Gdy oferta jest z tych bardziej skomplikowanych, pracują nad nią zespoły, które tworzy pięciu bądź więcej ekspertów. Elastyczna reakcja domów maklerskich na duży wzrost popytu na wejście na parkiet jest możliwa w bardzo ograniczonym zakresie.

Przy takiej liczbie debiutów nie ma powodu, aby spadały koszty kapitału.

Potwierdzeniem niechaj będzie porównanie tych kosztów (liczonych jako procentowa relacja wartości emisji do kosztów emisji). W 2004 r. średni koszt kapitału - korzystamy tu z materiałów przekazanych nam przez GPW - wynosił 4,53 proc. W tym roku mamy za sobą tylko jeden debiut, który był poniżej tego wskaźnika. To było wejście na GPW Ciech SA, przy koszcie kapitału 2,20 proc (tabela). Różnice w kosztach kapitału dla spółek debiutujących w 2004 i 2005 r. są kilkunastokrotne. Czy istnieje jakaś reguła, której stosowanie pozwoliłoby zaoszczędzić kilkaset tysięcy złotych, bo takie są konsekwencje różnic w kosztach kapitału?

Pierwszy parkietowy krok jest pod względem kosztów najbardziej porównywalny przy największych wejściach na publiczny rynek. Wielkość emisji w 2004 i 2005 r. pięciu spółek jest warta porównania ze względu na koszty kapitału, bowiem inne wejścia były mniej spektakularne. Dla Ivax była to emisja wartości 465 mln zł, dla GTC 345 mln zł, w przypadku Ciech SA 197 mln zł. W tym kwintecie jest też Pekaes. Wartość emisji to 120 mln zł. Te spółki przebiła tegoroczna oferta Grupy Lotos 1 015 mln zł. Dla czterech z wymienionych tu koszty kapitału wynosiły 2,16-2,68 proc. Dla Grupy Lotos były jeszcze niższe - 1,48 proc. Pomimo to właśnie w grupie spółek z największymi emisjami dysproporcje są najmniejsze.

Zawodne bywają zbyt oczywiste wyobrażenia. Przy małych emisjach koszty kapitału wydawać się mogą najwyższe. To jednak nie jest reguła. I znów redakcja CEO porównywała wszystkie debiuty minionego i tego roku, których koszty emisji w swym zestawieniu ujmuje GPW. Dotyczą ponad pięćdziesięciu spółek. Cztery najmniejsze emisje to te, których wielkość nie przekraczała 10 mln zł: Swissmed Centrum Zdrowia - 4,3 mln zł, ATM - 6,6, SM-Media 7,5, Lena Lighting - 8,9. Choć wartości emisji SM Media i Lena Ligting były zbliżone, to koszty kapitału różniły się bez mała trzykrotnie. Nie były też najwyższe przy najmniejszej emisji. Dla wymienionych tu spółek w kolejności wynosiły: 11,38, 12,19, 3,33 i 8,53 proc.

Debiuty o rekordowo niskich kosztach nie dotyczą ani najmniejszych, ani największych emisji. I może tu szukać należy recepty. Najniższe koszty kapitału (jak wynika z obu tabel) miały spółki Koelner (0,95 proc.) i Polcolorit (1,17 proc.). Natomiast najniższy koszt emisji to wejście na parkiet SM-Media 249 561 zł.

Poszukiwanie reguł okazuje się tym trudniejsze, że złudny jest urok statystyki. Dane o kosztach związanych z debiutem spółki zwykle zamieszczają w swych sprawozdaniach kwartalnych (przekazywanych do GPW), po dokonaniu płatności. Im mniej odległy termin wejścia na parkiet, tym większe prawdopodobieństwo, że nie wszystkie koszty już opłacono. Piotr Kopydłowski, który pośród top manegementu Koelner SA zajmuje się sprawami finansowymi, zareagował ze zdziwieniem: "To niemożliwe, aby nasze koszty kapitału były tak niskie! Potrzebuję kilka godzin, aby to sprawdzić". Gdy rozmawiamy następnego dnia, podaje, że koszty emisji to 2 084 tys. zł (w tabeli obok 730 tys. zł). Jednak spółka ta pozostaje - po tej korekcie - pośród tych o najniższym koszcie kapitału. W stan podobnego zaskoczenia wprawiliśmy Polcorolit. Reakcja była jeszcze szybsza: "Nasze koszty to nie 569 tys. zł, wyniosły 2,8 mln zł", wyjaśnia specjalista ds. finansowych z tej spółki Włodzimierz Marciniak. I są to już koszty kapitału powyżej średniej debiutów w 2004 r., choć jej bliskie.