Pierwsze czytanie

Polska rachunkowość jest bliżej międzynarodowych standardów niż francuska czy niemiecka, ale nie zmienia to faktu, że spółki, zobligowane do ich stosowania, przeżywają dziś trzęsienie ziemi. Równie wielkie wyzwanie czeka tych, do których sprawozdania finansowe są adresowane.

Polska rachunkowość jest bliżej międzynarodowych standardów niż francuska czy niemiecka, ale nie zmienia to faktu, że spółki, zobligowane do ich stosowania, przeżywają dziś trzęsienie ziemi. Równie wielkie wyzwanie czeka tych, do których sprawozdania finansowe są adresowane.

Sprawozdania finansowe spółek giełdowych za 2005 r. muszą być sporządzone według nowych standardów rachunkowości (MSSF). Standardy te tworzone były przez szerokie kręgi biznesu - to informacja od biznesu dla biznesu. Przyczynią się do lepszego zarządzania spółkami, bo rzetelniej pokazują wszystkie ryzyka. Trzeba jednak umieć je czytać, by wyciągać z nich właściwe wnioski. Postaram się wyjaśnić, jak MSSF mogą kreować zyski.

Zobacz również:



Marsz z głową do tyłu

Każdy z nas chce mieć informacje podawane z dużą częstotliwością, najlepiej w cyklu kwartalnym - biznes toczy się cały czas. Sprawozdawczość w ujęciu kwartalnym jest jednak sztucznym tworem w porównaniu z cyklem działalności firmy, bo oznacza to, że ogromna część transakcji jest w toku. Tu zaczynają się różnice między starymi a nowymi standardami. Jak należy mierzyć transakcje w toku?

Przede wszystkim zmieniamy moment, kiedy dana transakcja jest ujmowana w księgach. Dwa lata temu wiele instrumentów finansowych, takich jak kontrakty futures, swap, forward, ujmowano dopiero wtedy, gdy były realizowane, a nie w momencie zawarcia umowy. Dziś zostało to przyspieszone. Podobnie rzecz się ma z opcjami menedżerskimi. MSSF przyspieszają moment ujęcia ich w księgach na dzień zawarcia umowy. Kilka miesięcy temu Microsoft podał, że miał wynik o 60% niższy niż rok wcześniej, bo ujawnił opcje menedżerskie. Rachunkowość, wychodząc spółkom naprzeciw, odchodzi od historycznej ewidencji - dziś chcemy wyceniać transakcje pod kątem przyszłych wartości. Inwestorów interesuje przyszły zwrot na kapitale, a nie zwrot historyczny.

Historia jest brana pod uwagę wtedy, gdy na jej podstawie prognozujemy przyszłość. Przyjmujemy więc zasady rachunkowości, które mówią o przyszłych zdarzeniach. Przypomina to marsz naprzód z głową do tyłu. Moment wyceny został przesunięty do przodu. I tu tkwi tajemnica "wyceny według wartości godziwej". Taka wycena to przyszłe korzyści ekonomiczne, szklane kule do wróżenia, jakie będą przyszłe zyski. Powstaje pytanie: kto ma lepsze kule? I tu staje przed nami drugi zasadniczy problem - odmienne zasady wyceny. Ta sama transakcja może być odmiennie wyceniana, tak długo, jak długo jest w toku. Trzecia kwestia - gdzie prezentujemy skutki z wyceny bilansowej? Standardy regulują mały wycinek rzeczywistości. A my tę rzeczywistość musimy z ich pomocą opisać. Mamy też zróżnicowany zakres informacji, bo MSSF wychodzą naprzeciw indywidualności - jednostka jednostce nie jest równa. O tym, gdzie jest większa indywidualność, mówią informacje dodatkowe.

Jest jeszcze jeden problem. Gdy weźmiemy sprawozdania finansowe, zobaczymy, że kapitały spółek są często wielokrotnie niższe niż kapitalizacja giełdowa. Dlaczego? Od czasu zniesienia niewolnictwa nie ma w bilansach ludzi. A co w dzisiejszej gospodarce opartej na wiedzy warte są sprawozdania bez ludzi? Dlatego MSSF to zmieniają. Teraz czynniki, które kreują wartość w firmie, można znaleźć w informacjach dodatkowych. I choć jesteśmy już na nowej drodze, do celu, jakim jest wycena wartości kadry, wartości systemu zarządzania wewnętrznego etc., jeszcze daleko. To będzie ewolucja, do której standardy się przymierzają.

Cash is the king

Na jakie wskaźniki finansowe wpływają nowe zasady rachunkowości? Przede wszystkim na zysk i wszystkie jego pochodne. Zysk bowiem jest zależny od zasad rachunkowości w ujęciu bilansowym. Załóżmy, że spółka ma 1 mln zł zysku bilansowego. W jej portfelu znajduje się należność na 1 mln zł, która nie została rozliczona. Osoba ostrożna powie, że jest to należność stracona - zysk wyniesie zero. Mniej ostrożna, że można odzyskać 500 tys. zł - zysk wyniesie 500 tys. zł. A urodzony optymista uzna, że tak długo jak jest szansa na odzyskanie tej kwoty, zysk wynosi 1 mln zł.

Niezależne od zasad rachunkowości są natomiast wszystkie wskaźniki oparte na przepływach pieniężnych. "Cash is the king". Nie da się manipulować przepływami pieniężnymi. Czy spółka ma należność 1 mln zł, 500 tys. zł czy 0 zł, one i tak wynoszą 0 zł. Nie jest kwestią przypadku, że w nowym sprawozdaniu finansowym, oprócz rachunku zysków i strat oraz bilansu, mamy także przepływy pieniężne.

To, co w nowych zasadach jest najtrudniejsze, to konieczność samodzielnego myślenia. Dziś już nie ma takich rozwiązań, że wystarczy wykonać zapisy ustawy. Panuje zasada wyższości treści nad formą. Zresztą zawsze w jakimś stopniu była ona obecna w polskiej rachunkowości, a mimo to rynkowi trudno ją zaakceptować.

Szacunki albo milczenie

Nowe zasady są bardziej rygorystyczne, jeśli chodzi o wartości szacunkowe, których rachunkowość jest pełna. Kto wie, jaka amortyzacja jest prawidłowa? Kto wie naprawdę, jakie należności są wątpliwe? Ale dla wartości szacunkowych nie ma alternatywy. Alternatywą jest milczenie, do czasu otrzymania konkretnych informacji.

Tylko jak wtedy funkcjonowałby rynek kapitałowy?

Jest jeszcze inna kwestia związana z MSSF, bardziej szczegółowa, a mianowicie większy wymóg porównywalności danych. Standardy są tak wymagające, że porównywalność ma dotyczyć nie tylko zjawisk prezentowanych kwotowo, ale także werbalnie, czyli okoliczności. Na pytanie, czy 500 tys. zł zysku to dużo czy mało, należałoby odpowiedzieć: zależy, jakie są obroty, nakłady, zwrot kapitału itd. Bez porównywalności sprawozdawczość finansowa byłaby nonsensem.

Koniec władzy księgowych

Nowa rachunkowość jest trzypoziomowa. Pierwszy poziom to zasady ogólne, drugi dotyczy branży, trzeci - spółki. Na poziomie ogólnym mamy uściślenie definicji grupy kapitałowej. Nadal zgodnie z polskim prawem i tradycją jest wiele jednostek, które nie są objęte sprawozdawczością grupy kapitałowej. Ustawa o rachunkowości daje zwolnienia małym grupom, małym spółkom lub spółkom, które mają być sprzedane albo zlikwidowane. A przecież nie jest tak, że to, co małe jest nieistotne. Jeśli ktoś tworzy grupę kapitałową, to dla rynku kapitałowego nie może być ona nieistotna. Ta nowość MSSF jest jednak ciężarem dla jednostek sprawozdawczych, szczególnie dla tych, które posiadają 20-30-proc. udziału spółek.

Kolejna zmiana to ostrzejsze przepisy odpisów z tytułu utraty wartości aktywów przeznaczonych do sprzedaży. Jednostka musi raportować wszystkie utraty wartości swoich aktywów. Koszt, jaki w swojej części poniosła, jest mało istotny. Jednostka musi powiedzieć, ile wynosi wartość aktywów dzisiaj, a to oznacza poważny problem, bo trzeba przygotować służby finansowe, które mają nie tylko księgować, ale także szacować. Księgowi umieją zaksięgować wartość z danego dnia, ale nie znają rynku. Do głosu trzeba dopuścić osoby, które znają rynek. A zatem kiedy rozmawiamy o wycenie, to nie pytamy księgowych, lecz pracowników marketingu, inżynierów itd. To oznacza, że przesuwamy ciężar sprawozdawczości z zamkniętego kręgu księgowych do osób, które znają rynek i mają wiedzę biznesową.

Kolejny obszar wspólny dla wszystkich spółek to całkowicie odmienne zasady fuzji i przejęć. Do tej pory jednostki mogły sobie wybrać w zasadach rachunkowości, w jaki sposób pokazać połączenie firm lub przejęcie. To uległo zmianie. Dziś jest obowiązek ujęcia wartości niematerialnych i prawnych oraz mniejsza możliwość tworzenia rezerw na restrukturyzację. Zarząd musi powiedzieć, jakie wartości szacunkowe tworzy, jakimi przesłankami się kieruje i dlaczego. Bardziej rygorystyczne zasady dotyczą także wartości firmy, czyli good will. W nowoczesnych firmach usługowych, w gospodarce wiedzy ta wartość stanowi ogromną pozycję bilansową. Za wartością firmy stoją: branding, wiedza pracowników, systemy wewnętrzne itd. Wszystko, co jednostka inwestuje, a co nie jest dokładnie ujęte w bilansie, manifestuje się w wartości firmy. Odchodzimy od mechanicznej amortyzacji, na rzecz testów. Oznacza to, że jeśli ktoś kupi firmę albo udziały w firmie, a ta jednostka stanie się częścią grupy kapitałowej, to musi przynajmniej raz w roku skontrolować jej wycenę. Skończyły się czasy, kiedy po zakupie firmy można było zapomnieć o transakcji.

Więcej wymaga się od spółek, ale przecież nie mają one szklanych kul do wróżenia. Jeśli więc chcemy mieć informację szybciej, musimy zaakceptować fakt, że margines popełnienia błędu będzie większy. Alternatywą dla takich szacunków jest milczenie do czasu uzyskania konkretnej wiedzy. Taka alternatywa zrodziła się po aferze ENRON-u - zarządy spółek amerykańskich stwierdziły, że nic nie będą mówić, bo cokolwiek powiedzą, będzie źle. Poinformują, gdy już wszystkiego będą pewne. Ale wtedy inwestor uzyska informacje po roku. Dziś w USA można obserwować odwrót od spontanicznego informowania. Nie musimy tego naśladować.