Jak obniżały się prognozy

Optymistyczne nastroje prezesów firm osłabły po kolejnych informacjach o wynikach gospodarczych. Jeżeli nie zaczynają ograniczać rozmiarów swojej działalności, to co najmniej ich nie rozszerzają. Czy słusznie?

Optymistyczne nastroje prezesów firm osłabły po kolejnych informacjach o wynikach gospodarczych. Jeżeli nie zaczynają ograniczać rozmiarów swojej działalności, to co najmniej ich nie rozszerzają. Czy słusznie?

Bohdan WyżnikiewiczBohdan WyżnikiewiczNikogo nie trzeba przekonywać o korzyŚciach z dobrych proganoz makroekonomicznych. Pod tym względem w Polsce w ostatnich kilku latach nastąpił duży postęp. Dzięki sporej liczbie ośrodków prognostycznych i poprawie jakości niektórych danych statystycznych rozrzut prognozowanych wielkości jest coraz mniejszy.

Zobacz również:



Prognozy wzrostu PKB na rok 2005 jeszcze w końcu ub. roku były optymistyczne i mieściły się w granicach 4,5 - 5,5%. Sporą dawkę optymizmu dostarczyły wyniki gospodarcze roku 2004, kiedy to tzw. bąbel akcesyjny wpłynął na znaczącą poprawę nastrojów. Ostudzenie nastrojów przyszło wraz z opublikowaniem wielkości produkcji przemysłowej ze stycznia i lutego. Mimo że produkcja przemysłowa stanowi tylko czwartą część wartości dodanej (PKB), to w opinii wielu analityków wyznacza, jako mniej stabilna składowa, kierunek wzrostu gospodarczego.

Dezorientację w ocenie wzrostu gospodarczego przyniósł komunikat GUS o tempie wzrostu PKB w pierwszym kwartale. Okazało się ono poniżej oczekiwań i zostało przyjęte z niedowierzaniem. Jednym z powodów niedowierzania było niedopasowanie kwartalnego wzrostu PKB do modeli ekonometrycznych, w szczególności w przypadku tempa wzrostu inwestycji. Panowała opinia, że gospodarka od drugiej połowy 2004 r. znalazła się w fazie ożywienia inwestycji po dłuższym okresie zastoju. Niedowierzanie w sprawie spowolnienia wzrostu inwestycji wzmocniły wyjaśnienia GUS, z których wynikało, że aż 42% wielkości inwestycji jest szacowana. Mimo powątpiewań co do precyzji szacunku GUS, zdecydowana większość ośrodków prognostycznych znacznie obniżyła prognozy dla roku 2005. Między listopadem 2004 r. a lipcem 2005 r. uśredniona prognoza Consensusu londyńskiego grupującego ponad dwadzieścia krajowych i zagranicznych ośrodków obniżyła się z 4,9% do 3,5% wzrostu PKB.

Można odnieść wrażenie, że mamy częściowo do czynienia z samosprawdzającą się prognozą. Skoro powszechnie mówi się o wyhamowaniu tempa wzrostu aktywności gospodarczej, to niektórzy uczestnicy gospodarki, jeżeli nie ograniczają rozmiarów działalności, to co najmniej ich nie rozszerzają.

Duża część ośrodków prognozuje szybszy wzrost gospodarczy w drugiej połowie 2005 r. Argumentuje się go z jednej strony efektem bazy statystycznej w obu półroczach, a z drugiej strony wiarą w kontynuację ożywienia inwestycyjnego. Są też opinie, że wzrost PKB w drugiej połowie roku może być podobny do tego z pierwszej połowy.

Z całą wyrazistością pojawił się techniczny problem statystycznego pomiaru wzrostu gospodarczego. Przez 10 lat obliczania kwartalnego PKB w Polsce GUS przyzwyczaił opinię publiczną do podawania wzrostu w odniesieniu do analogicznego kwartału poprzedniego roku. Wynikało to z niedopracowania się pozbawionych wahań sezonowych szeregów czasowych PKB i jego elementów. Kwartalne dane z eliminacją wahań sezonowych GUS podał pierwszy raz we wrześniu 2004 r. W krajach rozwiniętych to powszechnie stosowany standard. Od września 2004 r. możliwe jest zatem porównywanie wzrostu PKB i jego najważniejszych składowych do poprzedniego kwartału. Szkopuł w tym, że trzeba czasu, aby przyzwyczaić opinię publiczną do nowego sposobu podawania informacji o wzroście gospodarczym i by ośrodki prognostyczne nauczyły się prognozować w nowej formule. Na razie to podejście jest pomijane milczeniem.

Paradoksem powstałej sytuacji jest fakt, że pierwszy kwartał 2005 r. z perspektywy nowej konwencji podawania wyników gospodarczych w Polsce prezentuje się lepiej niż dwa ostatnie kwartały 2004 r. Na tej podstawie można przypuszczać, że gdyby w Polsce wcześniej porównywano wzrost w odniesieniu do poprzedniego kwartału, to pokazana przez GUS dynamika PKB w I kwartale nie wpłynęłaby na pogorszenie nastrojów w gospodarce. Efekt samosprawdzającej się prognozy byłby znacznie słabszy.

Autor jest wiceprezesem Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, wcześniej był m.in. prezesem GUS.