Czas to pieniądz

Problem roku 2000 nabiera rozpędu. Im bliższa staje się magiczna data, tym większy wokół tematu rozgłos.

Problem roku 2000 nabiera rozpędu. Im bliższa staje się magiczna data, tym większy wokół tematu rozgłos.

Na listach dyskusyjnych i w prasie coraz częściej możemy przeczytać wypowiedzi osób, których w jakiś sposób sprawa ta dotyczy lub interesuje. Nie zazdroszczę sytuacji informatykom i ich przełożonym, odpowiedzialnym za eksploatację systemów w dużych przedsiębiorstwach. Oczywiście na pierwszy plan wysuwają się banki, w których problem odliczania czasu jest związany bezpośrednio ze stroną finansową. Przeoczenie braku odporności oprogramowania na zmianę tysiąclecia może skończyć się tragicznie. A możliwość takiej wpadki jest bardzo prawdopodobna, biorąc pod uwagę, że w bankach zwykło się stosować wachlarz aplikacji, różnego autorstwa i przeznaczenia.

Sprawa banków interesuje mnie w kontekście daty wyłącznie z punktu widzenia klientów. Oby nie okazało się, że niektóre z tych instytucji nie będą mogły zrealizować pewnych transakcji, gdy system informatyczny odmówi posłuszeństwa z początkiem nowego wieku. Ciekawa zapewne będzie noc sylwestrowa dla pracowników departamentów informatyki. Jednak nad bankami nie można się użalać. Ich jedynym zadaniem jest takie operowanie finansami klientów, aby można je było oddać do dyspozycji właściciela zgodnie z zawartymi umowami, czyli np. na życzenie. Instytucje te nie cierpią biedy, więc na pewno stać je na przygotowanie i sfinansowanie działań zapobiegających syndromowi 2000.

Mam nadzieję, że za półtora roku nie usłyszymy tłumaczeń: nie zdążyliśmy, przegapiliśmy, nie przewidzieliśmy, robiliśmy wszystko co w naszej mocy itd. Klientów nie powinno to obchodzić. Choć odliczanie nabiera tempa, to problem roku 2000 był sygnalizowany od dosyć dawna i nadawanie mu znamion wiadomości z ostatniej chwili byłoby zupełnym nieporozumieniem. Jeżeli gdzieś został zlekceważony, to jest to winą osób odpowiedzialnych, nie zaś braku informacji. Po przeszukaniu podręcznego archiwum stwierdziłem, że pierwsze wzmianki dotyczące problemu ukazały się w Computerworldzie co najmniej dwa i pół roku temu (w styczniu 1996 r.). Wynika z tego, że na przygotowanie stosownych procedur czasu było dużo.

Niestety, w mentalności ludzkiej tkwi coś takiego, że im dalej do ostatecznego terminu, tym bardziej sprawa jest lekceważona. Gdy godzina "0" nieubłaganie się przybliża, popłoch robi się coraz większy, a działanie nie zawsze bywa racjonalne i pozbawione pomyłek.

Na zakończenie nie pozostaje mi nic innego, jak zareklamować Computerworld, zamieszczający właściwą informację w odpowiednim czasie. Bardzo mnie też interesuje czy są jeszcze informatycy, nie znający problemu roku 2000 - być może ktoś bardzo się zdziwi, gdy w nowym tysiącleciu program przestanie działać.