Wyzwania menedżera, czyli quick winsy jak hamburgery

Rzeczy genialne są proste, powinny dać się zrealizować w pięć minut! Ci, którzy twierdzą, że zanim zabierzemy się do pracy, trzeba problem przemyśleć, przeanalizowaći zaplanować - muszą wyginąć jak mamuty.

Rzeczy genialne są proste, powinny dać się zrealizować w pięć minut! Ci, którzy twierdzą, że zanim zabierzemy się do pracy, trzeba problem przemyśleć, przeanalizowaći zaplanować - muszą wyginąć jak mamuty.

Bez względu, na jaki szczebel menedżerskiej kariery rzucą nas wichry historii naszej korporacji, jedna zasada pozostaje bezwzględnie prawdziwa: sukcesy trzeba osiągać często!

Zobacz również:

Długość interwału czasowego określanego jako "często" bywa zróżnicowana wieloma czynnikami. Zazwyczaj jednak wynika ona z kalendarza cyklicznych spotkań z szefem. Zasada jest prosta. Każda cykliczna operatywka u szefa rozpoczyna się sakramentalnym i bynajmniej nieretorycznym pytaniem o najważniejsze wydarzenia mijającego tygodnia. Jakże niebezpiecznie i niestosownie jest w takiej sytuacji spuścić wzrok na blat stołu i wybąkać: Pracujemy jak zwykle... Rzetelna systematyczna praca nie jest bowiem żadnym wytłumaczeniem dla braku spektakularnych sukcesów. Podobnie jak wytłumaczeniem dla braku sukcesów nie może być długofalowość podejmowanych działań. Wszak przed tym samym co my dylematem - czym się dziś u szefa pochwalić? - staje również nasz terroryzowany cyklicznością raportowania przełożony…

Cóż zatem począć? Zrozumieć, polubić i poddać się sile rozpędu sukcesu, jaki z racji przynależności do korporacji przypadł nam w udziale. W wiekach średnich nawet srogich udzielnych władców nie irytowały ciągnące się sto lat wojny i budowane przez dziesięciolecia zamczyska. Powolny tryb życia jakoś naturalnie przekładał się na powolny rytm odnoszenia sukcesów, co razem stanowiło o harmonijnym porządku świata.

Dziś wszystko pędzi

To, co mamy zrobić jutro, potrzebne jest nam na wczoraj. Nasze życie kwantyfikuje się do coraz mniejszych interwałów czasowych, poświęcanych poszczególnym zadaniom i od tego trendu na razie nie ma odwrotu. O ile średniowieczny woj mógł bez uszczerbku na honorze spędzić trzy dni na tropieniu zwierzyny, by wróciwszy po tygodniu do domu, zaczekać jeszcze dobę na smakowity stek z niedźwiedzia, o tyle w realiach XXI wieku większość z nas do domowego stołu siada od święta lub w wyjątkowo wolną od pracy niedzielę. Mimo ruchu oporu społeczności slowfood przeciętny, zapracowany człowiek sukcesu połyka w biegu fastfoodową kanapkę i wbrew opiniom dietetyków - wciąż żyje!

Ta sama zasada obowiązuje w obszarze sukcesu zawodowego. Nikt nie ma czasu i cierpliwości czekać na efekty swojej lub cudzej pracy pół roku. Rzeczy genialne są wszak proste, powinny się zatem dać zrealizować w pięć minut! Ci, którzy uparcie twierdzą, że zanim zabierzemy się do pracy, trzeba problem przemyśleć, przeanalizować i może nawet zaplanować, muszą wyginąć jak mamuty.

Quick wins

Quick wins to obok hamburgera najdonioślejszy wynalazek XX wieku! Miejmy tylko nadzieję, że zjawisko nie będzie miało równie nieodwracalnych dla przyszłości ludzkości skutków jak wynalazki Gutenberga czy Edisona. Quick winsy bowiem, oprócz niewyobrażalnych zasług w budowie korporacyjnej kariery, niszczą (oby niebezpowrotnie) kulturę pracy systematycznej i planowej. Zasada mówiąca o tym, że każde długofalowe działanie można bez szwanku dla całości podzielić na zadania mniejsze, nie do końca sprawdza się w praktyce. Każdy, kto dzieckiem będąc, próbował rozłożyć dużą zabawkę na kilka mniejszych części, wie, że operacja ta niemalże zawsze kończyła się sukcesem. Niestety, nie można tego samego powiedzieć o próbach realizacji operacji odwrotnej. Nie każda rozłożona na części zabawka dawała się później złożyć w całość. Jeszcze mniejszy odsetek zabawek złożonych z sukcesem w całość zachował posiadaną wcześniej funkcjonalność. Podobnie rzecz ma się z dużymi i skomplikowanymi przedsięwzięciami realizowanymi przez naszą korporację. Jednak w tym przypadku całą sprawę poważnie komplikuje fakt, że o ile podział przedsięwzięcia odbywa się (co oczywiste) w sferze niematerialnej, czyli w fazie projektu, o tyle jego ponowne asemblowanie nastąpić musi już w realu… Ale nie powinno nas to zniechęcać! Podział projektu na małe, szybko osiągalne sukcesiki (czy to, jakże urocze, określenie mogłoby wyrugować z ojczystej nowomowy quick winsy?) daje wszak wielu menedżerom szanse na systematyczne i, co równie ważne, równoległe w czasie osiąganie sukcesów. Niestety, niejako dla przeciwwagi podział taki generuje dodatkowe elementy ryzyka. Po pierwsze, nie wszystkie kawałki projektu są jednakowo łatwe w realizacji. Każdy, kto próbował na dużym przyjęciu upolować kawałek tortu z fragmentem ulubionego owocu, wie, ile zachodu wymaga znalezienie w odpowiednim czasie i miejscu kolejki oczekujących na rozdzielane chaotycznie porcje. Z fragmentami projektu jest całkiem podobnie. Niektóre z nich są małe, łatwe w realizacji i do tego efektowne w uruchomieniu. Zdarzają się również takie, dla których trud realizacji będzie dalece niewspółmierny z potencjalnym splendorem wynikającym z ich uruchomienia. W przypadku tych ostatnich drugim ryzykiem jest… podświadoma rezygnacja z ich realizacji. Po części z braku czasu w projekcie, a po części z braku ochotników, praca trudna i żmudna odkładana jest na później. Na kiedyś tam, gdy będziemy mieli więcej czasu, zasobów lub nieroztropnie ambitnych menedżerów. Ku zdziwieniu konwencjonalnie, a więc logicznie i chronologicznie myślących obserwatorów prac nad takim przedsięwzięciem, z reguły kończy się ono sukcesem. Wszak osiągnięcie dziewięćdziesięciu ośmiu procent realizacji planowanych zadań to niekwestionowany sukces. Niemal wszyscy szczerze zaangażowani w rozwój naszej firmy menedżerowie osiągnęli podczas realizacji tego projektu stawiane przed nimi cele. Nie będziemy zatem skupiać się na owych, może i niezbędnych do uruchomienia całości, marnych dwóch procentach! Wszak ich realizację rozplanować możemy w przyszłym kwartale na kolejnych kilka błyskotliwych podprojektów.

Zatem niech żyją quick winsy! - cudownie odnawialne źródło menedżerskiego sukcesu.

Quick winsy, które jak hamburgery stanowią nieodłączny znak naszych czasów. Pośpiechu, bylejakości i niezdrowego sposobu myślenia. Może nie bez przyczyny nasi przodkowie żyjący w różnych epokach, miejscach i kulturach sformułowali szereg zadziwiająco współbrzmiących sentancji: Festina lente<sup>1</sup>. Co nagle, to po diable<sup>2</sup>. Langsam, langsam aber sicher<sup>3</sup>. Bis dat, qui cito dat<sup>4</sup>. I wiele, wiele innych.

<sup>1</sup> Śpiesz się powoli.

<sup>2</sup> Wolno, ale dokładnie.

<sup>3</sup> Jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy.

<sup>4</sup> Dwa razy daje, kto szybko daje.