Przykład idzie z góry

... ale czy tak się stanie w przypadku Sądu Najwyższego, który w organizacji pracy, opartej na technologiach informatycznych, góruje samotnie nad manufakturą sądów powszechnych?

... ale czy tak się stanie w przypadku Sądu Najwyższego, który w organizacji pracy, opartej na technologiach informatycznych, góruje samotnie nad manufakturą sądów powszechnych?

Bardzo trudno jest się uwolnić od stereotypu mickiewiczowskiego ostatniego woźnego trybunału Brzuchalskiego Protazego. Woźny sądowy przecież nosi pozwy i ucieka w konopie. Skrada się cichcem przez ogródek domowy, żeby wręczyć pozew. Ryzykuje życie, jeśli pozwany w szale przystawia mu pistolet do piersi i "każe wleźć pod stół i ów pozew psim głosem odszczekać". Jak to pogodzić z pracą współczesnych woźnych Sądu Najwyższego - nie dość, że głównie kobiet, to jeszcze obsługujących komputerowo sądową korespondencję.

"Dostęp posiadają wszyscy pracownicy (w tym woźni sądowi) i sędziowie Sądu Najwyższego. Każdy użytkownik dysponuje własnym komputerem lub terminalem sieciowym. Sale sądowe oraz sale posiedzeń są dodatkowo wyposażone w stacjonarne terminale" - opowiada Andrzej Piaskowski, szef Zespołu Informatyki Sądu Najwyższego. - "Zinformatyzowano merytoryczną działalność administracji sądowej, tj. Izb, wydziałów, Biura Orzecznictwa i biura podawczego oraz archiwum w zakresie administracyjnej obsługi orzekania i rejestracji orzeczeń Sądu Najwyższego dzięki zintegrowanemu systemowi Supremus", powstałemu w firmie Polska OnLine". To nie koniec: w zintegrowanym przez warszawską spółkę ATM systemie informatycznym działają: księgowość, finanse, kasa, kadry, rejestry materiałowe i wyposażenia. Skoro jest tak dobrze w jednym sądzie, czemu jest tak źle w innych?

Si in ius vocat ito*

"Informatyzacja Sądu Najwyższego (SN) była zadaniem stosunkowo łatwym i tanim wobec problemów, z którymi na co dzień stykają się np. sądy rejonowe" - twierdzi Lech K. Paprzycki, prezes Sądu Najwyższego. - "Nie musimy przesłuchiwać świadków, sporządzać tysięcy stron dokumentacji procesowej. Liczą się zaskarżony wyrok i kasacja, którą rozpoznajemy".

Zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym: "Sąd Najwyższy jest naczelnym organem sądowym w Rzeczypospolitej Polskiej". Podstawowa działalność sprowadza się do orzekania o kasacji od wyroków sądów II instancji oraz podejmowania uchwał wyjaśniających przepisy prawne. Tradycyjnie SN orzeka o zgodnoś-ci z prawem wyników wyborów parlamentarnych, prezydenckich i samorządowych.

W związku z tym system informatyczny musiał odzwierciedlać tę specyfikę, przede wszystkim usprawniać obieg informacji i dokumentów w ramach wspomagania administracyjnej obsługi procesu orzekania oraz ułat- wiać sędziom szybki dostęp do orzecznictwa. "Stworzyliśmy po raz pierwszy w Polsce kompletny i spójny system odnoszący się do pracy sądu, wykorzystujący technologię Lotus Notes" - przekonuje Andrzej Piaskowski. - "Wcześniej opracowywane systemy były nastawione bardziej na wspomaganie obsługi administracyjnej poprzez prowadzenie elektronicznych kopii używanych w sądach rejestrów, dzienników i skorowidzów. Informatyczne narzędzia usprawniają wyszukiwanie informacji, pozwalają wykorzystać wewnętrzne, strukturalne relacje występujące w strukturach danych. Aplikacja Supremus spełnia oczywiście także i te funkcje, jej prawdziwa wartość leży jednak, naszym zdaniem, gdzie indziej".

Zdaniem Józefa Iwulskiego, sędziego SN, który wraz z sędzią Jackiem Gudowskim i Andrzejem Piaskowskim jest współautorem koncepcji systemu Supremus, to "gdzie indziej" leży np. w przyjęciu zasady o nadrzędności dokumentacji elektronicznej nad papierową. Najpierw w systemie informatycznym powstaje dokument, który dopiero później jest drukowany. Jednakże dokumenty papierowe, zwłaszcza przychodzące, nie są konwertowane do postaci elektronicznej. "Sąd Najwyższy z zasady nie przechowuje nadesłanych akt prowadzonych spraw. Przechowywane są tylko akta własne, wytworzone w SN. Wyjątkiem będzie treść wniosku kasacyjnego (zwykle krótkiego), którego obraz będzie dostępny z repertorium sprawy" - tłumaczy Józef Iwulski.

Andrzej Piaskowski podkreśla inne istotne założenie, że jeśli sędzia ma prawo wyboru, czy korzystać w pracy z komputerów, czy też nie, to pracownik administracyjny jest do tego zobligowany. "System musi się dostosować do sędziów" - konstatuje. Toteż gdy któryś z sędziów nie może lub nie chce osobiście sporządzić elektronicznie np. uzasadnienia, gdzie rola pracownika administracyjnego sprowadziłaby się tylko do dokonania odpowiedniej rejestracji w systemie komputerowym, to wtedy maszynistka Izby utworzy odpowiedni zbiór na podstawie rękopisu sędziego.

Inny przykład: zarządzenie sędziego przewodniczącego, które musi być w aktach, może powstać poprzez uzupełnienie odpowiedniego elektronicznego formularza osobiście przez sędziego. Sędzia może także przygotować zarządzenie na dostarczonej mu kopii papierowej. W takim przypadku zapis elektroniczny zostanie uzupełniony przez pracownika administracyjnego i autoryzowany przez sędziego.