Szkoła komandosów

Były szturmowiec i snajper okazał się sprawnym biznesmenem. Uczy tysiące osób, jak zachowywać się w ekstremalnych sytuacjach.

Były szturmowiec i snajper okazał się sprawnym biznesmenem. Uczy tysiące osób, jak zachowywać się w ekstremalnych sytuacjach.

Duży bank, przy okienkach kasowych kilkoro klientów, spokój i sterylna czystość. Nagle wpadają uzbrojeni bandyci w kominiarkach, krzyczą, każą wszystkim położyć się na podłodze, kasjerkom pakować do toreb pieniądze. Kolejny film z kronik kryminalnych? Nie, to tylko niedzielne szkolenie przeprowadzane przez Realistic Training and Security (RTS), firmę założoną przez byłego komandosa, Pawła Mosznera.

Zobacz również:



"Nie golę się od kilku dni, bo jutro robimy atak terrorystyczny" - zaczyna rozmowę. Będzie bojówkarzem-ekstremistą, uzbrojony po zęby, w towarzystwie zamaskowanych napastników, zaatakuje firmę, której szefowie postanowili nauczyć swoich pracowników, jak zachowywać się w sytuacji zagrożenia.

Jak pokonać strach

Podstawowe szkolenie, np. w banku, trwa 1 dzień. Duża część zleceniodawców po kilkunastu miesiącach organizuje kolejną sesję. "Najpierw z centralą banku uzgadniamy procedury, analizujemy zagrożenia, musimy ludziom wszystko wytłumaczyć, pokazać filmy z prawdziwych zdarzeń. Później przeprowadzamy ćwiczenia praktyczne - nasi ludzie wyposażeni w atrapy broni urządzają rodzaj teatru w banku - udają napad, pracownicy uczą się, jak powinni w takiej sytuacji postępować. Te ćwiczenia są nagrywane na wideo, po ćwiczeniach wszystko jest omawiane i analizowane przez instruktorów i słuchaczy szkolenia. Później robi się kolejne ćwiczenie. Oczywiście wszystko odbywa się według z góry wymyślonego scenariusza napadu, role są przydzielone, każdy wie, co będzie robił. Realizujemy prawdziwy szkoleniowy napad na bank. W miarę trwania szkolenia dodajemy nowe elementy, ważne są reakcje ludzi, nauczenie ich korzystania z systemów zabezpieczeń i postępowania po napadzie. Po wyjściu bandziorów ktoś musi przyjąć rolę frontowego menedżera, zarządzić, co trzeba zrobić, udzielić pomocy, zawołać policję, zabezpieczyć ślady, wykonać mnóstwo procedur. Dlatego w uzgodnionym momencie możemy wyeliminować dyrektora, pracownicy sami muszą wybrać przywódcę w takiej sytuacji" - wyjaśnia Paweł Moszner.

Wydawałoby się, że to może być dobra zabawa, ale tak nie jest. "Są płacze, omdlenia, panika. Uczymy w praktyce - czyli na przykład naprawdę przeprowadzamy ewakuację. Jeśli robimy ćwiczenia w firmach, to firmy są zamknięte, okna są przysłonięte, powiadomione są odpowiednie władze. Wszyscy pracownicy wiedzą, co się będzie działo. Takich rzeczy nie można robić z zaskoczenia. Na szczęście jeszcze nigdy sytuacja nie wymknęła nam się spod kontroli. Mamy na tyle opanowaną socjotechnikę, że uspokojenie paniki zajmuje nam kilka sekund. Przede wszystkim nie należy mylić strachu z przerażeniem, bo przerażenie paraliżuje, a kontrolowany strach pozwala wybrnąć z podbramkowych sytuacji. Sam bałem się wiele razy, to normalne" - twierdzi Paweł Moszner.

Skąd ten pomysł?

Zanim w 1998 r. utworzył firmę Realistic Training and Security, Paweł Moszner pracował w jednostkach antyterrorystycznych policji, w GROM-ie, w Służbach Specjalnych. "Przerwałem studia na wydziale ekonomii, żeby dostać się do jednostek specjalnych, to zawsze było moje marzenie, związane zresztą z oficerską tradycją rodzinną" - opowiada.

Dzięki znajomości angielskiego był wysyłany na wszelkie możliwe zagraniczne szkolenia. "Byłem szturmowcem i snajperem, w USA zdobyłem nawet puchar Top Gun dla najlepszego strzelca, pomagałem jako tłumacz szkolić naszych chłopaków, brałem wielokrotnie udział w akcjach bojowych, koordynowałem współpracę z jednostkami specjalnymi. Codzienność takiej pracy zdecydowanie różni się od tego, co pokazywane jest w filmach" - wspomina.

W strukturach wojskowych zdobył stopień podporucznika, odszedł z GROM-u, "gdy zaczęły się zawieruchy". Założył własną firmę zajmującą się ubezpieczeniami, później został kierownikiem ds. bezpieczeństwa w CocaColi Poland. Tam nauczył się nie tylko zasad bezpieczeństwa przemysłowego, ale również sztuki przetrwania w korporacji. "W CocaColi musiałem wszystkiego nauczyć się od początku, położyć uszy po sobie, nie udawać komandosa, nie opowiadać wojennych historii, bo to nie jest żaden atut biznesowy. Jeśli ktoś jest z GROM-u i ma dodatkowe umiejętności to świetnie, ale sam GROM to za mało" - mówi.

Podsumował swoje bogate i różnorodne doświadczenia i doszedł do wniosku, że można to przekuć w ciekawą działalność biznesową. "Wymyśliłem firmę, która odnalazła się w całkiem sporej niszy rynkowej" - podkreśla Paweł Moszner.

Kto opłaca komandosa

Pierwszym klientem Pawła Mosznera była spółka córka dużego banku, zajmująca się przewożeniem gotówki. Wraz ze swoimi byłymi kolegami z GROM-u opracował tak dobre szkolenie, że usługi zamówił cały bank. "Mój pierwszy kontrakt opiewał od razu na cały kraj. Duży projekt szkoleniowy dla banku oznacza kilkaset realizacji na terenie całej Polski we wszystkich oddziałach instytucji. Pracuje przy tym ok. 25 osób z naszej firmy" - mówi Paweł Moszner. Dla banków takie szkolenia to obowiązek, element BHP, pracownicy powinni zrozumieć, na czym polega zagrożenie i w razie niebezpieczeństwa zachować się prawidłowo i zminimalizować ryzyko.

Szkoli się wybrany personel, zwykle z działów związanych z bezpośrednią obsługą klienta, osoby pracujące na sali operacyjnej. Wiele dużych banków korzysta ze szkoleń RTS również w centrach obliczeniowych, w wysokich budynkach, gdzie przeprowadza się szkolenia na wypadek ataku terrorystycznego, straszenia bombą, wybuchu, ostrzału obiektu.

"Jeśli ten przykry przypadek spotka akurat szkoloną przez nas placówkę bankową, ludzie będą mieli wiedzę i doświadczenie, jak się zachować, nie sprowokować dodatkowo napastników, a po zdarzeniu odpowiednio zareagować i zminimalizować ewentualne straty. Mamy już na koncie kilka oddziałów różnych banków, które były kiedyś przez nas szkolone, a później padły ofiarą prawdziwych napadów i wyniki są bardzo dobre, tzn. nic się nikomu nie stało, ludzie wykonali wszelkie niezbędne czynności, również po napadzie, zaopiekowali się klientami" - chwali się Paweł Moszner.

Firma prowadziła też szkolenia dla sieci restauracji: na wypadek napadu, wymuszeń, demonstracji antyglobalistów, demolowania lokali, straszenia bombą czy po prostu agresywnych klientów. "Uczymy także elementów obsługi klienta, nie tylko w bankach, ale w firmach, gdzie są kasy, gdzie operuje się gotówką, gdzie zdarzają się klienci nerwowi, straszący personel" - wyjaśnia Paweł Moszner. Teraz RTS przygotowuje się do szkolenia międzynarodowego zarządu dużej firmy, którego członkowie często podróżują samolotami. Paweł Moszner ma uprawnienia (jako jedna z 22 osób w Polsce) agenta ochrony lotnictwa cywilnego Sky Marshall, nadane przez rząd USA.

Z usług RTS korzystali nawet pracownicy Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Szkolenia wiążą się nie tylko z napadami, z bandytyzmem, ale również z terroryzmem międzynarodowym.

Po zdarzeniach w moskiewskim teatrze na Dubrowce zaczęły się do firmy RTS zgłaszać polskie teatry z prośbą o przeszkolenie. Firma przygotowuje także, za symboliczne pieniądze, wykłady dla szkół, uczy kadrę pedagogiczną, jak dbać o bezpieczeństwo, jak zachować się w razie ataku terrorystów. Szkolenia zamawiają także sieci sprzedaży samochodów, firmy, które były straszone lub które mają siedziby w dużych budynkach, prywatne osoby, które chcą zapewnić sobie i swojej rodzinie bezpieczeństwo.