Gady w korporacji?

Czy zetknęli się Państwo z określeniem ''gad'' w odniesieniu do przełożonego czy kolegi? Ktoś, kto zasłużył na taki przydomek, musi być wyjątkowo niesympatyczny - złośliwy, zgorzkniały, chciwy, małostkowy oraz bezwzględny w pilnowaniu i sprawowaniu swojej władzy.

Czy zetknęli się Państwo z określeniem ''gad'' w odniesieniu do przełożonego czy kolegi? Ktoś, kto zasłużył na taki przydomek, musi być wyjątkowo niesympatyczny - złośliwy, zgorzkniały, chciwy, małostkowy oraz bezwzględny w pilnowaniu i sprawowaniu swojej władzy.

W wielu firmach częściej niż o gadach mówi się o dinozaurach. To mniej drastyczna etykietka. Przyczepia się ją zwykle osobom, które w uderzający sposób różnią się od większości, i to na niekorzyść - są konserwatywne, nie nadążają za duchem zmian wprowadzanych w firmie, w relacjach z ludźmi i w pracy kierują się sztywnymi zasadami, które wymagają przystosowania do istniejących w zespole warunków. A przy tym wcale nie muszą przekraczać średniej wieku w przedsiębiorstwie. Są to ludzie, którzy nie pasują do miejsca, w którym pracują, nie realizują się w stale ewoluującym biznesie i ciągle odnawiającej się kulturze zespołu czy firmy. I ten proces pogłębia się - z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc... Z punktu widzenia nowej dziedziny nauki - psychologii ewolucyjnej - takie gady czy dinozaury to nie jakiś szczególny gatunek nieprzystosowanych pracowników i toksycznych przełożonych, ale ludzie, którzy częściej niż inni działają pod wpływem programów i impulsów tzw. starej części mózgu.

Zobacz również:



W 1989 r. w Stanach Zjednoczonych ukazała się książka A. Bernsteina pt. Dinosaur brains. Jej autor opisał atawistyczne programy, w które wyposażony jest ludzki mózg. Prosta metafora mózgu dinozaura pomaga nam zrozumieć, dlaczego ludzie, którzy na co dzień zachowują się rozsądnie i normalnie - nagle pod wpływem jakiegoś impulsu, często niezauważalnego, stają się niewiele mądrzejsi od gadów. Gdy zaczynamy krzyczeć, czepiamy się wszystkich o wszystko, gdy nagle mamy pustkę w głowie albo wpadamy w panikę w obawie przed oceną lub nieudanym wystąpieniem - to po prostu znaczy, że do głosu doszedł właśnie nasz mózg dinozaura. Gdy nagle stajemy się niezwykle podekscytowani i gdy zaczyna nas fascynować osoba płci przeciwnej, która przed chwilą pojawiła się w najbliższym otoczeniu, i całkowicie głupiejemy z jej powodu - możemy być pewni, że nasz system wewnętrznej regulacji przechodzi na program logiki jaszczurów. Na czym taki program polega? Logika jaszczurów sprowadza się do siedmiu prostych programów. Mogą one być realizowane na różne sposoby, zależnie od warunków związanych z miejscem, czasem czy kulturą.

Po pierwsze - impulsywność

Kliknij, aby powiększyćGady nie umieją czekać. Myślenie mózgu dinozaura jest krótkoterminowe - pisze Albert Bernstein - i związane z silnym zaangażowaniem emocjonalnym. Mózgi dinozaurów na stanowiskach kierowniczych działają zawsze od przypadku do przypadku i nigdy nie mają czasu, by planować z dużym wyprzedzeniem. Są nieustannie podekscytowane. Pogrążają swoich współpracowników w chaosie i wywołują u nich objawy stresu. Impulsywność w biznesie może być czynnikiem strategicznej przewagi. Autorytety współczesnego marketingu mówią, że w dobie przemian, w której przyszło nam żyć, jedyna słuszna zasada i strategia marketingowa brzmi: Wyczuwaj i reaguj. Z drugiej strony - realizacja każdej średnio- czy długofalowej strategii wymaga zarządzania własnymi emocjami, nie zaś działania pod wpływem impulsu. Dotyczy to zarówno relacji z klientem i dostawcą, zarządzania ludźmi, jak i związków rodzinnych. Tylko święty albo osoba całkowicie od kogoś zależna - a w biznesie tych pierwszych chyba nie mamy, a drugich nie chcemy - mogłaby znieść czyjeś wszystkie impulsywne reakcje bez uszczerbku dla wzajemnej relacji i dla siebie samej.

Po drugie - uniwersalność

Program, który od milionów lat dzielimy z gadami i zwierzętami w kolejnych fazach ewolucji - to atawizm ucieczki lub walki. O reakcji "walcz lub uciekaj" dowiadujemy się zwykle podczas dyskusji o funkcjonowaniu człowieka w stresie. Reakcja "walcz lub uciekaj" stanowi program niezbędny do automatycznych zachowań w sytuacjach ekstremalnych - na wypadek fizycznego lub biologicznego zagrożenia. Może to być pożar, lawina, trzęsienie ziemi czy fizyczny atak. Jeśli natomiast ktoś na nas krzywo spojrzy, gdy mamy przykre skojarzenia, gdy boimy się przeszkód, które możemy spotkać na swojej drodze, i wszystko to źle znosimy - drugi program na pewno nam nie pomoże. Gdy w kontaktach osobistych lub biznesowych zaczyna w nas działać mechanizm "przegryźć komuś tętnicę albo natychmiast wycofać się z tej sytuacji" - to przeważnie musimy wznieść się ponad te impulsy i nie dopuścić do bezpośredniej reakcji. To z kolei bardzo dużo nas kosztuje i w ten sposób powstaje błędne koło stresu. Zdecydowanie zbyt rzadko zwraca się uwagę na inną jeszcze reakcję, która towarzyszy atawizmowi "walcz lub uciekaj". Reakcją tą jest znieruchomienie - postawa, którą gady i zwierzęta wyższych rzędów przyjmują w obliczu zagrożenia. Jeśli stajesz przed grupą ludzi i czujesz nagle pustkę w głowie - najprawdopodobniej w archaicznych częściach Twojego mózgu uruchomił się właśnie ten program. (...)

Po siódme - dwór

Program ten pozwala zrozumieć religijnych fundamentalistów, a także przedsiębiorców i menedżerów, którzy zmieniają swoje firmy w feudalny dwór, totalitarną organizację lub w biznesową sektę. Program jest bardzo prosty: każdy podobny do mnie jest dobry, każdy inny niż ja - zły. Proszę przeczytać na przykład wydane niedawno wywiady z ojcem Rydzykiem, by mieć czystą egzemplifikację wpływu takiego programu na myślenie inteligentnego człowieka. Ale zaraz potem proszę posłuchać, co tak naprawdę widzą w Państwa sposobie obrazowania świata Wasi partnerzy i podwładni.

Fragment najnowszej książki Jacka Santorskiego "Skutecznie i z klasą", która ukazała się w Wydawnictwie Jacek Santorski & Co.

Śródtytuły i skróty pochodzą od redakcji.