Z audytu do biznesu

Przez trzynaście lat zdobywałam doświadczenia w różnych firmach. nam życie organizacji, patrzą na liczby, ale widzą też, co robią ludzie. Inaczej wygląda praca, gdy biznes idzie dobrze, a inaczej, gdy w firmie dzieje się coś niedobrego - mówi Urszula Gąsior, wiceprezes zarządu i CFO Commercial Union Polska TUO.

Przez trzynaście lat zdobywałam doświadczenia w różnych firmach. nam życie organizacji, patrzą na liczby, ale widzą też, co robią ludzie. Inaczej wygląda praca, gdy biznes idzie dobrze, a inaczej, gdy w firmie dzieje się coś niedobrego - mówi Urszula Gąsior, wiceprezes zarządu i CFO Commercial Union Polska TUO.

Te trzynaście lat zawodowych doświadczeń to: audyt, doradztwo gospodarcze i zarządzanie finansami. Karierę rozpoczęła w wielkiej firmie audytorsko-doradczej, Arthur Andersen. Cztery lata temu przeniosła się do jednej ze spółek grupy Commercial Union Polska - Towarzystwa Ubezpieczeń Ogólnych. Pracując jako audytor, poznała wiele przedsiębiorstw różnych branż i sektorów, między innymi swojego obecnego pracodawcę. Ta praca przynosi jej wiele nowych doświadczeń - zajmuje nie tylko stanowisko wiceprezesa i dyrektora finansowego, ale również odpowiada za dział IT.

Zobacz również:



Z firmy Arthur Andersen odeszła, bo - jak twierdzi - chciała spróbować sił w biznesie, a grupa Commercial Union rozbudowywała właśnie spółkę prowadzącą ubezpieczenia majątkowe. Niewykluczone jednak, że była w tym również chęć zadośćuczynienia losowi. Na początku swojej drogi zawodowej odrzuciła karierę biznesową, choć ta była w zasięgu ręki. O motywach swoich wyborów mówi bez emocji: "Trudno dzisiaj weryfikować tamte decyzje. Wszystko toczyło się zgodnie z logiką, która wówczas wydawała mi się naturalna".

Prawda jednak jest taka, że na początku lat 90. przed absolwentką elitarnego wydziału handlu zagranicznego SGPiS (dziś SGH) wszystkie drzwi stały otworem. Jeszcze jako studentka nawiązała współpracę z zagranicznym inwestorem. Uczestniczyła w organizowaniu przedsięwzięcia, które zakończyło się sukcesem - spółka działa do dzisiaj i dobrze prosperuje. Wybrała jednak pracę w międzynarodowej firmie audytorsko-doradczej, bo - jak tłumaczy - nie chciała jeszcze kończyć nauki.

Road show na wydziale

Urszula GąsiorUrszula Gąsior"Gdy kończyłam studia, nie miałam określonej wizji kariery zawodowej. Znałam dobrze angielski, więc współpracowałam z inwestorami, którzy przyjeżdżali do Polski w poszukiwaniu partnerów. Ale cały czas rozglądałam się za inną pracą. Traf chciał, że na naszym wydziale miała prezentację firma Arthur Andersen. Przyszli młodzi ludzie, absolwenci handlu zagranicznego, którzy już tam pracowali. Świetnie wyglądali, mieli zadowolone twarze, opowiadali z werwą, chwalili system szkoleń, zagraniczne wyjazdy, podczas których poznawali firmę i zawód audytora. Wiedziałam, że na studiach byli prymusami. Zainteresowałam się tą prezentacją i tą ofertą. Po miesiącach zbierania informacji i przemyśleń oraz przejściu pomyślnie przez proces rekrutacji podjęłam decyzję - 31 sierpnia, dokładnie trzynaście lat temu, rozpoczęłam pracę w firmie Arthur Andersen".

Zaczęło się od pięciotygodniowego szkolenia, które - jak twierdzi - ustawiło jej życie zawodowe. Nie chodziło tylko o wiedzę z dziedziny finansów i rachunkowości, ale również o podejście do pracy. Szkolenie kończyło się egzaminem. Nie wszyscy zdali za pierwszym podejściem. Potem była druga tura - dwa tygodnie w Hiszpanii. Na to szkolenie przyjechali młodzi ludzie z całej Europy, z różnych biur firmy. Natychmiast po powrocie z Hiszpanii została rzucona na głęboką wodę. Jej pierwszym projektem był audyt i due diligence przedprywatyzacyjny w Fabryce Samochodów Małolitrażowych w Bielsku Białej. "Przez pierwszy miesiąc nie wracałam na weekendy do domu, ale to był tylko przedsmak tego, co mnie czekało. Pierwszy prawdziwy urlop miałam dopiero po dwóch latach" - wspomina.

Sto projektów

W ciągu dziewięciu lat pracy w firmie Arthur Andersen Urszula Gąsior uczestniczyła w blisko stu projektach. Najpierw były to projekty audytowe - małe i duże, prowadzone w firmach różnych branż. Często przedprywatyzacyjne. Co roku awansowała na kolejny szczebel. Zaczynała jako asystent, a po pięciu latach zdobyła stopień doświadczonego menedżera. Wówczas zdecydowała się przejść do działu doradztwa gospodarczego, który właśnie został wyodrębniony. Doszła do takiej wprawy, że potrafiła łączyć duże projekty z różnych sektorów. W jednym roku jednocześnie przygotowywała finansową część memorandum informacyjnego Powszechnego Banku Kredytowego (przyłączony do BPH) oraz wprowadzała na rynek operatora sieci GSM. Ostatnim projektem, jakim zajmowała się w firmie Arthur Andersen, było przygotowanie do prywatyzacji PZU SA.

Swoje przejście z audytu do doradztwa gospodarczego tłumaczy krótko: "Czułam, że jestem gotowa do zmiany. Postrzegałam przedsiębiorstwo szerzej niż tylko poprzez liczby i audyt. Dla mnie zawsze był to żywy organizm, w którym dzieje się wiele różnych rzeczy".

Nie tylko liczby

Jako doradca często zajmowała się firmami z sektora finansowego. Ponad rok spędziła w Poznaniu i we Wrocławiu, przygotowując projekty dla dwóch dużych banków: WBK i Banku Zachodniego. "Był to bardzo owocny okres w moim zawodowym życiu" - wspomina. "Kierowałam zespołem kilkunastu osób oddelegowanych przez te banki. Naszym celem była przebudowa procedur kredytowania podmiotów gospodarczych. Sporządziliśmy dokładny plan działania, zidentyfikowaliśmy problemy, które - jak się okazało - tkwiły nie tylko w procedurach. Ostatecznie zmieniliśmy procedury, ale także struktury organizacyjne i - co ważniejsze - sposób myślenia ludzi. Ci, którzy pracowali przy projekcie, byli nośnikami zmian w swoich macierzystych jednostkach i działach. Przekonałam się wtedy, jak bardzo duży wpływ na funkcjonowanie organizacji mają ludzie i jak wielkie znaczenie ma właściwe zarządzanie nimi. W tym przypadku sukces był również związany z dużym zaangażowaniem najwyższej kadry menedżerskiej. Sztuka polega na tym, by maksymalizować efekty, utrzymując firmę w dobrej kondycji, a jednocześnie dbać o ludzi, o zadowolenie klienta i o dobrą atmosferę pracy. To wymaga stworzenia odpowiedniej kultury korporacyjnej i jest znacznie trudniejsze niż prosta racjonalizacja procedur. Ale konieczne, bo w procedurach nie da się zapisać wszystkich zachowań".

Dziś, z perspektywy czasu ocenia, że praca w firmie Arthur Andersen dała jej ogromną wiedzę merytoryczną, ale także - co równie istotne - nauczyła, jak planować i wdrażać zmiany. Te doświadczenia okazały się bezcenne w późniejszej pracy w biznesie.

Czas na zmianę

Cztery lata temu odeszła z konsultingu do biznesu. Została wiceprezesem i dyrektorem finansowym w Commercial Union Polska Towarzystwie Ubezpieczeń Ogólnych. Jak mówi, nie przyszła do firmy całkiem obcej. Przez wiele lat była audytorem grupy CU. Dlaczego jednak podjęła decyzję o zmianie pracy, skoro konsulting dawał jej tyle satysfakcji?

"Uznałam, że nadszedł czas na zmiany. Moja decyzja nie miała nic wspólnego z kłopotami i podziałem firmy Arthur Andersen. Odeszłam wcześniej i bardzo przeżyłam to, co się stało później. Byłam zresztą jedną z założycielek stowarzyszenia byłych pracowników Arthur Andersen. Spotykamy się raz w roku, nasze środowiskowe kontakty są ciągle bardzo żywe. Motywem odejścia było przede wszystkim zmęczenie materiału, a także chęć sprawdzenia się w innej działalności. Mówiąc szczerze, miałam dość życia w rozjazdach, weekendów spędzanych na pakowaniu walizek, pracy przez trzydzieści sześć godzin bez snu. Zwykle do domu wracałam w piątek wieczorem, a w poniedziałek rano znów jechałam w Polskę. Doszłam do takiej wprawy, że nawet na wakacje pakuję się w ciągu godziny. Ta praca miała blaski, ale i cienie. Chciałam zacząć korzystać z wiedzy i doświadczenia, jakie już zdobyłam".

Przyznaje jednak, że aklimatyzacja w nowym miejscu nie była bezbolesna. W biznesie pracuje się w innym rytmie, w normowanym czasie, ciągle w tym samym biurze, wśród tych samych ludzi. Inny jest zakres obowiązków i odpowiedzialności. Inne problemy merytoryczne i rodzaje ryzyka, z którymi trzeba się mierzyć.

Najważniejsi są ludzie

Urszula Gąsior przyszła do spółki działającej w wąskiej niszy majątkowych ubezpieczeń gospodarczych. Jej przyjście miało związek z planami rozszerzenia działalności spółki. Cztery lata temu, gdy rozpoczynała pracę w TUO, prowadzono tam tylko ubezpieczenia dla firm. Obecnie towarzystwo oferuje również produkty ubezpieczeniowe dla osób fizycznych - wszystkie z wyjątkiem komunikacyjnych.

W TUO Urszula Gąsior pełni wiele funkcji, odpowiada również za dział IT. Przyznaje, że informatyka, choć powiązana z finansami, była dla niej czymś całkiem nowym: "Nigdy wcześniej nie wdrażałam systemów informatycznych ani nie zajmowałam się ich utrzymaniem. W TUO wdrożyłam jednak duży system administracji polis i szkód, opracowany na potrzeby rozwoju ubezpieczeń indywidualnych. Z moich doświadczeń wynika, że do zarządzania systemem IT potrzebna jest przede wszystkim znajomość biznesu i zarządzania procesami".

Rozwój działalności wymagał nie tylko wdrożenia systemu informatycznego, ale również zatrudnienia nowych ludzi. Urszula Gąsior osobiście bierze udział w rekrutacji pracowników do działów, którymi zarządza. "Z doświadczeń, jakie wyniosłam ze swojej wcześniejszej pracy, wynika, że ludzie są najważniejsi. Ważniejsi niż procedury i technologia. Ich wiedza, zaangażowanie i kultura przesądzają o sukcesie. Dlatego bardzo starannie wybieram pracowników, usiłuję ich motywować, by się uczyli i doskonalili swój warsztat zawodowy. Nie jestem oczywiście perfekcyjna. Ważne jednak, żeby wiedzieć, co jest najważniejsze i utrzymywać odpowiedni poziom zarządzania".

Współpraca z biznesem

Wcześniej zdobyte doświadczenia wpływają również na sposób i styl sprawowania funkcji dyrektora finansowego. "Znam dobrze życie organizacji i staram się tworzyć kulturę współpracy z biznesem" - mówi Urszula Gąsior. "Dzisiaj finanse wchodzą w nowe obszary funkcjonowania firmy. Kontroling, informacja zarządcza czy planowanie strategiczne są bardzo silnie powiązane z biznesem. Usiłuję wydobyć stamtąd jak najwięcej informacji. Widzę liczby, ale patrzę również, co ludzie robią, jak im idzie, czy są zadowoleni. To wiele mówi o tym, co się dzieje w firmie i co się będzie działo. Taki system wczesnego ostrzegania jest potrzebny, ale nie wystarczy. Trzeba również tworzyć ramy działania firmy, czyli procedury - procesy, systemy wspierające biznes. Takim wsparciem może być na przykład odpowiedni system planowania strategicznego".

W TUO Urszula Gąsior stworzyła taki system. Planowanie obejmuje trzyletni okres i ma charakter kroczący. W proces ten włączone są wszystkie działy biznesowe, a także finanse i IT. Najważniejszym etapem jest zbieranie informacji o rynku i konkurencji oraz identyfikacja nowych zjawisk. To wymaga pracy w terenie, rozmów z pracownikami innych firm, a nawet wcielania się w rolę ich klientów. W ten sposób również szeregowi pracownicy, a nie tylko menedżerowie uczestniczą w procesie planistycznym. "Każdy ma swój udział w budowaniu przyszłości firmy, a zarząd otrzymuje informacje z pierwszej ręki" - mówi Urszula Gąsior. "Z moich doświadczeń wynika, że o sukcesie organizacji przesądza zaangażowanie i wykorzystanie wiedzy oraz zdolności wszystkich jej członków. Prowadzenie biznesu przypomina grę zespołową. Na boisku ważny jest każdy gracz, trzeba jednak uzgodnić strategię i dobrze obstawić każdą pozycję".