Business Intelligence przybywa inteligencji

Business Intelligence przydaje się nie tylko do prostego wyszukiwania danych. Firmy używają rozwiązań tego typu do wypatrywania szczególnie dobrze sprzedających się produktów, obniżki kosztów i wynajdowania nowych sposobów prowadzenia biznesu.

Business Intelligence przydaje się nie tylko do prostego wyszukiwania danych. Firmy używają rozwiązań tego typu do wypatrywania szczególnie dobrze sprzedających się produktów, obniżki kosztów i wynajdowania nowych sposobów prowadzenia biz nesu.

Na pierwszy rzut oka wyglądało to na mało ciekawy model ryby przymocowany do imitacji deski. Gdy się jednak obok tego przychodziło, ryba odwracała swój łeb, otwierała gębę i zaczynała śpiewać znany przebój "Don't Worry, Be Happy" lub "Take Me to the River". Kicz do kwadratu. A poza tym istna kopalnia pieniędzy dla właścicieli sklepów sieci True Value mających to cacko w sprzedaży. "To był prawdziwy przebój" - mówi Neil Hastie, były CIO TruServ, spółdzielni zrzeszającej około 7 tys. niezależnych detalistów handlujących wyrobami przemysłowymi. "Sprzedawało się to na pniu". Tak więc gdy producent ryby wypuścił na rynek świstaka śpiewającego "I'm All Right", przebój z filmu "Golfiarze", wyglądało na to, że oto handlowcom trafia się kolejny pewniak. "Wszyscy pomyśleli sobie, że to będzie powtórka ze śpiewającej ryby i składali nieprzytomne zamówienia na te świstaki" - wspomina Hastie. "No i obudziliśmy się z górami tych zwierzaków na półkach, których nikt nie chciał brać nawet za darmo".

Zobacz również:



Na swoje szczęście TruServ posługiwała się programem Business Intelligence (BI), który pozwolił jej w miarę wcześnie zorientować się, że świstaki-śpiewaki to potężny niewypał, dzięki czemu dało się anulować część zamówień na wokalne gryzonie i odzyskać część zadatkowanych na nie pieniędzy. Zdolność do szybkiego orientowania się w ogromnej masie danych może przesądzać o przewadze konkurencyjnej przedsiębiorstwa - i to właśnie dlatego wiele firm nie może się obejść bez BI.

CIO bynajmniej nie opływają w dzisiejszych czasach w gotówkę, jednak na BI spoglądają łakomym okiem. Z ankiety przeprowadzonej w 2003 r. przez Forrester Research wynika, że 45% badanych firm zamierzało w tym roku kupić rozwiązanie BI. Teraz już wiemy, skąd się wziął bardzo pokaźny wzrost dochodów dostawców, takich jak Business Objects czy Cognos. Mający w ręku najnowsze narzędzia BI pracownicy działów biznesowych firm nie muszą już czekać, aż dział IT wygeneruje dla nich zawiłe raporty, ale sami mogą w każdej chwili pobuszować sobie w interesujących ich danych. Takie upowszechnienie dostępu do danych pomaga ich użytkownikom podejmować decyzje biznesowe w oparciu o konkretne cyfry, a nie jedynie "na czuja".

Dzięki szerokiej palecie zastosowań BI firmy mogą się pochwalić imponującymi zwrotami z inwestycji w te rozwiązania. BI służy do wynajdowania sposobów ograniczania kosztów oraz nowych okazji do robienia interesów, do sporządzania czytelnych raportów z danych zgromadzonych w systemach ERP, do szybkiego reagowania na zmiany popytu w handlu detalicznym i do optymalizacji cen.

Larry Downes, konsultant specjalizujący się w strategiach biznesowych i autor książek "Unleashing the Killer App" i "The Strategy Machine", wyjaśnia, że na ogół skąpi CIO wydają pieniądze na BI tak lekką rączką, bowiem sumy, jakie tu wchodzą w grę, są stosunkowo niewielkie, ale za to zwracają się nad wyraz szybko. "W przypadku większości firm niewykorzystane dane to nadal wspaniała kopalnia możliwości poprawy wydajności i konkurencyjności" - mówi Downes. Według jego szacunków, firmy produktywnie wykorzystują jedynie jakieś 20% z posiadanych przez siebie danych.

Potencjał drzemiący w niewykorzystanych danych zależy oczywiście od jakości owych danych. Wdrażanie BI ma sens jedynie wtedy, gdy gromadzone dane są "zdrowe". Jak zauważa Laurie Orlov z firmy Forrester, niektóre firmy tak się podnieciły możliwościami BI, że nakupowały sobie rozmaitych systemów, które nie zawsze dają się łatwo zintegrować. Duże firmy nierzadko mają co najmniej pięć platform BI. Orlov przestrzega też przed przeładowaniem informacyjnym. Pewien CIO opowiadał jej, jak to 100 tys. pracowników jego firmy otrzymało dostęp do setek paneli sterowania, co dało efekt taki, jakby pragnącemu się napić łyczek wody wetknięto do ust strażacką sikawkę.

Czas brać się za te dane

Wiele firm ima się rozwiązań BI, by dokopać się do wartościowych informacji tkwiących bezproduktywnie w trzewiach potężnych systemów korporacyjnych. "Sporo firm wpakowało ciężkie pieniądze w systemy ERP i CRM i niekoniecznie doczekało się planowanych zwrotów z tych inwestycji" - mówi Rebecca Wettemann, wiceprezes ds. badań w firmie Nucleus Research. "Firmy te mają nadzieję, że inwestując stosunkowo niewielkie pieniądze w BI, uda im się wycisnąć więcej wartości z zakupionych wcześniej systemów".

Firma FiberMark North America, producent specjalistycznych opakowań i papieru, wydała 4,5 mln dolarów na system ERP firmy J. D. Edwards i kolejne 3,5 mln dolarów na Oracle, a wciąż ma trudności z dogrzebaniem się do przydatnych jej danych. "Systemy ERP zazwyczaj wspaniale gromadzą dane, ale do raportowania nadają się jak pies do orki" - mówi Joel Taylor, dyrektor ds. systemów informacyjnych. "Aż skręcało nas, żeby móc szybko dobierać się do ważnych informacji". Taylor wyłożył niecałe 75 tys. dolarów na QlikView, program firmy QlikTech, który wyławia dane z systemu J. D. Edwards, arkuszy Excela oraz z baz danych Oracle i Access, po czym umieszcza je w pamięci RAM serwera (tym samym eliminując potrzebę stworzenia hurtowni danych).

Do tej pory FiberMark co miesiąc drukowała każdemu ze swych 29 handlowców tysiącstronicowy raport dotyczący sprzedaży. Teraz ludzie Taylora pokazali każdemu z nich, jak mogą w każdej chwili uzyskać dostęp do danych składających się na ten raport za pośrednictwem firmowego intranetu. "Po króciutkim, zaledwie piętnastominutowym szkoleniu, ludzie ci byli już z tym rozwiązaniem za pan brat" - relacjonuje Taylor. "Teraz drukują sobie po cztery strony miesięcznie, a nie po tysiąc". Taylor obliczył, że QlikView zwrócił się już po dziewięciu miesiącach, biorąc pod uwagę jedynie oszczędności, jakie przyniósł w zakupach papieru i tonera oraz w zużyciu eksploatacyjnym drukarek. Co ważniejsze jednak, zarówno handlowcy, jak i ich przełożeni mogą teraz posługiwać się danymi aktualizowanymi każdego dnia.

Gdy w 1999 r. Quaker Chemical stała się firmą o zasięgu globalnym, jej nowo mianowany CIO Irving Tyler stanął nagle przed zadaniem wygenerowania spójnego obrazu firmy jako całości na podstawie danych napływających z 14 różnych systemów transakcyjnych. Tyler miał już doświadczenie w tworzeniu hurtowni danych gromadzących informacje o amerykańskich i europejskich klientach oraz produktach firmy, tak więc postanowił rozbudować swoje rozwiązania do odpowiedniej skali i umożliwić użytkownikom danych dostęp do (teraz już ogólnoświatowej) hurtowni poprzez online'owe narzędzie BI firmy SAS. Budowa nowego rozwiązania zajęła trzy miesiące.